W gospodarce nic nie jest tym, co było

20.08.2016
Politykę, do jakiej nawołuje Donald Trump, eksperci w USA zaczynają nazywać nowym gospodarczym nacjonalizmem, co jest odwrotnością flagowej ekonomii podaży Republikanów. Na cenzurowanym znajdują się dziś także bankierzy centralni – mają dużo władzy, gorzej tymczasem z pokorą.


Ceny na giełdach znów poszły w górę a wartość dolara spadła wobec tego, że protokół z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej (FOMC, czyli Komitetu Otwartego Rynku) ujawnił, że jego członkowie są podzieleni w opiniach kiedy podnosić stopy procentowe w USA.

John Williams, szef oddziału Rezerwy w San Francisco wezwał do zmiany ortodoksyjnej polityki wobec nowych realiów ekonomicznych. Uważa on, że neutralne stopy procentowe są na stałe zredukowane i wobec tego rządy powinny stosować silniejsze fiskalne zabezpieczenia, a bankierów centralnych nawołuje do rezygnacji z utrzymywania niskiej inflacji jako celu ich polityki. Ponadto wobec małego pola manewru banki centralne powinny sięgnąć po inne narzędzia, jak bilans, komunikacja i być może nawet ujemne stopy procentowe. Aczkolwiek bez robienia rewolucji, upomina Williams.

Centralni bankierzy mają za dużo władzy i za mało pokory w ustalaniu granic polityki monetarnej. Dlatego powodują kryzysy uważa James Dorn z CATO Institute. Wskazuje, że chociaż szefowie centralnych banków nie wydają się martwić o ryzyko jakie przedstawia obecna, niekonwencjonalna polityka pieniężna, ryzyko to jest wyraźne a skutki ich działania znikome. Pożądany efekt wzbogacenia się społeczeństw jest w istocie pseudo-efektem, który zniknie gdy tylko stopy procentowe zostaną podniesione. Zwłaszcza, że niska cena kredytu spowodowała, iż zwiększyło się zadłużenie przedsiębiorstw. Ryzyko zwiększa perspektywa dalszej akomodacyjnej polityki Banku Anglii i bezprecedensowe skupowanie obligacji przez Europejski Bank Centralny.

Tyler Cowen z George Mason University w komentarzu dla Mercaturs Center twierdzi, że obecny powolny wzrost światowej gospodarki zaczyna przypominać stan z XIX wieku. I nie należy oczekiwać na cud, bo w ekonomii nie ma cudów. Na przykład Dania doszła do dobrobytu i bogactwa sięgającego 52 tysięcy dolarów dochodu na głowę mieszkańca poprzez stały wzrost – pozbawiony gwałtownych skoków i recesji – średnio o 1,9 procenta rocznie, począwszy od 1890 roku. Taki wzrost notowany był przez 84 procent tego okresu. Wzrost o 8-10 procent rocznie w przypadku azjatyckich tygrysów należy do przeszłości i jedyną opcją zaczyna być wzrost powoln, ale stabilny.

Trwające już od kilku miesięcy wybory amerykańskie są wyjątkowe pod wieloma względami, najbardziej jednak dlatego, że ani Donald Trump z ramienia Republikanów, ani Hillary Clinton z partii Demokratów nie oferują ustępstw w swoich gospodarczych programach, które przyciągnęłyby umiarkowanych wyborców. Oboje kandydaci pozostają nadal na skrajnych pozycjach.

Clinton proponując podniesienie płacy minimalnej, darmową edukację w koledżach, rozszerzenie programów opieki społecznej i „rozprawienie się” z Wall Street. Propozycje Trumpa z kolei w jednym punkcie są zbieżne z postulatami Paula Krugmana (pisaliśmy w poprzednim odcinku) zwiększenia inwestycji kosztem wzrostu zadłużenie rządu. Propozycje Trumpa zrozumiale przedstawia Michael Tanner z American Enterprise Institute wyliczając dlaczego są one niebezpieczne – zadłużenie federalnego rządu już wynosi 105 procent PKB, obsługa zadłużenia pomimo niskich stóp procentowych jest kosztowna (w tym roku 250 miliardów dolarów). Tanner przypomina, że choć zapowiedzi Clinton nie są tak radykalne jak Trumpa, jeśli wygra ona wybory, będzie wydawać z kasy państwa nawet więcej niż Trump.

Jak propozycje te są widziane przez amerykański biznes pokazuje m.in. wymiana tweetów pomiędzy miliarderami – przedsiębiorcą Markiem Cubanem, który popiera Hillary Clinton i menedżerem funduszy inwestycyjnych Carlem Icahnem. Icahn twierdzi, że dotychczasowa polityka wysokich podatków i namolnych regulacji, którą Clinton obiecuje kontynuować, powstrzymała go od inwestowania w przemysł. Cuban pyta dlaczego zatem Icahn chce inwestować w najbardziej regulowany sektor, jakim jest energia.

William K. Watson z CATO Institute obala panujące przekonanie, że wyborcy Donalda Trumpa są „ofiarami” globalizacji (jak Brytyjczycy, którzy odrzucili Unię Europejską). Jego zdaniem jest odwrotnie – to  ekspansja międzynarodowego handlu (główne narzędzie globalizacji) uczyniła ich bogatszymi. Wprowadzenie barier importowych w niczym nie pomoże tym, którzy utracili miejsca pracy w produkcji, bo ta jest od handlu zewnętrznego już niezależna.

Pokazuje to także analiza problemu dlaczego 12 procent dorosłych mężczyzn w wieku produkcyjnym w USA nie pracuje. Pytanie podjął Jason Furman, szef doradców gospodarczych Białego Domu, który doszedł do wniosków, że dzieje się tak głównie z powodu niskich kwalifikacji zawodowych tej grupy. Może to poprawić polityka rządu ułatwiająca zdobycie takich kwalifikacji

Wnioski Furmana są zbieżne z wnioskami do jakich doszedł analityk Bloomberga badając jak Amerykanie widzą gospodarkę. Przedstawił je na 12 wykresach. Wspólnym mianownikiem jest stary podział pomiędzy Ameryką wykształconą i zasobną a biedną i o niskim poziomie wykształcenia.

Na szerszym tle, sporu idei a nie percepcji, James Pethokoukis z American Enterprise Institute zastanawia się gdzie podziała się flagowa polityka Republikanów – ekonomia podaży i wolnego handlu, która przyniosła sukces Ronaldowi Reaganowi. Wyjaśnia, że Republikanie widzieli ekonomię podaży zawsze w węższym znaczeniu podkreślając znaczenie redukcji krańcowych stóp opodatkowania. Taryfy handlowe widzieli też jako rodzaj podatku. Pethokoukis zestawia wypowiedzi Donalda Trumpa z krytyką tego rodzaju wywodów jaką przedstawił w latach 80. Jude Wanniski, jeden z liderów i twórca nazwy ekonomia podaży.

Na politykę fiskalną narzekają w USA menadżerowie funduszy inwestycyjnych i chcą podobnie jak wielu ekonomistów aby była bardziej ekspansywna. W badaniu przeprowadzonym przez Bank of America połowa z nich narzeka, że zbyt rygorystyczna polityka fiskalna na świecie spowodowała, iż inwestycje firm są co najmniej o 10 procent za niskim poziomie.

Tymczasem firmy trzymają gotówkę. Największe jej zapasy posiada Apple – według szefa finansowego Apple’a Luca Maestri zapasy wynoszą 261 miliardów dolarów. 93 procent tej sumy pozostaje poza granicami USA. Szef Apple’a Tim Cook zapowiedział, że zarząd firmy może rozważyć przeniesienie zysków wypracowywanych poza granicami USA do kraju jedynie wtedy gdy zostanie zmieniony system podatkowy w Ameryce. Według obecnych stawek Apple musiałaby płacić w USA 40 procent podatku co zdaniem Cooka jest nie fair.

Słaby popyt, wolny wzrost gospodarczy i szybsza inflacja, czyli jak gospodarcze realia po Brexicie widzi Bank Anglii. Dane jakie zostały zaprezentowane w minionym tygodniu malują ciemny obraz – przegląd dostępny tutaj.

Zdaniem ekonomistów Jamesa Robertsa i Diego Sancheza de la Cruz Wielka Brytania opuszczając Unię Europejską może jednak poprowadzić Europę do większej wolności gospodarczej. W analizie dla fundacji Heritage popierającej Brexit obaj ekonomiści argumentują, ze Unia po osłabieniu swojej gospodarczej pozycji przez odejście Wielkiej Brytanii będzie potrzebować nowej strategii gospodarczej, która podniesie konkurencyjność jej handlowej oferty (produktów, usług, towarów), a w konsekwencji zredukuje bariery na rynku. Czyli będzie musiała pogłębić wolność ekonomiczną.

Dochodzenie kto ma największe pakiety kompensacyjne w świecie amerykańskiego biznesu sprowokowała perspektywa odejścia Marissy Mayer z Yahoo. Otrzyma ona na odchodne blisko 54,9 milionów dolarów. Plasuje ją to dopiero na 54 miejscu listy „złotych spadochroniarzy”. Największy pakiet ochronny ma Steve Wynn, szef Wynn Resorts, firmy kasynowo-hotelarskiej – ponad 358 milionów dolarów. Lista następnych szczęśliwców jest tutaj.

Natomiast wśród krajów największy złoty spadochron w razie kryzysu, czyli najbogatsze zasoby złota posiada USA. Lista 15 pozostałych krajów dostępna jest tutaj.


Tagi


Dodaj komentarz


+ 5 = osiem

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane