Odwrót od globalizacji nie będzie dla Polski korzystny

19.09.2016
Na Zachodzie spada poparcie dla globalizacji. Umowa o handlu transatlantyckim zostanie okrojona lub wyrzucona do kosza, znani ekonomiści coraz częściej wskazują na negatywne skutki wolnego handlu. W Polsce też widać niechęć do globalizacji. Nie jest jednak pewne czy nasz kraj na tym by zyskał.


Postulat potrzeby „odpowiedzialnego nacjonalizmu” wysunął Lawrence Summers, ekonomista z Harvardu, były szef doradców Baracka Obamy, który ma wyjątkowy talent do inicjowania tematów stających w centrum debaty publicznej. To on wcześniej spopularyzował ukute jeszcze przez II wojną światową, ale zapomniane pojęcie sekularnej stagnacji, czyli trwałego spowolnienia wzrostu gospodarczego w wyniku niedostatku popytu. Dziś jest ono powszechnie dyskutowane jako jedno z największych zagrożeń gospodarczych na świecie.

W czerwcu napisał w „Washington Post”: „To, czego dziś potrzebujemy, to odpowiedzialny nacjonalizm – podejście, w którym kraje dążą do maksymalizacji dobrobytu swoich obywateli, przy zachowaniu zasady, by nie szkodzić innym. W takim podejściu, międzynarodowe umowy handlowe będą oceniane nie przez pryzmat skali redukcji barier, ale przez pryzmat tego, czy służą konsumentom i wyborcom”.

Wtórował mu Martin Wolf, wpływowy publicysta „Financial Times”, pisząc pod koniec sierpnia: „Jeżeli legitymizacja systemu demokratycznego ma zostać utrzymana, polityka gospodarcza powinna być zorientowana na ochronę interesów większości, nie mniejszości; przede wszystkim, chodzi o obywateli, przed którymi politycy odpowiadają”.

Nie ma w tych wypowiedziach nic rewolucyjnego, ale są to krople, które drążą skałę. Elity opiniotwórcze na Zachodzie są coraz mniej przyjazne globalizacji i wolnemu handlowi. Nie wycofują się z poparcia, ale warunkują je lepszymi warunkami dla obywateli swoich krajów. Jest to keynesowskie podejście, zgodnie z którym jedyną drogą do uratowania kapitalizmu jest ograniczanie go.

Na gruncie politycznym, opór wobec globalizacji to już nie krople, ale strumień. Europejscy politycy wycofują swoje poparcie dla TTIP – transatlantyckiego paktu o handlu i inwestycjach. Coraz częściej mówi się o ograniczeniach w swobodzie przepływu osób w ramach Unii Europejskiej. A kandydaci na prezydenta USA zapowiedzieli wycofanie się tego kraju z poparcia TPP – transpacyficznego paktu o handlu.

W samej ekonomii też widać zmiany. Coraz więcej badań pokazuje negatywne efekty wolnego handlu, co stoi w sprzeczności z tradycyjną teorią ekonomii. Jeszcze w 1997 r. Paul Krugman pisał: „Stosunek ekonomii do wolnego handlu jest właściwie jednoznaczny: każdy kraj służy własnemu interesowi wprowadzając wolny handel, bez względu na to, co robią inne kraje”. Do niedawna powszechnie uważano, że korzyści z całkowitego uwalniania handlu są tak duże, że powinny spokojnie pozwolić pokryć wszelkie koszty – wyższe dochody większości powinny starczyć, żeby zamortyzować straty tych, którzy przez relokację produkcji stracą pracę.

Od kilku lat zaczęło się osłabiać to jednoznaczne poparcie mainstreamowej ekonomii dla wolnego handlu. W tym roku David Autor z MIT, wraz ze współautorami, pisał: „Ostatnie badania poddają w wątpliwość konsensus z początku lat 2000, i czynią jasnym, że problemy redystrybucyjne wynikające z wolnego handlu są żywe”. Ekonomiści pokazali, że rynek pracy nie dostosowuje się tak szybko do zmian wywołanych handlem jak przypuszczano wcześniej. Może to wynikać z faktu, że gwałtowna ekspansja Chin w latach 2000. zmieniła sposoby oddziaływania handlu na gospodarkę. Ale może być to też bardziej ogólna obserwacja.

Dosadnie problem przedstawił Branko Milanovic, ekonomista Banku Światowego i autor jednej z najgłośniejszych książek ekonomicznych roku – „Global Inequality. A New Approach for the Age of Globalization”. Pokazał on, jak zmieniały się w ostatnich 30 latach dochody ludzi na świecie w zależności od miejsca zajmowanego na skali dochodowej. Okazuje się, że dochody zdecydowanej większości ludzi wyraźnie wzrosły, oprócz rejonów 80.-90. percentyla, czyli klasy średniej krajów rozwiniętych. Tej grupy postęp ery globalizacji jakby nie dotknął. Dlaczego? Milanovic nie daje jednej odpowiedzi, ale łatwość przepływów kapitału i towarów, połączona z brakiem przepływów osób, może być jednym z powodów.

>>> Problemem nie są nierówności, ale perspektywy

W Polsce też narasta sceptycyzm co do korzyści płynących z globalizacji. Dyplomaci państw zachodnich sygnalizowali, że stanowisko Polski w sprawie umowy TTIP jest niejednoznaczne – niektórzy politycy obozu władzy popierają umowę, inni są zdecydowanie przeciw.

Czy jednak powinniśmy utożsamiać się z nurtem płynącym z Zachodu, nurtem nieufności wobec globalizacji?

Wydaje się, że Polska płynie na innej łodzi niż kraje rozwinięte. Na Zachodzie, a szczególnie w USA, widać wyraźny regres klasy średniej, narastanie nierówności dochodowych, tęsknoty za złotymi latami 60. lub 90. Jeżeli wątpliwości podnoszone przez wspomniane badania ekonomiczne są prawdziwe, to oznacza, że część społeczeństw zachodnich straciła na wolnym handlu, ale – jest przecież druga strona tego równania – z korzyścią dla społeczeństw rynków wschodzących, takich jak Polska.

Trendy, które tam są krytykowane, u nas są źródłem szybkiego wzrostu gospodarczego. Zła strona wolnego handlu dla nich, to dobra strona dla nas. Przenoszenie produkcji z krajów rozwiniętych na rynki wschodzące pozwoliło tym rynkom nadrobić dystans do Zachodu, zwiększyć zasoby wiedzy i technologii, utrzymać solidny poziom inwestycji bez ograniczania konsumpcji. Można postawić tezę, że Polska i inne społeczeństwa rozwijające się przechwyciły część dochodów zachodniej klasy średniej.

Te odmienne trendy widać na pierwszych dwóch z załączonych wykresów. Na pierwszym pokazana jest zmiana udziału przetwórstwa przemysłowego w zatrudnieniu od 2000 r. w krajach Unii Europejskiej. Wszędzie udział ten spadał, ponieważ popyt na towary przemysłowe rośnie wolniej niż produktywność w przemyśle.

W Polsce tymczasem i w krajach naszego regionu spadek był minimalny, między innymi ze względu na przenoszenie produkcji do tych krajów przez zagraniczne firmy. Na drugim wykresie widać zmianę dochodów gospodarstw domowych w podziale na decyle w Polsce i w Niemczech w ostatniej dekadzie. O ile w Polsce wzrost był w miarę wyrównany, z lekką nawet przewagą osób uboższych, o tyle w Niemczech widać jak uboższe klasy pozostają w tyle.

Z tych strategicznych różnic część polskich polityków zdaje sobie sprawę. To m.in. dlatego Polska jest krajem popierającym uwolnienie rynku usług w Europie, wbrew narastającemu oporowi niektórych krajów zachodnich. Choć nastawienie polskich władz do integracji europejskiej ulega zmianie, to poparcie dla wolnego rynku europejskiego jest niekwestionowane.

Co ciekawe, różnice między naszym regionem a Zachodem są być też widoczne w sondażach opinii publicznej. Z sondażu przeprowadzonego przez TNS dla Komisji Europejskiej wynika, że społeczeństwa Europy Środkowej cechują się często większym poparciem dla TTIP niż społeczeństwa Europy Zachodniej (choć do wyników badań sondażowych należy podchodzić bardzo ostrożnie – one mogą się znacząco zmieniać w zależności od sondażu).

Wniosek? Nie powinniśmy w Polsce bezkrytycznie przyjmować wszystkich nurtów ideowych, które płyną z Zachodu. Zwrot w kierunku bardziej odpowiedzialnego kapitalizmu jest potrzebny też Polsce, ale czasami nasze interesy różnią się od interesów krajów zachodnich.

Dyskurs, jaki w Polsce się toczy na temat przemian gospodarczych, powinien uwzględniać fakt, że jesteśmy gospodarką inną od zachodnich, mamy inne potrzeby i inne wyzwania. Do tej pory, Polska na globalizacji w przeważającej mierze zyskiwała i ryzyko odwrócenia trendów globalizacyjnych powinna traktować podejrzliwie.


Tagi


  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    Jeżeli w Polsce poparcie dla TTIP wynosi 79% poparcia to świadczy przede wszystkim o niedoinformowaniu o faktycznych skutkach TTIP, ale także o nachalnej propagandzie globalistycznej. W „przekaziorach” starannie przemilcza się negatywne skutki dla przemysłu farmaceutycznego, chemicznego, informatycznego oraz – przede wszystkim – fundamentalną patologię ISDS, która w sposób oczywisty będzie narzędziem terroryzowania mniejszych krajów przez silne korporacje ponadnarodowe.

  • Artur Świątkiewicz pisze:

    Poparcie dla TTIP bierze się z szerszego rozumienia przemian dokonujących się aktualnie w skali globalnej. Dziś państwa narodowe odgrywają znacznie mniejszą rolę, część swych uprawnień oddając transnarodowym korporacjom, niejednokrotnie potężniejszym od wielu małych krajów. Otwarcie się na wolny rynek jest korzystne dla wszystkich stron transakcji, choć czasem mogłoby się wydawać, że dla jednych mniej, dla innych bardziej. Myślenie w rodzaju „zrobimy Jankesom psikusa i zablokujemy ich interesy” to infantylizm wyniesiony do potęgi. Ze szkodą dla samego siebie.

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    @”Artur Świątkiewicz” „Otwarcie się na wolny rynek jest korzystne dla wszystkich stron transakcji, choć czasem mogłoby się wydawać, że dla jednych mniej, dla innych bardziej” – to mitologia/ideologia neoliberalizmu, coraz bardziej falsyfikowana m.in. w artykułach publikowanych na łamach OF. Przypisywanie przeciwnikom TTIP infantylizmu to dość prymitywna erystyka, która była chwytliwa jeszcze kilka lat temu, ale w tej chwili raczej pogrąża osobę, którą ją stosuje.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌@up: Cóż, muszę tu poprzeć Tezcatlipoca2016, by ktoś nie odebrał komentarzy jako jakiejś fałszywej symetrii — argumentacja „Artur Świątkiewicz” wyjątkowo prostacka, a żeby to sobie uświadomić, wystarczy dokonać analogii:

    — „Ruch na świeżym powietrzu jest korzystny dla wszystkich stron biorących w nim udział. Myślenie w rodzaju «bycie zrzuconym z dachu wieżowca może być niezdrowe» «to infantylizm wyniesiony do potęgi»”.

    Prawda jest taka, że o ile globalizacja wciąż jest dla Polski bardzo korzystna, to nie musi tak być absolutnie zawsze, a przede wszystkim _N_I_E_ _N_A_ _K_A_Ż_D_Y_C_H_ _—_ _J_A_K_I_C_H_K_O_L_W_I_E_K_ _Z_A_P_R_O_P_O_N_O_W_A_N_Y_C_H_ _W_A_R_U_N_K_A_C_H_!_ (Zrzut z dachu wieżowca). O jak najlepsze warunki trzeba się bić każdego dnia — zarówno na poziomie władz, przedsiębiorstw, jak i indywidualnie!

    Konieczność tłumaczenia takich oczywistości faktycznie daje poczucie powrotu co najmniej do początku tysiąclecia i niemal pełnego monopolu medialnego dzień w dzień, bez chwili wytchnienia, wbijającego miliony propagandowych gwoździ w miliony desek wzbudzając stan zbiorowej hipnozy: — „Nie mamy własnego rozumu, dlatego wszystko co przychodzi z Berlina i Brukseli jest dla nas najlepsze. Pogódź się. Bądź posłuszny. Nie myśl. Jesteś nikim…”

Dodaj komentarz


8 − = dwa

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane