Firmy są uczciwe bo muszą, ale dla inwestorów liczy się, że są

08.10.2016
Wbrew pozorom w świecie wielkich firm nie ma epidemii matactw księgowych. Oszustwa, które się zdarzają nawet nie zbliżają się do skali Enronu. Twierdzenie, że znów mamy do czynienia z kryzysem jakości informacji finansowych otrzymywanych przez inwestorów o zachodnich spółkach, jest przesadą.


W USA Komisja Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC) nagrodziła jednego z byłych szefów amerykańskiego producenta nasion Monsanto za informację o przekrętach z księgowaniem przychodów ze sprzedaży środka chwastobójczego Roundup. T. Rowe Price, menedżer aktywów, wszczął postępowanie przeciwko koncernowi farmaceutycznemu Valeant, któremu zarzuca oszukańcze i zwodnicze praktyki księgowe.

PricewaterhouseCoopers, jedna z wielkiej czwórki firm świadczących usługi rachunkowe, zawarła ugodę ws. Colonial BancGroup, kredytodawcy, którego audyty sporządzała. Bank stosował oszukańcze praktyki i zbankrutował. Szef Monte dei Paschi di Siena poinformował, że prowadzone jest dochodzenie ws. oszustw rachunkowych stosowanych przez ten włoski bank. Notowania akcji amerykańskiej spółki Orbital ATK z branży zbrojeniowej straciły mnóstwo na wartości po przyznaniu się do błędów księgowych, a internetowa firma ComScore zmieniła kadry zarządzające w wyniku problemów z rachunkowością.

Mniejsza skala oszustw

Łatwo więc można odnieść wrażenie, że wybuchła epidemia mataczenia i niekompetencji. Nasuwa się wniosek, że branża usług rachunkowych nie zaprowadziła u siebie porządku od czasu, kiedy z wielkim hukiem padły m.in. Enron i WorldCom z powodu matactw księgowych (lata 2001-2003). Ich bankructwo pociągnęło za sobą upadek firmy Arthur Andersen, która sporządzała ich audyty.

Jest jednak przeciwnie. Skandale z powodu praktyk księgowych stały się mniejszym problemem. W Europie, USA i Kanadzie działa ponad 10 tys. spółek giełdowych, zgniłki są więc nieuchronne, ale konsekwencje najnowszych afer są znacznie mniejsze, niż były na przełomie poprzedniego i obecnego stulecia. WorldCom zawyżył zyski o kolosalną sumę, bo aż o 7 mld dol. Udziały akcjonariuszy Enronu dzięki mataczeniu zyskały 1 mld dol. Działającej w branży spożywczej włoskiej firmie Parmalat, która została zlikwidowana w 2003 r., brakowało w księgach rachunkowych 15 mld dol.

Dzisiejsze skandale są drobniejsze. Gdy przedsiębiorstwa przyznają się do oszustw lub pomyłek, ich księgi się sporządza na nowo, można więc od razu porównywać. Ogłoszona w lutym korekta danych spółki Valeant różniła się tylko o 58 mln dol., w przypadku Monsanto było to 48 mln dol. Brytyjska sieć supermarketów Tesco, która przyznała się do skandalu księgowego w 2014 r., zawyżyła zyski mniej więcej o 350 mln dol.

Don Whalen z Audit Analytics, firmy zajmującej się zbieraniem danych i badaniami rynku, mówi, że znacznie zmalał pewien istotny miernik, mianowicie wielkość największej z korekt dokonanych przez amerykańskie przedsiębiorstwa w danym roku.

W mrocznych czasach 2000-2001 inwestorzy obawiali się, że nie można w pełni ufać żadnej firmie amerykańskiej. Gdy podsumuje się wszystkie straty w całej gospodarce z powodu obecnych oszustw rachunkowych, kwota nie jest wielka. W 2015 r. było to 2,7 mld dol., 0,3 proc. łącznych zysków przedsiębiorstw. Można więc wnioskować, że nie ma problemu systemowego.

Jest lepiej, ale nie wzorcowo

Audyty i rachunkowość znacznie się poprawiły nie bez przyczyny. Przyjęta w 2002 r. ustawa Sarbanesa i Oxleya o ładzie korporacyjnym zawiera dotkliwy przepis – prezesi czy dyrektorzy generalni firm oraz dyrektorzy finansowi muszą osobiście zatwierdzać księgi rachunkowe. W Europie standardy się poprawiły, gdyż upowszechniły się międzynarodowe zasady rachunkowości.

Jest możliwe, że przez haniebny upadek giganta, firmy Arthur Andersen, lepiej postępują inne wielkie firmy świadczące usługi księgowe. W czasie kryzysu finansowego audytorzy wraz z agencjami regulującymi domagali się, aby wielkie banki obniżyły wartość papierów wartościowych sekurytyzowanych kredytami subprime do poziomu realistycznego, co często wywoływało protesty szefów firm i polityków.

Nadal nie można wpadać w samozadowolenie. Jest całkiem prawdopodobne, że stosuje się na wielką skalę oszukańcze praktyki, których nie ujawniono. Wciąż budzi podejrzenia struktura bodźców w branży usług rachunkowych. Firmy księgowe pobierają opłaty za audyty kontrahentów, ale często zarabiają więcej, sprzedając im rozmaite usługi doradcze. Wydaje się, że powstanie nieregulowanych prywatnych rynków, na których handluje się udziałami w prywatnych spółkach – w tym udziałami w „jednorożcach” Doliny Krzemowej – sprzyja matactwom.

Do tego w wielu olbrzymich gospodarkach wschodzących, m.in. w Chinach i Indiach, zasady rachunkowości i sporządzania audytów nadal są wątpliwe. W Japonii wybuchł skandal z powodu praktyk rachunkowych stosowanych w Toshibie. Konglomerat w ubiegłym roku skorygował dane o 1,9 mld dol. Spadło przez to zaufanie do rachunkowości i do japońskiego oddziału Ernst & Young, kolejnej z wielkiej czwórki firm audytorskich.

Mimo to twierdzenie, że mamy do czynienia z kryzysem jakości informacji finansowych otrzymywanych przez inwestorów o zachodnich spółkach, byłoby wprowadzającą w błąd przesadą.

© [2016] The Economist Newspaper Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się na stronie www.economist.com


Tagi


Dodaj komentarz


dwa + = 11

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane