Nowy Jedwabny Szlak właśnie się tworzy

30.09.2013
Prowincja Gansu to jedna z najbiedniejszych w Chinach. Na mało urodzajnej, lessowej ziemi dokonuje się właśnie kolejny chiński eksperyment: na mocy decyzji władz centralnych ma stąd ruszać, jak przed wiekami, nowy Jedwabny Szlak.

Lanzhou, stolica prowincji, która będzie początkiem nowego Jedwabnego Szlaku. (CC By Richard Weil)


Prowincja Gansu to jedna z najbiedniejszych w Chinach. Na jej ogromnym obszarze, większym od Polski, w większości pustynnym albo wysokogórskim, gdzie mieszka zaledwie 25,5 mln mieszkańców, na mało urodzajnej, lessowej ziemi dokonuje się kolejny chiński eksperyment: na mocy decyzji władz centralnych z 20 sierpnia 2012 r. ma stąd ruszać, jak przed wiekami, nowy Jedwabny Szlak.

Niedostępne do niedawna tereny zamieniły się w jeden ogromny plac budowy. Według oficjalnych danych, wzrost PKB prowincji za ubiegły rok wyniósł 12,5 proc. a w tym roku – ze względu na rozpoczęte budowy i ambitne plany – może być podobny.

Nowe dzielnice, nowe autostrady

Lotnisko w Lanzhou, stolicy prowincji, jeszcze nieco zapyziałe, odstające od innych na terenie ChRL w większości nowoczesnych, ale już widać nowobudowaną halę z pofalowanym dachem. Od lotniska do odległego o kilkadziesiąt kilometrów miasta właśnie wykuto w skale czteropasmową (w każdą stronę) autostradę, a jej rozgałęzienia teraz są prowadzone w głąb, w góry i less.

Jedną z chińskich bolączek, obok uwłaszczenia nomenklatury spod znaku rządzącej Komunistycznej Partii Chin, korupcji i nadmiernego rozwarstwienia, była dywersyfikacja regionalna. Bogate było tylko wybrzeże, a interior pozostawał biedny. Owszem, od lat mówiono o strategii „pójścia na Zachód”, ale dopiero teraz najwyraźniej zaczęto przekuwać ją w czyny.

Lokalne władze w Lanzhou ściągają obcokrajowców, głównie z Azji Centralnej, ale też Bliskiego Wschodu i Europy i prezentują im nowe projekty i programy. Wynika z nich, że obok dotychczasowej, rozciągniętej wzdłuż górnego brzegu Żółtej Rzeki, ma powstać – na obszarze 806 km² – Nowa Dzielnica do zamieszkania przez ponad 100 tys. osób. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo takich projektów są w Chinach setki, gdyby nie to, że wszystkie nowe inwestycje mają być „przyjazne środowisku” i wykorzystujące nowe technologie, począwszy od alternatywnych źródeł energii. W efekcie już dzisiaj na budowach rozmieszczono anteny solarne, a na licznych tu wzgórzach postawiono turbiny wiatrowe.

Gościom z nieodległej Mongolii, a także z Indii, Afganistanu i Pakistanu oraz najliczniejszym z Azji Centralnej podpowiada się, że to ma być przykład, jak ma wyglądać przyszły Jedwabny Szlak. Zapowiada się, że w ślad za nową dzielnicą w Lanzhu ruszą z niej w kierunku zachodnim, przez pustynię i nieurodzajne wzgórza i gleby nowe autostrady, mające iść aż do Azji Centralnej, także przez sąsiedni Xinjiang. Mają im towarzyszyć połączenia energetyczne.

Zebrani na Drugim Szczycie Kultury Przemysłowej w Lanzhou delegaci z państw Azji Centralnej niemal jednym głosem mówią mi, że dostrzegają u siebie to samo zjawisko: Rosjanie się cofają, wkraczają Chińczycy.

Pielgrzymka po Azji Centralnej

Implementacji nowych chińskich planów służyła dopiero trzecia wizyta zagraniczna nowego szefa państwa, Xi Jinpinga (pierwsza: do Moskwy i na szczyt BRICS, druga: do Meksyku i USA), który po szczycie G-20 w Petersburgu udał się do Kazachstanu i tam podpisał z prezydentem Nursułtanem Nazarbajewem kilkanaście porozumień opiewających na łączną sumę 30 mld dolarów.

Wszystkie można sprowadzić do jednego hasła-programu: chińskie inwestycje w zamian za kazachskie surowce. Podobne porozumienia, na mniejszą skalę, podpisano potem na następnych etapach tej podróży – wizyty, w Uzbekistanie (porozumienia na sumę 15 mld dolarów), Turkmenistanie (14 porozumień na dostawy gazu i ropy, bez podanych sum) i najbiedniejszym Kirgistanie (chiński kredyt w wysokości 3 mld dolarów na inwestycje w sektorze paliwowym). Ten obfitujący w nowe porozumienia na niemałe sumy objazd poprzedzał wydarzenie wieńczące tę podróż, czyli kolejny 13 już szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW) w stolicy Kirgistanu, Biszkeku.

Ze wszystkimi partnerami w Azji Centralnej błyskawicznie rośnie wymiana handlowa: z najważniejszym i największym Kazachstanem handel wzrósł z 6,81 mld dolarów w 2005 r. do ok. 32 mld w roku ubiegłym (dla porównania: z Rosją w 2012 r. obroty wyniosły 24 mld)  i ma dojść do 40 mld dolarów na koniec 2015 r., z drugim co do ważności Turkmenistanem obroty niemal podwoiły się w roku 2012 w stosunku do roku poprzedniego i wyniosły – według danych Chińskiego Ministerstwa Handlu – 10,37 mld dolarów. Z Uzbekistanem wyniosły, według tych samych danych, 2,88 mld dolarów w 2012 r. i wzrosły o 32,8 proc. w ciągu roku. Niewiele mniej, 2,26 mld dolarów, wyniosły z niewielkim Kirgistanem, ale skoczyły w ciągu roku aż o 128,6 procent. Również z Tadżykistanem przekroczyły w 2012 r. sumę 2 mld dolarów i w ciągu dekady wzrosły – jak podkreśla „China Daily” – aż 15-krotnie.

Z tym ostatnim, jako że w przeciwieństwie do sąsiadów jest pozbawiony zasobów surowców energetycznych, planuje się budowę wspólnej przygranicznej strefy gospodarczej, mającej na celu rozwój rolnictwa i wymiany towarów rolnych. Ujmując inaczej, gra się tak jak partner pozwala – i pragmatycznie dostosowuje do istniejących warunków i okoliczności.

Dialog regionalny czy antyzachodni

Te liczby, zwłaszcza w zestawieniu z planami na najbliższą przyszłość, robią wrażenie. Hasło Nowy Jedwabny Szlak w chińskich ustach, to nie są oderwane od życia mrzonki, życzenia – to jak najbardziej rzeczywisty plan właśnie wcielany w życie z dużą konsekwencją i rozmachem. Stawia się na geograficzną bliskość, ale nade wszystko na eksploatację ogromnych zasobów surowców energetycznych, jak też chłonność nie do końca rozwiniętych rynków w regionie, gotowych do przyjęcia bogatej chińskiej oferty towarowej.

O tym, jak konkretnie te plany mają być wcielane w życie mówił prezydent Xi Jinping podczas specjalnego wykładu wygłoszonego 7 września na Uniwersytecie Nazarbajewa w Astanie, stolicy Kazachstanu. Powołując się na starożytne doświadczenia, wezwał do budowy Ekonomicznego Pasa Jedwabnego Szlaku, który – jak podkreślał – ma sprowadzać się do realizacji pięciu strategicznych założeń:

1. zacieśnienia kontaktów politycznych i gospodarczych;

2. budowy połączeń drogowych (które docelowo miałyby sięgać „od Pacyfiku po Bałtyk”);

3. znoszenia barier w handlu;

4. zwiększenia wymiany pieniężnej (tzn. otwierania nowych linii kredytowych i filii chińskich banków);

5. zacieśnienia kontaktów międzyludzkich.

Wszystko to pod warunkiem, że da się – wspólnie, co podkreślają Chińczycy – zwalczyć „trzy siły zła”, czyli „terroryzm, ekstremizm i separatyzm”, które to pojęcia stosuje się do groźnego w tym regionie fundamentalizmu islamskiego. To warunek sine qua non przewidywanych sukcesów gospodarczych.

Kwestia nowego, ekonomicznego Jedwabnego Szlaku była stałym elementem środkowoazjatyckiej podróży chińskiego prezydenta, a nawet szczytu SOW, gdzie obok projektów dotyczących stabilizacji Afganistanu po 2014 roku (jedna z chińskich propozycji mówi o budowie odnogi Nowego Jedwabnego Szlaku przez wysokogórską przełęcz; na razie wybudowano tam sieć telefonii komórkowej) najwięcej uwagi poświęcono właśnie współpracy gospodarczej oraz wymianie technologicznej.

Warto podkreślić, że w tym szczycie wzięli udział nie tylko przywódcy państw członkowskich, a więc Chin i Rosji oraz Azji Centralnej (za wyjątkiem Turkmenistanu, z którym jednak Chińczycy potrafili wcześniej nawiązać dialog dwustronny) także przedstawiciele państw – obserwatorów: Afganistanu, Indii, Iranu, Mongolii i Pakistanu, oraz trzech państw, mających status „partnerów dialogu” – Turcji, Białorusi i Sri Lanki.

SOW wyrasta na znaczące ugrupowanie regionalne, a przecież jest pierwszym znaczącym ugrupowaniem ostatnich lat, a nawet dekad, które powstało bez żadnego udziału mocarstw zachodnich, a często nawet wbrew nim, o czym świadczy – często używany, głównie w USA – termin „anty-NATO”, albowiem jest to poniekąd także sojusz wojskowy, choć nie do końca sformalizowany.

Kolejny Długi Marsz

Podsumowując podróż prezydenta po państwach Azji Centralnej oraz obrady szczytu SOW w Biszkeku, chiński minister Spraw Zagranicznych Wang Yi podkreślił, że dzięki nim Chiny nawiązały strategiczne partnerstwo z Turkmenistanem i Kirgistanem, pogłębiły rozwinięte strategiczne partnerstwo z Kazachstanem, a z Uzbekistanem podpisały traktat o przyjaźni i współpracy.  W efekcie, „narodziło się strategiczne partnerstwo (Chin) z państwami Azji Centralnej”.

Chiński minister dodał przy tym, co znaczące, że jego kraj „nie zamierza dominować w tamtejszych kwestiach regionalnych i nie planuje tam budowy strefy wpływów”. Nie planuje? No cóż, tym razem słowa i werbalne zapewnienia nie do końca pokrywają się z czynami, które jednoznacznie dowodzą nowej chińskiej ekspansji na tym obszarze. Ekspansji, którą należy uważnie śledzić, bo wkracza w nowy etap.

Przed dwoma laty nasz badacz z SGH Krzysztof Kozłowski w pracy „Pastwo Środka a Nowy Jedwabny Szlak” słusznie zauważał: „w poradzieckiej Azji Centralnej czas jest po stronie Państw Środka”. Przy czym wtedy jeszcze Chiny „nie podejmowały w regionie widowiskowych kroków politycznych”. Czekały na sprzyjający moment. Wizyta Xi Jinpinga i ostatnie wydarzenia – oraz rozpoczęte już inwestycje – zdają się dowodzić, że ten okres już minął. Chiny przestały czekać, ruszyły do kolejnego Długiego Marszu, tym razem na Nowy Jedwabny Szlak.

Już dawno temu „ojciec” geopolityki Halford John Mackinder powiadał, że kto będzie kontrolował Heartland, czyli Azję Centralną, ten będzie panował nad światem. Całkiem niedawno nawiązał do tej koncepcji w swoich książkach Zbigniew Brzeziński. W „Wielkiej szachownicy”, pisanej w połowie lat 90. minionego stulecia, mówił o Azji Centralnej jeszcze jako o „Euroazjatyckich Bałkanach”, podminowanych i targanych terroryzmem lub fundamentalizmem. Teraz w „Strategicznej wizji” już pisze inaczej i kreśli wizję „nowej równowagi strategicznej”, w ramach której dostrzega proces „przesuwania się globalnego środka ciężkości z Zachodu na Wschód”. Azja Centralna ma w tym procesie odgrywać poczesną rolę.

Wydaje się, że w tym właśnie kontekście należy rozpatrywać nową chińską inicjatywę budowy Ekonomicznego Jedwabnego Szlaku. Kto ma wątpliwości, niech się tam uda – i spojrzy na ten proces z bliska. Plac budowy wokół Lanzhou mówi więcej niż wszystkie analizy.

OF


Tagi


  • Tomasz Urbaś pisze:

    W 01.2013 w Uważam rze opublikowałem art. „Polska stoi na rozdrożu” (dostępny w całości na www tygodnika). Po sprawach gospodarczych (zdynamizowanie PKB per capita) geopolityka i zakończenie:
    „Kraje Europy Środkowej są w stanie wspólnie zrównoważyć siłę nie tylko Niemiec, ale i Rosji. Polska z sojusznikami może spełnić również doniosłą rolę w wymiarze eurazjatyckim. Realizacja wielkich projektów infrastrukturalnych, np. transkontynentalnej autostrady i szybkiej kolei Warszawa–Pekin (nowego jedwabnego szlaku), stworzy szybszy i tańszy szlak transportowy niż droga morska przez Ocean Indyjski, morza Czerwone i Śródziemne. Zmniejszy to znaczenie szlaków morskich na Pacyfiku i zdywersyfikuje ryzyko dla Chin, obecnie uzależnionych od transportu morskiego. Współpraca Polski z Chinami i Indiami stworzy przeciwwagę dla Rosji oraz islamskich państw Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu oraz Azji Centralnej (dotkniętych podobnie jak Rosjanie spadkiem cen ropy naftowej). Polska będzie przygotowana na każde zagrożenie i… każdą szansę.”
    Po rozważaniach z „Polska bez ZUS. Wolność oszczędzania na emeryturę” mogę powiedzieć, że skok do I ligi gospodarczej i politycznej jest w zasięgu możliwości Polaków.

  • misiek pisze:

    :)to prawda że kujoni to szkolniarze?

  • […] >>> Czytaj >>> Nowy jedwabny szlak właśnie się tworzy […]

Dodaj komentarz


7 + osiem =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane