Zarządzanie ekonomicznymi skutkami nacjonalizmu

06.10.2016
Następstwa nieoczekiwanego głosowania przez Wielką Brytanię za opuszczeniem Unii Europejskiej są uważnie monitorowane. Ludzie na całym świecie – a zwłaszcza w Europie – chcą wiedzieć, jak się ten Brexit dalej rozwinie.


Chcą wiedzieć nie tylko po to, żeby kontrolować jego szczegółowe skutki, ale także by zdobyć dogłębny wgląd w coś, co może się zdarzyć, jeśli w nadchodzących wyborach szala przechyli się na korzyść programów nacjonalistów.

Następuje z pewnością polityczny powrót tych programów. W Niemczech, gdzie w 2017 roku odbędą się wybory powszechne, rośnie poparcie dla skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD), czego przykładem jest mocna pozycja tej partii w ostatnich wyborach do landtagu. We Francji przywódczyni Frontu Narodowego, Marine Le Pen, ma nadzieję, że przyszłoroczne wybory prezydenckie wyniosą nacjonalistów do władzy.

Tendencja ta nie ogranicza się do Europy. W Stanach Zjednoczonych Donald Trump obiecuje nałożenie ceł na import z Chin, budowę muru na granicy z Meksykiem i zakazanie muzułmanom wjazdu do kraju.

Jakie konsekwencje gospodarcze będzie mieć głosowanie za nacjonalizmem? Sądząc po referendum w sprawie Brexitu, skutki bezpośrednie mogłyby objąć zaburzenia na rynkach finansowych oraz szok dla nastrojów konsumentów i inwestorów. Wszystko to jednak mogłoby raczej szybko ustąpić miejsca spokojowi – ekonomicznemu i finansowemu. Pytanie dotyczy więc tego, co przyjdzie potem.

Prawdę mówiąc, spokój jaki zapanował w Wielkiej Brytanii jest delikatny. Nadal prawdopodobne jest urzeczywistnienie przedreferendalnych przewidywań, iż Brexit prowadzić będzie do istotnych dolegliwości ekonomicznych i wahań finansowych. Waga tych skutków zależy od tego, jak będą przebiegać negocjacje między Wielką Brytanią i jej europejskimi partnerami w zawiłej sprawie separacji. Zwłaszcza zaś od tego, w jakim stopniu zostanie zachowana swoboda handlu oraz jeden paszport finansowy.

Jak dotąd jednak zmienność rynków jest nadal opanowana. Może to być po części zasługą nowego rządu premier Theresy May, który celowo przyjął stopniowe podejście do procesu, jakim jest Brexit. May stwierdziła ponadto wyraźnie, że ani ona, ani członkowie jej gabinetu nie będą się zajmować dostarczaniem regularnych sprawozdań o postępach tego procesu.

Pomógł również Bank Anglii, który prawie natychmiast zasilił gospodarkę w płynność. Ponadto BoE przekonująco zapewnił uczestników rynku, iż jest zdecydowany utrzymywać stabilność finansową i unikać bałaganu, jaki może wywołać złe funkcjonowanie rynków.

Czujność BoE oraz fakt, że ekonomiczne i finansowe uzgodnienia z Europą nie muszą być zmieniane od razu, przekonały przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe do odroczenia planów zmiany postępowania. Teraz czekają one, chcąc przed dokonaniem jakichś istotnych ruchów dowiedzieć się, czy Wielka Brytania wynegocjuje „miękkie” czy „twarde” warunki Brexitu.

Brytyjska zdolność do przywrócenia poczucia spokoju mimo dalekosiężnej niepewności co do ekonomicznej i finansowej przyszłości kraju pokazuje, że przy właściwym podejściu aktorzy sceny politycznej są w stanie sprawować kontrolę nad wstrząsami i niespodziankami. Gdyby przywódcy Wielkiej Brytanii pospieszyli się z rozmontowywaniem istniejącego od dawna systemu handlu i innych ekonomicznych i finansowych ustaleń z UE jeszcze przed opracowaniem wiarygodnego i wszechstronnego rozwiązania alternatywnego, sytuacja mogłaby być o wiele bardziej niestabilna.

Powinni to wziąć pod uwagę wszyscy ci, którzy mają aspiracje rozpropagowania podobnych, nastawionych na wewnętrzne potrzeby programów – czy będą to europejskie partie nacjonalistyczne, dążące do odwrócenia powiązań międzynarodowych czy amerykańscy kandydaci na prezydenta, proponujący wprowadzenie ceł, które mogą przecież spowodować odwet ze strony partnerów handlowych.

W obecnych okolicznościach korzystne efekty solidnego przywództwa Wielkiej Brytanii mają oczywiście ograniczenia. Gdy szczegóły rozwodu z UE zostaną w końcu ogłoszone, firmy i gospodarstwa domowe zareagują, zwłaszcza jeśli handlowe, ekonomiczne i finansowe powiązania kraju z UE miałyby się znacznie zmienić. Reakcja taka – a wydaje się ona niemal nie do uniknięcia – zaszkodzi wzrostowi gospodarczemu i pobudzi wahania finansowe.

Także w takim przypadku pomóc może przemyślane i ostrożne podejście. Rząd Wielkiej Brytanii powinien zrobić co tylko w jego mocy, żeby najbardziej drażliwe części negocjacji z europejskimi partnerami prowadzić w tajemnicy. Gdy zaś przyjdzie pora ogłoszenia zmian, powinien to zrobić w kontekście większego programu wiarygodnych reform wewnętrznych, nakierowanych na osiągnięcie silnego, inkluzyjnego wzrostu i wzmocnionej stabilności finansowej.

Utrzymywanie płynnego lotu samolotu podczas zmiany silników nie jest łatwe. A rząd May stoi przed właśnie takim wyzwaniem. Teraz przygotowuje się on do tego superdelikatnego manewru – ustala i gromadzi elementy nowego silnika, planując jednocześnie szybkie ich złożenie. Dopiero wtedy będzie gotów rozmontować silnik europejskiego handlu bez ryzykowania silnych turbulencji czy nawet dotkliwej katastrofy.

Żeby jednak móc nad tą transformacją sprawować kontrolę i nie zbaczać ze ścieżki wzrostu i stabilności, rząd May – nawet mając ostrożny i uporządkowany co do kolejności działań plan – będzie się musiał wykazać o wiele wyższą odpornością i zręcznością niż jego poprzednicy. To samo dotyczyć będzie wszystkich innych osobistości czy partii nacjonalistycznych, które obejmą władzę. Pytanie tylko, czy ktokolwiek z nich będzie w stanie zmierzyć się z tak skomplikowanym wyzwaniem.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org


Tagi


Dodaj komentarz


sześć × = 12

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane