Stagnację przełamać może wolna przedsiębiorczość

21.05.2016
W minionym tygodniu uwagę przyciągał stan gospodarki Chin, Grecji i Niemiec. Każda z nich, nawet mocne Niemcy i Chiny, mają problemy. Ekonomiści analizują co to oznacza dla partnerów. Gorące tematy to także: co przynosi światu wolna przedsiębiorczość, wolne inwestycje i raje wolne od podatków.


Noblista Edmund Phelps z Columbia University, w eseju „Ekonomia podaży, popytu czy innowacji?”, porusza problem pobudzenia wzrostu gospodarczego na świecie. – Nie sposób zaprzeczyć obecnej stagnacji w gospodarkach świata – pisze Phelps. Co może ją przełamać? Ronald Reagan i Margaret Thatcher podeszli do problemu od strony podaży: cięcia podatkowe dla pobudzenia inwestycji i wzrostu. Dziś, przy niskich stopach procentowych taka polityka doprowadziłaby do zwiększenia fiskalnych deficytów. Podejście od strony podaży, czyli teoria Keynesa jest z kolei obarczona wiarą, że tylko rząd może sterować pomyślnie inwestycjami, co hamuje innowacyjność. A tę Phelps uważa za remedium na obecną stagnację.

Rządowe inwestycje nie przełamią stagnacji, a w długoterminowej perspektywie utrącą innowacyjność. Pokazuje to krótka analiza z American Institute for Economic Research. Inwestycje rządu podnoszą gospodarkę z recesji, natomiast jako długoterminowe przedsięwzięcie nie są one dobre, bo eliminują prywatną konkurencję, a więc i innowacyjność.

Liberałowie z American Enterprise Institute uważają, że stagnację, a także biedę na świecie przełamie wolna przedsiębiorczość. Wobec tego, że umowy wolnego handlu i globalizacja są agresywnie atakowane w obecnej kampanii prezydenckiej w USA (głównie przez Donalda Trumpa) szereg publicystów stanęło w obronie obu koncepcji. W minionym tygodniu James Pethokoukis z American Enterprise Institute przypomniał, że wolny handel i inwestycje globalne to nie tylko imperatyw ekonomiczny, ale i moralny. W minionych 30 latach oba postępujące nurty doprowadziły do redukcji biedy na świecie. 30 lat temu w skrajnej nędzy żyło 52 procent ludzkości, obecnie 21 procent. To o cały miliard osób mniej. >>Więcej o badaniach skutków wolnej przedsiębiorczości na świecie przeprowadzonych przez Barna Group.

Czy przedsiębiorczość w Chinach jest już na tyle wolna, że można zacząć traktować Chiny jak gospodarkę wolnorynkową? To pytanie pojawia się często w tym roku w związku z wygasającą z końcem roku klauzulą, która pozwoliła Chinom jako gospodarce nie-rynkowej na udział w Światowej Organizacji Handlu.

Teraz kolejny głos w dyskusji: Derek Scissors z American Enterprise Institute twierdzi, że „nie” . Wykazuje w dwóch analizach (z których pierwszą można znaleźć tutaj, a drugą tutaj) dowodzących, że sektor państwowy chińskiej gospodarki jest dużo większy niż się popularnie myśli i sektor prywatny bynajmniej nie dominuje w gospodarce.

Scissors wykazuje, że statystyki dotyczące inwestycji trwałych jak również zadłużenia firm, są oparte o inne definicje firm, niż te stosowane w gospodarce wolnego rynku. Znaczna część firm, które statystyka chińska kwalifikuje jako prywatne, to w istocie firmy nie-całkowicie fundowane przez państwo. Różnica w tej podstawowej kwalifikacji skutkuje mylnymi konkluzjami.

Co oznaczają dla Chin, USA i całego świata zwiększone w ostatnim czasie chińskie inwestycje zagraniczne – analizuje z kolei David Dollar z Brookings Institute. Chiny są niezwyczajne w tym, że jest to rozwijający się kraj, a wyrósł na potężną siłę inwestycyjną. Według szacunków Instytutu Międzynarodowych Finansów wartość tych inwestycji w 2015 roku wyniosła 676 miliardów dolarów. To stwarza problem dla partnerów Chin, przede wszystkim USA, które naciskają Chiny na otwarcie swoich chronionych dotąd obszarów gospodarczych, ale nie mają dobrych kart w ręku czyli dźwigni nacisku.

W Europie powrócił w debacie ekonomicznej problem Grecji. I Niemiec. Paul de Grauwe ekonomista z London School of Economics and Political Science (i były członek parlamentu Belgii) wzywa na portalu Center for Economic Policy Research aby skończyć dyskryminację Grecji i zacząć traktować ten kraj jak każdy, który walczy pod ciężarem olbrzymiego zadłużenia. Europejski Bank Centralny udziela wszystkim obarczonym zadłużeniem krajom pomocy w postaci luzowania ilościowego, tylko nie Grecji, nie kupując greckich obligacji – pisze de Grauwe. Podaje też zestawienie jak 18 krajów, od Austrii, przez Niemcy, Francję, Włochy i Holandię, korzysta z programu. Najwięcej do tej pory uzyskały ze sprzedaży obligacji do EBC Niemcy – blisko 172 miliardy euro.

Desmond Lachman z American Enterprise Institute pochwalił amerykańskie ministerstwo skarbu za włączenie Niemiec na listę krajów, które mogą manipulować walutami (obok Chin, Japonii, Korei i Tajwanu) i jednocześnie zaatakował za „zbyt miękką” i nieadekwatną ocenę przyczyn braku równowagi w niemieckim bilansie obrotów zagranicznych. Niemcy mają rekordowo wysoki deficyt na rachunku zewnętrznym – w marcu dane za rok wskazały 8 procent PKB, czyli dwukrotnie więcej niż wynosi obecna nadwyżka Chin.

Zdumiewające jest zdaniem Lachmana, że eksperci ministerstwa skarbu nie wyeksponowali tego, iż Niemcy korzystają na eksporcie na światowe rynki przez to, że mają słabe euro jako własną walutę i jednocześnie stale poprawiają produktywność utrzymując niskie płace. Ta „zła diagnoza” skutkuje „niewłaściwymi oczekiwaniami” jakie ministerstwo sformułowało wobec niemieckiej gospodarki – pozostawiając Niemcom wolną rękę w tej „wolnej od kosztów jeździe”. Zdaniem Lachmana Niemcy powinny porzucić euro, a USA powinny na to naciskać.

Komentator Wall Street Journal ma odwrotne zdanie. Wciągnięcie Niemiec na listę potencjalnych manipulantów – przeczytać można na łamach dziennika – jest kompletnie chybione.

John Micklethwait, redaktor naczelny sieci Bloomberg, wcześniej redaktor naczelny The Economist, pisze, że Niemcy są bardzo, bardzo zmęczone kosztownymi europejskimi kryzysami, od dawna trwającym greckim i obecnym brytyjskim. Niemieccy politycy, z którymi Micklethwait rozmawiał, uważają, że Grecja to nie rozwinięta, a wschodząca gospodarka i to nie Międzynarodowy Fundusz Walutowy powinien ją ratować ani Niemcy, ale Bank Światowy.

Także dla Niemców problem Grecji jest symptomatyczny dla całej Europy, której gospodarka przestaje być konkurencyjna na światowej arenie. Z kolei Brytyjczycy są irytujący dla Niemców, ponieważ chcą opuścić Unię, zamiast prowadzić wysiłek jej reformy. Problem Niemiec tkwi w tym co zawsze – pisze Micklethwait – Niemcy nie chcą podjąć przywódczej roli w UE i wobec tego ich polityka sprowadza się do męczącego i kosztownego dla niemieckiej gospodarki rozwiązywania kryzysów, a nie do ich prewencji, czyli wprowadzania reform.

Są kolejne głosy za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Pierwszy to Michaela Bloomberga, byłego burmistrza Nowego Jorku i twórcy i właściciela sieci informacyjnej Bloomberga. Pisze on z pozycji biznesmena i polityka prowadzącego działalność na forum międzynarodowym. Przestrzega przed kosztami tak ekonomicznymi brexitu, jak i politycznymi, a także na polu bezpieczeństwa, gdzie Wielka Brytania po wyjściu z Unii utraci obecną pozycję lidera. Bloomberg zastrzega, że „nie chce i nie może nic nikomu radzić”, ale wspomina możliwość przesunięcia środka ciężkości swojej sieci informacyjnej z Wielkiej Brytanii – gdzie obecnie zatrudnia ponad 4 tysiące osób – do kontynentalnej Europy.

Drugi głos za pozostaniem Brytyjczyków w Unii, przedstawili w postaci analizy kosztów ekonomiści z Centre for Economic Performance na London School of Economics and Political Science. Analizę tę cytuje na łamach Project Syndicate Philippe Legrain, były doradca ekonomiczny szefa Europejskiej Komisji, obecnie na LSE.

Eksperci LSE podjęli temat z pozycji zmniejszonej imigracji, czyli skutku jaki chcą osiągnąć zwolennicy wyjścia z Unii. Generalnie ich wniosek jest taki, że koszty wyjścia z Unii i niższa imigracja do Wielkiej Brytanii spowodują spadek standardów życia na Wyspach. Opuszczenie Unii w długoterminowej perspektywie przyniesie niższe obroty handlowe z Unią Europejską, co może kosztować Brytyjczyków nawet 9,5 procenta PKB. Nastąpi też spadek zagranicznych inwestycji w Wielkiej Brytanii – nawet o 3,4 procenta PKB. Tylko te koszty przemawiają przeciwko wyjściu z Unii, w której składka kosztuje Wyspiarzy rocznie zaledwie 0,35 procenta ich PKB.

Legrain przypomina także, że negocjacje wyjścia Grenlandii z ówczesnej Wspólnoty Europejskiej (Grenlandia wstąpiła do EWG razem z Danią) zajęły 3 lata, była jedna tylko sporna kwestia – ryby. Brytyjczycy po wyjściu zapewne woleliby przystąpienie do EFTA niż negocjacje osobnych traktatów z każdym z krajów UE. EFTA jednak oznacza dalsze płacenie składek, przestrzeganie zasad Unii w takich obszarach jak ochrony praw konsumenckich czy polityki społecznej, ale bez prawa głosu. Ponadto wielu europejskich producentów – od niemieckich producentów samochodów do francuskich rolników będzie chciało utemperować brytyjską konkurencję, nakładając na Wielką Brytanię wysokie taryfy importowe.

Na koniec o panamskich dokumentach ujawniających jak wielu polityków i publicznie znanych i znaczących osób posiada konta w rajach podatkowych, co wywołało krytykę i następnie krytykę krytyki.

W poprzednim tygodniu grupa blisko 300 ekonomistów przedstawiła na szczycie antykorupcyjnym w Londynie apel o likwidację rajów podatkowych jako bezużytecznych. Twierdzenie o bezużyteczności oburzyło Daniela J.Mitchella z konserwatywnego CATO Institute, liberała specjalizującego się w polityce fiskalnej.

Mitchell napisał komentarz jak bardzo raje podatkowe są zbawienne dla gospodarczego rozwoju Przypomina, że niskie podatki bardziej sprzyjają rozwojowi pracy i przedsiębiorczości niż wysokie obciążenia. A zniesienie obciążeń podatkowych sprzyja aktywności, która prowadzi do formowania kapitału, podnosi rozwój gospodarczy poprzez wzrost oszczędności i inwestycji. I nie jest prawdą – zdaniem Mitchella – że odwrotne podejście zmniejsza nierówności społeczne (pisał o tym wcześniej tutaj). Nie zmniejsza, ale je zwiększa.

Dlatego Mitchell deklaruje się jako fan rajów i konkurencji podatkowej i przewrotnie zauważa „interesującą” zbieżność, że nawet ekonomiści z biura statystycznego OECD „zgadzają” się z nim pisząc, że raje podatkowe „mogą hamować zastosowanie podatku progresywnego”. O to chodzi – nawołuje Mitchell.


Tagi


Dodaj komentarz


7 − = sześć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane