Polska i Niemcy: między stereotypem a koniecznością

21.09.2016
Polska jest dziś siódmym pod względem obrotów partnerem handlowym Niemiec. Wyprzedzamy m.in. Szwajcarię, Hiszpanię i Rosję. Współpraca gospodarcza miedzy obydwoma krajami mogłaby być jeszcze większa, gdyby nie dawne uprzedzenia i nowe ryzyka. Można to zmienić.


– Kiedy kilkanaście lat temu firma wysłała mnie w delegację do Polski, miałem nadzieję, że to tylko jednorazowa wyprawa. Byłem pełen stereotypów i naprawdę bałem się o swój samochód i samego siebie. Okazało się jednak, że muszę regularnie jeździć z Drezna do Czaplinka, aż ostatecznie osiedliłem się w Polsce. I to było szczęśliwe zrządzenie losu – mówił André Gerstner, prezes Zarządu Groclin S.A., podczas debaty inwestorów z Polski i Niemiec na Forum Ekonomicznym w Krynicy.

Parę lat temu przejął on większość udziałów w firmie założonej przez prawnuka słynnego Michała Drzymały (tego od wozu) i został jej szefem.

– Polacy i Niemcy się różnią, ale to czyni nas silniejszymi. Gdyby udało się odłożyć stereotypy, wówczas wspólnie moglibyśmy osiągnąć bardzo dużo – uważa Gerstner.

Jego zdaniem wśród Niemców, którzy nie znają Polski i Polaków, nadal pokutują dawne wyobrażenia, że Polska jest miejscem taniej produkcji o niskiej jakości, a Polakom nie należy ufać.

– Ci, którzy poznali kraj i ludzi, wiedzą, że jest odwrotnie – zauważa André Gerstner.

Dziś w Polsce działa około 6 tys. firm z niemieckim kapitałem. Według podawanych w Krynicy danych generują one jedną czwartą polskiego eksportu.

– W polsko-niemieckich kontaktach gospodarczych dominuje sektor MSP, chociaż wielkie koncerny też są obecne – zauważa Michael Kern, dyrektor Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Warszawie (AHK Polska).

Izba zrzesza i reprezentuje interesy ponad tysiąca firm z Polski i Niemiec. Niedawno AHK Polska opublikowała badania, jakie przeprowadziła wraz z instytucjami partnerskimi wśród półtora tysiąca zagranicznych firm inwestujących w Polsce i 15 innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Wynika z nich, że inwestorzy najbardziej cenią sobie w Polsce stabilność związaną z członkostwem w UE, wysoki poziom wykształcenia i kwalifikacji pracowników oraz rzetelność lokalnych partnerów.

O ile w ostatnim roku spadły oceny stabilności politycznej i przewidywalności polityki gospodarczej w Polsce, to znacząco polepszyły się opinie o polskich pracownikach i kontrahentach. Po kilku latach liderowania w rankingu najbardziej atrakcyjnych krajów do inwestowania w Europie Środkowej i Wschodniej Polska zajmuje obecnie drugie miejsce (po Czechach). Według tego samego badania 36 proc. inwestorów chce zwiększyć zaangażowanie w Polsce (52 proc. planuje pozostawić je na dotychczasowym poziomie), a 43 proc. planuje zwiększenie zatrudnienia w Polsce (47 proc. nie planuje zmian).

– W Niemczech nie miałbym szans na osiągnięcie tego, co udało mi się w Polsce. Między innymi dlatego, że niemieccy pracownicy z banku, który kredytowałby mój zakład, zapewne nie byliby tak wyrozumiali dla mojej firmy. Po wybuch kryzysu finansowego w 2008 r., kiedy znaleźliśmy się w tarapatach, bankowcy w Polsce podeszli do trudności, jak prawdziwi partnerzy przedsiębiorcy i pomogli nam wyjść z opresji – opowiadał André Gerstner.

Uważa, że większa elastyczność i mniejsze zbiurokarytyzowanie jest tym, co od dawna odróżnia Polaków od Niemców. Nie zawsze jest to jednak polski atut. Niemcy bowiem niespecjalnie sobie cenią luźne traktowanie umów. Jeśli coś już zostało zapisane, to musi zostać dokładnie spełnione, a odstępstwa możliwe są tylko w wyjątkowych okolicznościach.

– Polacy i Niemcy w biznesie bardzo się do siebie upodabniają. Kiedyś podstawą biznesu w Polsce były dobre relacje i znajomości szefów. W ten sposób Amica rozpoczęła współpracę z małą wtedy siecią sprzedaży EURO RTV AGD. W Niemczech komponent ludzki jest od dawna mniej ważny i bardziej liczą się kwestie profesjonalne. Tak teraz dzieje się też w Polsce – uważa Jacek Rutkowski, prezes Amica Wronki.

– Poza zasobami finansowymi ogranicza nas brak silnej marki na rynku niemieckim. Tymczasem Niemcy są bardzo przywiązani do tradycyjnych rodzimych marek. Właśnie dlatego nawet światowi giganci, jak Electrolux, czy Whirpool musieli kupić stare niemieckie firmy, jak AEG, czy Bauknecht, by pod ich markami sprzedawać swoje wyroby – wyjaśnia specyfikę niemieckiego rynku Rutkowski.

Mocno rozwinięty patriotyzm gospodarczy w Niemczech to wyzwanie, z którymi muszą zmierzyć się wszyscy polscy przedsiębiorcy inwestujący w tym kraju. Niemieccy konsumenci są nadzwyczaj lojalni wobec rodzimych marek nawet jeśli przestały się one liczyć w międzynarodowej konkurencji.

Zdaniem szefów różnych firm, którzy dyskutowali w Krynicy, działając w Niemczech warto pozyskać lokalnego partnera i wspólne z nim starać się zdobyć rynek.

– Po dwóch latach znaleźliśmy niemieckiego partnera, od którego przejęliśmy 51 proc. akcji, i z którym teraz wspólnie działamy – opisuje swoje niemieckiego doświadczenia Tomasz Misiak z Work Service.

Zdaniem Tomasza Misiaka „czasem Niemcy przeżywają szok, albo przynajmniej mocno się dziwią, gdy dowiadują się, że ich właścicielem jest firma z Polski i muszą pracować dla Polaków. Muszą dojrzeć do tej nowej sytuacji”.

Mimo że na bardzo rozwiniętym niemieckim rynku trudno o spektakularne sukcesy, to wszyscy uczestnicy debaty w Krynicy namawiali do ekspansji na Zachód.

– Jeśli o Niemczech mówi się, że są silnikiem gospodarki Europy, to Polska jest turbosprężarką do tego silnika. Dzięki współpracy z Polską niemieckie firmy nadal mogą odnosić globalne sukcesy – tak sens współpracy polsko-niemieckiej opisuje Tomasz Misiak.

>>czytaj też: 95 proc. firm z zagranicy ponownie zainwestowałoby w Polsce


Tagi


Dodaj komentarz


− 2 = pięć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane