Sześć wielkich idei: bodziec fiskalny Johna Maynarda Keynesa

29.08.2016
Bodziec fiskalny, pomysł propagowany przez Keynesa, bywał modny i z mody wychodził. Był czas, kiedy uważano go za sprawę o fundamentalnej doniosłości, później za pojęcie zdyskredytowane. Teraz wraca do łask.

(CC0 aitoff)


W najgorszym okresie kryzysu panującego w strefie euro, gdy ogromnie wzrosło oprocentowanie obligacji skarbowych kilku krajów południowoeuropejskich i groziła im niewypłacalność, Europejski Bank Centralny i niemające tak poważnych problemów inne kraje członkowskie unii walutowej zażegnały katastrofę, proponując programy ratunkowe (bailouty). Tej pomocy udzielono jednak, stawiając pewne warunki, przede wszystkim narzucając wymóg ostrej dyscypliny budżetowej, która miała przywrócić stabilność finansów publicznych.

W przekonaniu niektórych ekonomistów dotkliwe cięcia budżetowe były niemiłą koniecznością. Inni wywodzili, że cięcia przynoszą skutek przeciwny do zamierzonego, gdyż zwalniają rozwój gospodarki, a przez to zmniejszają przychody budżetowe, w następstwie czego kraje realizujące programy oszczędnościowe stają się jeszcze uboższe i jeszcze bardziej się zadłużają.

W 2013 r. ekonomiści z MFW wydali orzeczenie – programy zaciskania pasa wyrządziły znacznie więcej szkód gospodarczych, niż początkowo zakładano (także w tym funduszu). Gdzie się mylił MFW, gdy publikował wcześniejsze, optymistyczniejsze prognozy?

Zdecydowanie za małe znaczenie Fundusz przypisywał mnożnikowi fiskalnemu.

Koncepcja mnożnika

Mnożnik to pomysł prosty, potężny i budzący zaciekłe spory. W makroekonomii keynesowskiej jest elementem o zasadniczym znaczeniu. W ostatnim osiemdziesięcioleciu przypisywano mu bardzo różne znaczenie. Był czas, kiedy uważano go za sprawę o fundamentalnej doniosłości, później za pojęcie zdyskredytowane. Teraz wraca do łask.

Koncepcja mnożnika wyłoniła się z ostrej dyskusji poświęconej temu, jak reagować na wielki kryzys lat 30. XX wieku. W latach 20. Wielka Brytania pogrążyła się w marazmie gospodarczym. Po I wojnie światowej pozostały wyższe ceny i słabszy funt. Rząd dążył jednak do tego, aby przywrócić przedwojenną wartość funta. Próbując to osiągnąć, prowadził zbyt ostrą politykę pieniężną, przez co zapoczątkował długi okres deflacji i słabości gospodarczej. Ówcześni ekonomiści debatowali, co można zrobić, aby poprawić warunki życia robotników borykających się z poważnymi problemami. Zaproponowano m.in. program publicznych inwestycji. W przeświadczeniu niektórych miał on zapewnić zatrudnienie bezrobotnym Brytyjczykom.

Brytyjski rząd nie dopuszczał takiej możliwości. Kierował się bowiem tradycyjnymi założeniami z tamtego okresu, czyli tym, co nazywa się często „punktem widzenia skarbu państwa”. Przyjmowano mianowicie, że wydatki publiczne finansowane poprzez zaciąganie pożyczek nie mogą pobudzić ogólnej aktywności gospodarczej, gdyż w gospodarce podaż oszczędności umożliwiająca kredytowanie jest stała. Jeżeli np. rząd przejmie kapitał, aby budować nowe drogi, oznacza to po prostu tyle, że pozbawi tych pieniędzy prywatne przedsiębiorstwa. Zwiększenie wydatków i osiągnięcie wyższej stopy zatrudnienia w pewnej części gospodarki uzyskuje się kosztem mniejszych wydatków i niższej stopy zatrudnienia w innym sektorze.

Ale gdy świat pogrążył się w kryzysie i pogłębił się kryzys gospodarczy nękający Wielką Brytanię, coraz głośniej kwestionowano ten pogląd. W 1931 r. brytyjski ekonomista Baron Kahn opublikował pracę, w której przedstawił alternatywną teorię. Twierdził mianowicie, że wydatki budżetowe zapewniłyby zarówno wzrost gospodarczy dzięki bezpośrednio zainwestowanym pieniądzom, jak i „korzystnym reperkusjom”. Jeżeli np. budowa dróg powoduje, że znajdujący zatrudnienie zaczynają zarabiać zamiast pobierać zasiłek i zwiększają własne wydatki, to może w wyniku tego trwale wzrosnąć łączna stopa zatrudnienia.

Tezy przedstawione w analizie Kahna zgadzały się z koncepcjami Johna Maynarda Keynesa, wiodącego brytyjskiego ekonomisty tamtego okresu, który pracował wtedy nad mistrzowską książką zatytułowaną Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza. Keynes przedstawił w niej pełniejszy opis możliwego działania mnożnika oraz tego, jak mnożnik może umożliwić rządowi przywrócenie dobrego stanu gospodarki, która przestała się rozwijać.

Keynes był nieszablonową postacią i należał do najwybitniejszych intelektualistów XX w. W tweedowych garniturach i z sumiastymi wąsami w każdym calu wyglądał jak patrycjusz. Ale przy tym był wolnym duchem wg ówczesnych norm, zadając się z artystami i pisarzami grupy Bloomsbury, do której należeli m.in. Virginia Woolf i E.M. Forster.

Keynes doradzał brytyjskiemu rządowi w czasie I wojny światowej i uczestniczył w konferencji pokojowej w Wersalu, która zakończyła się ukaraniem Niemiec reparacjami. To doświadczenie zniechęciło Keynesa, który w latach dwudziestych publikował ostre krytyczne wypowiedzi, wskazując zagrożenia wynikające z tego porozumienia i powojennego systemu gospodarczego ogólniej.

Sfrustrowany tym, że nie potrafi zmienić sposobu myślenia osób sprawujących władzę, i pogłębiającą się światową recesją, Keynes zasiadł do pisania opus magnum, w którym krytykował ówczesny konsens gospodarczy i przedstawił rozwiązanie alternatywne. Ogólną teorię przedstawiał jako tekst rewolucyjny, którym faktycznie ta książka się okazała.

Książka zawiera spostrzeżenia natury ekonomicznej. Jej największym wkładem jest jednak uzasadnienie twierdzenia, że gdy gospodarka działa w warunkach różnych od pełnego zatrudnienia, o wielkości inwestycji i dochodzie narodowym nie decyduje podaż, lecz popyt. Keynes sądził, że zmiany wydatków na cele inwestycyjne powodują „efekt mnożnikowy”. Gdy np. rząd wyda nieco więcej pieniędzy, powiększą one bezpośrednio produkt krajowy (i dochód). Te pieniądze najpierw trafią do wykonawców, dostawców, urzędników i osób pobierających świadczenia. Ci ludzie z kolei wydadzą część tego dodatkowego dochodu. Ci, którzy dzięki temu zyskają, również nieco wydadzą, dodając w ten sposób jeszcze więcej do aktywności gospodarczej. I tak dalej. Jeżeli rząd zredukuje wydatki, niekorzystne konsekwencje będą się podobnie mnożyć.

Keynes uważał, że to spostrzeżenie ma szczególne znaczenie z powodu tego, co nazwał „preferencją płynności”. Sądził, że jeśli mają taką możliwość, ludzie lubią mieć pewne płynne aktywa na wypadek sytuacji kryzysowej. W okresach kłopotów finansowych wzrasta popyt na gotówkę lub na aktywa o podobnej płynności. Inwestorzy martwią się już nie tyle o zwrot z kapitału, ile o zwrot kapitału. Keynes twierdził, że to może doprowadzić do „ogólnej nadpodaży”, czyli do świata, w którym wszyscy chcą trzymać więcej pieniędzy, ograniczając wydatki, co z kolei prowadzi do spadku produkcji i dochodu, a wtedy ludzie znajdują się w położeniu jeszcze gorszym.

W tym świecie nie pomaga za bardzo obniżanie stóp procentowych w celu pobudzania wzrostu gospodarczego. Poza tym z powodu nadmiaru oszczędności stopy procentowe nie reagują mocno, gdy rząd zaciąga większe pożyczki. Tak więc wydatki budżetowe mające spowodować rozwój gospodarczy mogą wywołać olbrzymie zwiększenie zatrudnienia przy znikomym wzroście stóp procentowych. Ekonomiści klasyczni uważali, że wydatki na prace publiczne „wypchną” inwestycje prywatne, Keynes natomiast dostrzegł, że w okresach słabego popytu mogą one przyciągać prywatne pieniądze poprzez efekt mnożnikowy.

Wywody Keynesa zyskały potwierdzenie w postaci obserwowanego w czasie II wojny światowej wpływu zwiększonych wydatków budżetowych na gospodarkę. Olbrzymie wydatki na zbrojenia w Wielkiej Brytanii i Ameryce przyczyniły się do błyskawicznego tempa wzrostu gospodarczego. W połączeniu ze zdeterminowanym dążeniem do tego, by nie dopuścić do powtórki kryzysu, skłoniło to decydentów politycznych do przyjęcia ekonomicznych teorii Keynesa, w tym mnożnika, i uznania ich za zasadniczy element powojennego porządku gospodarczego.

Inni ekonomiści zaczęli tam, gdzie Keynes się zatrzymał. Alvin Hansen i Paul Samuelson tworzyli równania pozwalające przewidywać, jak na całą gospodarkę rozchodzi się wzrost czy spadek wydatków w pewnej jej części. Rządy przyjmowały za rzecz oczywistą, że do ich zadań należy zarządzanie popytem w gospodarce. W latach sześćdziesiątych wydawało się, że Keynes odniósł całkowite zwycięstwo w dziedzinie teorii ekonomicznych. W materiale opublikowanym przez tygodnik „Time” w 1965 r. Milton Friedman deklarował (to zdanie często przypisuje się Nixonowi): „Teraz wszyscy jesteśmy keynesistami”.

Keynesowski konsens zaczął się rozpadać w latach siedemdziesiątych. Jego dominacja została osłabiona przez koncepcje samego Friedmana, który połączył zmiany zachodzące w cyklu koniunktury ze wzrostem (albo spadkiem) podaży pieniądza. Twierdził, że nie potrzeba złożonych keynesowskich mnożników, aby utrzymać rozwój gospodarczy. Rządy po prostu muszą wprowadzać w życie program stabilnego wzrostu podaży pieniądza.

Jeszcze większym zagrożeniem dla keynesizmu było pojawienie się szkoły ekonomicznej głoszącej teorię „racjonalnych oczekiwań”, na czele której stał Robert Lucas. Ekonomiści przyjmujący założenia tej szkoły uważali, że polityka budżetowa zostanie osłabiona przez dalekowzrocznych podatników. Ci podatnicy bowiem zdają sobie sprawę, że pożyczki zaciągane przez rząd kiedyś trzeba będzie spłacić i że przez dzisiejszy bodziec jutro konieczne będą wyższe podatki. Z tej przyczyny podatnicy będą oszczędzać pieniądze zarobione dzięki bodźcowi, aby je mieć, kiedy przyjdzie płacić rachunek. W gruncie rzeczy mnożnik wydatków budżetowych może być zbliżony do zera, gdyż każdy dodatkowy dolar niemal natychmiast zostaje zrównoważony przez zwiększenie oszczędności.

Rozjątrzanie rany

Wiele tych krytycznych ocen wydawali ekonomiści pracujący na uczelniach amerykańskiego Środkowego Zachodu, przede wszystkim na Uniwersytecie Chicagowskim. Ponieważ działali w ośrodkach położonych blisko Wielkich Jezior, na określenie ich koncepcji mówiono o pomysłach „szkoły słodkowodnej”. Ekonomiści tej szkoły twierdzili, że modele makroekonomiczne muszą się zaczynać od równań opisujących, jak podejmują decyzje racjonalne jednostki. Wydarzenia gospodarcze lat siedemdziesiątych zdawały się potwierdzać słuszność ich krytyki tez Keynesa, rządy bowiem starały się pobudzić wzrost w wolno się rozwijających gospodarkach za pomocą bodźców budżetowych i pieniężnych, co skończyło się tylko tym, że wzrosły stopa inflacji i stopy procentowe, a stopa bezrobocia pozostała wysoka.

Ekonomiści słodkowodni ogłosili zwycięstwo. W opublikowanym w 1979 r. artykule „After Keynesian Economics” (Po ekonomii keynesowskiej) Robert Lucas i Tom Sargent (obu później przyznano Nagrodę Nobla) zawyrokowali, że wady keynesowskich modeli ekonomicznych są „fatalne”. Keynesowskie modele makroekonomiczne „w ogóle się nie przydawały do kształtowania polityki”.

Przez te ataki pojawili się ekonomiści neokeynesowscy, którzy zapożyczyli pewne elementy teorii szkoły słodkowodnej, a jednocześnie utrzymali przekonanie, że recesja to wadliwe działanie rynku, który można naprawić ingerencjami podejmowanymi przez władze. Ponieważ większość tych ekonomistów pracowała na uczelniach położonych na wybrzeżach USA, nazwano ich ekonomistami słonowodnymi. Do najsłynniejszych przedstawicieli tej szkoły należeli Stanley Fischer (obecnie wiceprezes Systemu Rezerwy Federalnej), Larry Summers (były sekretarz skarbu) oraz Greg Mankiw (przewodniczący Zespołu Doradców Ekonomicznych za prezydentury George’a W. Busha). W ich modelach polityka budżetowa niemal się nie liczyła. Ekonomiści ci natomiast twierdzili, że banki centralne mogą i powinny wziąć na siebie najcięższe zadania w dziedzinie zarządzania gospodarczego, mądrze sprawując kontrolę, która powinna znosić skutki wydatków publicznych – i ograniczać mnożnik.

Ale w Japonii od lat dziewięćdziesiątych oraz w większości zamożnych krajów od recesji, która nastąpiła po światowym kryzysie finansowym, obniżka stóp procentowych do zera nie wystarczyła do tego, aby wywołać ożywienie w gospodarkach borykających się z kłopotami. Wiele rządów sięgnęło po bodźce fiskalne, aby pobudzić rozwój. W USA rząd Baracka Obamy przygotował pakiet bodźców o wartości przekraczającej 800 mld dol.

Gdy rozgorzała nowa dyskusja o mnożnikach, słodkowodni ekonomiści nie ustępowali. John Cochrane z Uniwersytetu Chicagowskiego następująco wyraził się o keynesowskich koncepcjach w 2009 r.: „Od lat sześćdziesiątych nie należą do tego, czego wszyscy uczą studentów. To bajeczki, których nieprawdziwość udowodniono. W trudnych chwilach możemy się pocieszać, wracając do baśni słuchanych w dzieciństwie, ale nie stają się one przez to mniej nieprawdziwe”.

Praktyczne doświadczenie recesji dało jednak ekonomistom bardzo wiele materiału do analizowania. Od 2008 r. opublikowano dziesiątki prac, w których próbowano oszacować mnożniki fiskalne. W większości tych publikacji pisano, że gdy stopy procentowe są zbliżone do zera, bodziec fiskalny daje mnożnik wynoszący co najmniej jedność. Np. MFW konkludował, że (szkodliwy) mnożnik w przypadku kontrakcji budżetowych często wynosi co najmniej 1,5.

Chociaż wielu decydentów politycznych pozostaje przekonanych o wartości programów konsolidacji budżetu, liczni ekonomiści obecnie wyrażają przekonanie, że niedostateczny bodziec fiskalny należał do największych błędów czasów pokryzysowych. Np. Summers i Antonio Fatas uważają, że programy oszczędnościowe poważnie spowolniły wzrost gospodarczy, co doprowadziło do zadłużenia publicznego przewyższającego wielkość, do której by ten dług doszedł, gdyby do pobudzenia wzrostu użyto entuzjastycznego bodźca. Po upływie dziesięcioleci od jego narodzin mnożnik Keynesa pozostaje równie relewantny i równie kontrowersyjny, jak zawsze był.

W cyklu „Sześć wielkich idei” poświęconym przełomowym koncepcjom ekonomicznym także:

Wkrótce przedstawimy jeszcze:

  • Twierdzenie Stolpera-Samuelsona
  • Równowaga Nasha
  • Model Mundella-Fleminga   

© [2016] The Economist Newspaper Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się na stronie www.economist.com


Tagi


  • Romuald Myga pisze:

    Keynesizm popularnie zwany banksteryzmu czyli zawłaszczniem cząstki cudzej pracy w postaci oszustw podatkowych rządów dobiega kresu Co dalej? Robotyzacja komputery kwantowe praca tylko dla geniuszy? Wszystko na to wskazuje

Dodaj komentarz


+ 4 = jedenaście

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane