Czas na Stany Zjednoczone Europy

03.09.2016
Europa potrzebuje więcej amerykańskich rozwiązań w gospodarkach i regulacjach. Wskazują na to choćby spór o irlandzkie podatki czy rezultaty polityki Europejskiego Banku Centralnego. Szwajcarskie banki częstują winem, a pewni ekonomiści przekonują, że prawdziwy kryzys gospodarczy zacznie się dopiero w 2075 roku.


Nie ma nic tajemniczego w ożywieniu brytyjskiej produkcji po referendum o Brexicie. Osłabiony po referendum funt spowodował, że w sierpniu produkcja brytyjska osiągnęła najlepsze od 10 miesięcy rezultaty. Co pokazuje, że gospodarka Brytanii może znieść szok Brexitu lepiej, niż spodziewają się pesymiści, czyli, iż liberalne podejście, jakie mają Brytyjczycy, może być efektywne.

Orzeczenie Unii Europejskiej, iż Apple ma zapłacić Irlandii blisko 14,5 miliarda dolarów zaległych podatków, może kosztować Unię irlandzką rewoltę. Pod warunkiem, że rząd Irlandii utrzyma (jak zapowiada) swój przychylny obcym inwestycjom system podatkowy. Rząd Irlandii wskazuje, że atrakcyjne warunki podatkowe dla zagranicznych firm dają Irlandczykom miejsca pracy, co jest w długoterminowej perspektywie ważniejsze niż 14,5 miliarda dolarów podatku.

Dlatego też wobec nacisków ze strony Niemiec i Francji, aby Irlandia przyjęła unijne (wysoko opodatkowujące) podejście do obcych inwestycji, rosną szanse, że Irlandia może uznać Brexit za atrakcyjną ścieżkę. Decyzja Unii nie jest bowiem uzasadniona ekonomicznie, ale – jak to określił szef Apple Tim Cook – jest „polityczną bzdurą”.

Jak spór widzą Amerykanie, pokazuje nie tylko ostra reakcja Białego Domu, którego rzecznik wskazał, że koszt żądanych przez Unię podatków poniosą amerykańscy podatnicy (na co rząd federalny nie będzie patrzył przychylnie), ale również negatywne komentarze ekonomistów.

James Pethokoukis z American Enterprise Institute zadaje pytanie, czy Unia Europejska nie powinna zająć się raczej przyczynami, dla których osiem największych europejskich firm tech jest wartych razem zaledwie 10 procent wartości Facebooka albo 6 procent wartości Google. I dlaczego na liście 25 największych takich firm na świecie europejskie koncerny (szwedzki, fiński i niemiecki) są na szarym końcu.

Rozchodzące się drogi USA i Unii Europejskiej pokazuje też impas w negocjacjach porozumienia o wolnym handlu. Do sceptycyzmu Amerykanów doszły wątpliwości Niemców i Francuzów, którzy ogłosili negocjacje jako „dead”

W tym kontekście racjonalne jest stwierdzenie, że Europa potrzebuje swojego Alexandra Hamiltona. Tak twierdzi Sylvester Eijffinger specjalizujący się w ekonomii finansów na uniwersytecie w Tillburgu. Hamilton, pierwszy minister skarbu Stanów Zjednoczonych, stworzył bank centralny i zalegalizował mechanizm długu publicznego, przenosząc ciężar zadłużenia stanów na rząd federalny.

Dlaczego taki minister jest potrzebny Unii Europejskiej? EBC podważa swoją polityką finansową stabilność strefy euro i hamuje konieczne w wielu krajach reformy strukturalne gospodarek — uważa Eijffinger (podobnie jak wielu innych ekonomistów). Nie osiąga natomiast celu pobudzenia gospodarki przez podniesienie inflacji do 2 procent pomimo olbrzymiego programu podnoszenia płynności finansowej strefy.

Co zatem? Zdaniem Eijffingera rządy poszczególnych krajów powinny wziąć więcej odpowiedzialności za swoje gospodarki, a przywództwo w strefie powinien podjąć tandem Niemcy-Francja. Pierwszym zadaniem byłoby wprowadzenie nowego, idącego poza Pakt o Stabilizacji i Wzroście, programu stymulacyjnego i zdrowego systemu podatkowego. Co jest logicznym następstwem tego, że strefa euro nie może funkcjonować bez unii fiskalnej, a co przywiodłoby kolejny logiczny krok — powołania europejskiego ministra finansów. Nie jest to politycznie popularne, pisze Eijffinger, ale na dłuższą metę to jedyne rozwiązanie dla Europy.

Silne polityki banków centralnych, a szczególnie ujemne stopy procentowe, jakie utrzymuje na przykład Bank Japonii, poczyniły sporo zamieszania w rozumieniu rynku walutowego. Głośne są narzekania wschodzących gospodarek, że banki centralne rozwiniętych krajów prowadzą wojny walutowe, oraz zakłady menedżerów funduszy hedżingowych o oto, o ile wzrośnie wartość japońskiego jena.

Przywołajmy dwie publikacje rozjaśniające temat.

Koichi Hamada, doradca ekonomiczny premiera Japonii Shinzo Abe, argumentuje, że polityka jego szefa nie ma nic wspólnego z aprecjacją jena (24 procent w minionym roku). Hamada przyznaje, że ekspansywna polityka monetarna, której intensyfikacja jest zapowiadana na przyszły miesiąc, może w istocie osłabić walutę. Ale gołębie podejście amerykańskiej Rezerwy do wychodzenia z własnego programu ilościowego łagodzenia osłabiło wpływ decyzji banków na kursy walut.

Olivier Blanchard, były naczelny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyciaga wprost przeciwne wnioski. Po przeglądzie tego, jaki efekt transgraniczny mają polityki zaawansowanych gospodarek na gospodarki wschodzące, rynki towarowe, wymianę walutową i finansową, Blanchard uważa, że jest ewidentne przełożenie, ale też jest miejsce na koordynację tych polityk. Szczególnie za pomocą takiego makroekonomicznego instrumentu jak tymczasowe restrykcje przepływu kapitału, czyli kontrola tego przepływu. Warto zauważyć, że gdyby Blanchard nadal reprezentował Międzynarodowy Fundusz Walutowy, nie proponowałby takich koncepcji.

Tymczasem chiński yuan ustabilizował się dzięki m.in. poprawie komunikacji banku centralnego, ale jak piszą  autorzy Wall Street Journal, fundamentalne wskaźniki gospodarcze nadal spadają. Dzieje się tak, bo choć oczekiwania rynku zostały utemperowane, rząd Chin nadal ma ten sam problem — musi przeprowadzić strukturalne reformy gospodarki.

„Trend is the friend”, mówi jedna z podstawowych zasad inwestycyjnych i tradingowych na Wall Street. A obecny trend w światowej gospodarce jest pozytywny. Tak rewolucyjnie przeciwną powszechnemu pesymizmowi opinię wyraża J. Bradford Delong z uniwersytetu Berkeley.

Przyznaje, że mamy do czynienia obecnie na świecie z religijnym morderczym fundamentalizmem, od którego zachodnia cywilizacja odżegnała się 300 lat temu, z bigoterią, nacjonalizmem, rasizmem i kiepskim od siedmiu lat stanem gospodarek. A jednak, pisze Delong, jeśli popatrzeć na szerszy obraz – perspektywę 30-60 lat, okazuje się, że wielki trend, który napędza gospodarczy dobrobyt od II Wojny Światowej, trwa. Problemy zaczną się około roku 2075.

Na koniec dwie przeciwstawne wiadomości z sektora europejskiej bankowości. Bankierzy z największych banków inwestycyjnych UE będą mieli kiepski rok. Spadek wartości tych banków na giełdach spowodował, że zmniejszyły się również bonusy ich szefów. Na przykład w Deutsche Banku, którego wartość spadła o 43 procent, wynagrodzenie zarządu będzie o całe 600 milionów dolarów mniejsze

Tymczasem bankowość szwajcarska zaczyna pracować nad powrotem do swej dawnej glorii i chwały. Po dekadzie katastroficznych dla sektora zdarzeń, gdy banki szwajcarskie musiały łamać fundamentalną dla swego istnienia zasadę ochrony prywatności, upadku banków i przejęć przez obcy kapitał, szwajcarscy bankierzy zaczynają pracować nad odbudową zaufania. Jak? Na początek przez trwające 30 dni party w siedzibie głównej Finter Bank, gdzie klienci będą częstowani najlepszymi winami i piwami. O serach na razie nie ma mowy.


Tagi


Dodaj komentarz


− 7 = jeden

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane