• Robert J. Shiller

Nadchodzi rewolucja antynarodowa

29.09.2016
W ciągu kilku minionych stuleci świat przeżył pasmo rewolucji intelektualnych przeciwko takiej czy innej formie ucisku. Rewolucje te następują w umysłach ludzi i rozprzestrzeniają się – obejmując w końcu większość świata – nie poprzez wojny, ale za pośrednictwem języka i technologii komunikacyjnej.


Idee propagowane przez te rewolucje stają się w końcu niekontrowersyjne – co różni je od przyczyn wojny.

Sądzę, że następna taka rewolucja – która prawdopodobnie zdarzy się kiedyś w XXI wieku – zakwestionuje ekonomiczne konsekwencje istnienia państwa narodowego. Skupi się ona na niesprawiedliwości wynikającej z faktu, że zupełnym przypadkiem jedni rodzą się w krajach biednych, a inni – w bogatych. A przecież fakt, że w firmach wielonarodowych pracuje coraz więcej ludzi, że spotykają się oni ze sobą i poznają ludzi z innych krajów, wpływa na nasze poczucie sprawiedliwości.

Nie jest to bynajmniej zjawisko bezprecedensowe. W książce „1688: The First Modern Revolution” [1688: Pierwsza nowoczesna rewolucja] historyk Steven Pincus przekonująco dowodzi, że o tak zwanej Chwalebnej Rewolucji najlepiej myśleć nie w kategoriach detronizacji katolickiego króla Anglii przez parlamentarzystów, lecz jako o początku ogólnoświatowej rewolucji w dziedzinie sprawiedliwości.

Dla przypomnienia – chodzi tu o Glorious revolution, czyli o przewrót polityczny w Anglii, w wyniku którego król Jakub II Stuart stracił tron na rzecz córki Marii II i jej męża Wilhelma III Orańskiego. Zapoczątkowano wówczas przemiany, prowadzące do ukształtowania monarchii konstytucyjnej – przyp. tł.

Nie myślmy o polach bitewnych. Pomyślmy natomiast o kawiarniach z darmowymi, czytanymi wspólnie gazetami, które właśnie wtedy stały się popularne – a były to miejsca, gdzie dochodziło do zespolonej komunikacji. Chwalebna Rewolucja – gdy tylko nastąpiła – oznaczała początek ogólnoświatowego procesu uznania legitymacji grup, które nie podzielają „jedności ideologicznej”, jakiej domaga się silny król.

Zwiastunem kolejnej takiej rewolucji była opublikowana w 1776 roku broszura Thomasa Paine’a „Zdrowy rozsądek” – na terenie Trzynastu Kolonii (kolonie brytyjskie w Ameryce Północnej, które zbuntowany się przeciwko królowi, przyp. tł.) stała się prawdziwym bestsellerem. Przy czym nie była to rewolucja równoznaczna z prowadzoną z Wielką Brytanią wojną o niepodległość, która zaczęła się rok później (i miała różne przyczyny).

Zasięgu „Zdrowego rozsądku” nie da się zmierzyć, bo broszurę tę nie tylko sprzedawano, ale była ona również czytana na głos w kościołach i na zebraniach. Zdecydowanie odrzucono ideę, iż dziedzicznych monarchów cechuje jakaś duchowa wyższość wobec pozostałych. Dziś z poglądem tym zgadza się większość świata, z Wielką Brytanią włącznie.

To samo można powiedzieć o stopniowym zakazie niewolnictwa, do którego wprowadzenia w największym stopniu nie przyczyniła się wojna, lecz pojawienie się powszechnego przekonania, że jest ono okrutne i niesprawiedliwe. Powstania w Europie podczas Wiosny Ludów w 1848 roku były w istocie protestem przeciwko ograniczeniu prawa głosu do mniejszości mężczyzn: posiadaczy własności czy arystokratów. Wkrótce za tym poszły sufrażystki. A w XX i XXI wieku obserwujemy rozciąganie praw obywatelskich na mniejszości rasowe i seksualne.

Wszystkie te minione „rewolucje sprawiedliwości” miały źródła w sprawniejszej komunikacji. Ucisk kwitnie bujnie przy dużych odległościach, gdy uciskanych właściwie się nie spotyka czy nie widuje.

Następna taka rewolucja nie zlikwiduje wprawdzie konsekwencji miejsca urodzenia, ale ukrócone zostaną przywileje związane z przynależnością do jakiegoś narodu. Choć bowiem obecny wzrost nastrojów antyimigracyjnych na całym świecie wydaje się wskazywać na przeciwny kierunek zmian, to wraz z dalszym rozwojem komunikacji poczucie niesprawiedliwości będzie się powiększać. A odpłatą za rozpoznanie zła będą ostatecznie wielkie zmiany.

Jak dotąd, to rozpoznanie zła napotyka wciąż silną konkurencję impulsów patriotycznych, zakorzenionych w umowie społecznej między członkami narodu, którzy od lat płacą podatki czy pełnią służbę wojskową po to, by tworzyć czy bronić czegoś, co uważają za należące wyłącznie do nich. Dopuszczenie nieograniczonej imigracji traktowane byłoby jak pogwałcenie tej umowy.

Najważniejsze kroki w kierunku likwidacji niesprawiedliwości wynikającej z miejsca urodzenia nie będą się jednak prawdopodobnie skupiać na imigracji. Będą się natomiast koncentrować na pobudzaniu wolności ekonomicznej.

Ogłoszona w 1948 roku przez Paula A. Samuelsona teoria wyrównywania się cen czynników wytwórczych przejrzyście pokazała, że w warunkach nieograniczonej swobody handlu, bez kosztów transportu (i przy innych idealistycznych założeniach), siły rynkowe doprowadzą do wyrównania się cen wszystkich czynników produkcji na całym świecie, w tym także stawek płac za wszelkie zestandaryzowane czynności robocze. W świecie doskonałym ludzie nie muszą przenosić się do innego kraju, żeby mieć wyższą pensję. Właściwie muszą być tylko zdolni do uczestnictwa w produkowaniu czegoś, co nadaje się do międzynarodowej sprzedaży.

Ponieważ rozwój techniki zmniejsza – prawie do zaniku – koszty transportu i komunikacji, osiągnięcie tego wyrównania staje się coraz bardziej wykonalne. Dojście do takiego stanu wymaga jednak usunięcia starych barier i zapobieżenia wznoszeniu nowych.

Negocjowane ostatnio porozumienia handlowe – Partnerstwo Transpacyficzne oraz Partnerstwo Transatlantyckie w dziedzinie w Handlu i Inwestycji – napotykają komplikacje, gdyż pewne grupy interesów usiłują nagiąć je do własnych celów. Ostatecznie będziemy jednak potrzebować jeszcze lepszych takich porozumień – i prawdopodobnie je zyskamy.

Żeby osiągnąć wyrównanie cen czynników wytwórczych ludziom potrzeba stabilnej bazy do realnej, życiowej kariery w powiązaniu z krajem, w którym fizycznie nie rezydują. Potrzebna jest nam także ochrona tych, którzy w istniejących państwach narodowych tracą w efekcie handlu zagranicznego. Obowiązujący w Stanach Zjednoczonych program TAA (Trade Adjustment Assistance – program pomocy dla osób, których dochody zmniejszyły się na skutek zmian w handlu zagranicznym, przyp. tł)  datuje się od 1974 roku. Kanada w 1995 roku eksperymentowała z programem Earnings Supplement Project. Zainicjowany w 2006 roku Europejski Fundusz Dostosowań do Globalizacji [European Globalization Adjustment Fund] ma nikły budżet – 150 mln euro rocznie. Prezydent Barack Obama proponuje powiększenie programu TAA – na razie jednak nie oznacza to nic poza eksperymentami czy propozycjami.

Podłożem do następnej rewolucji staną się zapewne następujące na monitorach komputerów codzienne interakcje z obcokrajowcami, postrzeganymi przez nas jako inteligentni, uczciwi ludzie, którym nie z własnego wyboru przyszło żyć w biedzie. Powinno to prowadzić do lepszych porozumień handlowych, z góry już zakładających ustanowienie zabezpieczenia społecznego na poziomie o rząd wielkości wyższym, żeby chronić ludzi w krajach, które przechodzą do gospodarki trochę bardziej globalnej.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 


Tagi


  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    Czy to jest artykuł analityczny czy manifest ideologiczny? Bo odbieram go jako ideologiczne „nawijanie makaronu na uszy” ku chwale TTP i TTIP przy starannym przemilczaniu, ze glownym beneficjentem bedzie wielki kapital, a glownym poszkodowanym klasa srednia wyplaszczona do poziomu biedoty.

  • niki pisze:

    Jak państwa narodowe a w zasadzie ich gospodarki zleją się w jeden międzynarodowy organizm, to i tak ktoś będzie musiał administrować, zbierać podatki, pilnować porządku (podstawowe funkcje państwa).
    Korporacje już dzisiaj naciskają na polityki rządów, w takiej ogólnoświatowej nieskrępowanej granicami gospodarce technicznie będą mogły przejąć funkcje rządów. Więc państwa narodowe powinny już dziś wspólnie tworzyć mechanizmy ugruntowujące władze wybierane w wyborach (w domyśle demokracje). Jak nie to zarządy korporacji się dogadają i przejmą Kontrole nad światem. Haa ha haha :)

  • Mirek pisze:

    Zgadzam się z pozostałymi komentatorami , że to jest propaganda za TTIP , czyli za totalnym ograniczeniem demokracji. Jeśli korporacje będą mogły pozywać rządy o odszkodowania za wyimaginowane zyski utracone w wyniku zmiany prawa krajowego/narodowego, to oznacza pozbawienie mieszkańców danego kraju prawa do decydowania o swoim losie. W wyniku zrzucenia z tronu Jakuba II nie mogła powstać monarchia konstytucyjna, ponieważ w Zjednoczonym Królestwie do dzisiaj nie ma konstytucji.Co ciekawe , Zjednoczone Królestwo formalnie nadal jest monarchią absolutną. Królowa nadal może wszystko . W artykułach opisujących jej prerogatywy jest tylko uwaga , że monarcha brytyjski od dawna z nich nie korzystał.

  • Wojth pisze:

    Jak Anglicy z Niemcami i Francuzami + Izrael się rozbroją i pokażą, że to jet dobre brak narodu to może to poprę. A póki co, to jest propaganda rodem z podręcznika agitatora. Ciekawe co na to Irlandczycy , skoro tak dobrzy są Anglicy to dlaczego Irlandczyków głodem chcieli wykończyć.
    P.S.
    Nie wierzę Anglikom nawet jeśli niosą dary.

  • Tomasz Urbaś pisze:

    Im bardziej szczelne granice, im mniej wolności w podejmowaniu pracy i przedsiębiorczości, to tym większa bieda, ciemnota i zacofanie. Narody, typu nasza chata z kraja, stają się pariasami świata, wściekłymi na „obcych”. Ale są same sobie winne.

  • czytelink potyliki pisze:

    czyli że jak będą żądzić korporacje, to wszyscy będziemy pracować jak Chińczyki – za miskę ryżu ? Na kogo ?

  • ANABEJ AWRUK pisze:

    To nie żaden artykuł, ani manifest tylko groźba. Noblista Robert J. Shiller pisze wprost co się stanie w niektórych państwach w Europie, które nie zgodzą się na TTIP… Zresztą jak się zgodzą to i tak po nich ślad nie zostanie.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌Robert J. Shiller: — „Skupi się ona na niesprawiedliwości wynikającej z faktu, że zupełnym przypadkiem jedni rodzą się w krajach biednych, a inni – w bogatych.”

    Proponuję, żeby Autor resztę życia spędził na skupianiu się, dlaczego zupełnym przypadkiem urodził się człowiekiem, a nie żabą… Jak dojdzie do jakichś konstruktywnych wniosków — niech wtedy nam je zgłasza.

    .

    .

    .

    ▌▌ „Zdecydowanie odrzucono ideę, iż dziedzicznych monarchów cechuje jakaś duchowa wyższość wobec pozostałych. Dziś z poglądem tym zgadza się większość świata, z Wielką Brytanią włącznie.”

    Autor — będąc specjalistą w wąskiej dziedzinie — ma prawo być kompletnym ignorantem we wszystkich pozostałych. Dziś genetyka potwierdza determinowanie jakieś mniej więcej 50% naszych różnic osobowych, okres prenatalny i wczesne dzieciństwo kształtują jakąś połowę reszty, a potem jeszcze znaczenie ma wychowanie, które konstytuuje cechy człowieka na dalszą część życia.

    To właśnie koncepcja człowieka jako tabula rasa (stanowiąca antropologiczną podstawę wielu lewicowych ideologii) dzięki badaniom naukowym ponosi dziś całkowitą klęskę jako czysto intelektualny oświeceniowy konstrukt niemający jakiegokolwiek związku z rzeczywistością.

    ▌▌ „wraz z dalszym rozwojem komunikacji poczucie niesprawiedliwości będzie się powiększać”

    Rzeczywistość działająca wg zasady: „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz” jest źródłem poczucia niesprawiedliwości???

    Czy Korea Pn., Kuba, Wenezuela, Białoruś, Wietnam, Zimbabwe, ChRL czy Polska mają coś innego, niż same sobie zasłużyły swoją wiarą w socjalizm? Witamy komunistę na pokładzie! Alarm!

    .

    .

    .

    ▌▌Co do samego — usilnie nam tu wciskanego — TTIP:

    ● 1. Zawsze obowiązuje zasada, że choćby jeden punkt nie do przyjęcia umowy — czyni całą umowę nie do przyjęcia (np. korzystna umowa w zamian za natychmiastowe powieszenie — drobnym druczkiem na przedostatniej stronie).

    ● 2. Wielce podejrzany jest sposób procedowania umowy — nie tylko tajny, ale również na zasadzie „wszystko albo nic” — to jest właśnie technika przemycania zatrutych owoców.

    Tymczasem każdą dobrą umowę można rozłożyć na części mniejsze i przyjmować stopniowo: gdy się przyjmą — można iść krok dalej. A tu nie — „nie wolno” — co daje niemal pewność, jak zatruty jest to cukierek.

    .

    .

    .

    ▌▌Może Autor po prostu podałby linka do treści umowy? Po co sobie strzępi pióro?

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▐▐ Tomasz Urbaś: „Im bardziej szczelne granice, im mniej wolności w podejmowaniu pracy i przedsiębiorczości, to tym większa bieda, ciemnota i zacofanie. Narody, typu nasza chata z kraja, stają się pariasami świata, wściekłymi na «obcych». Ale są same sobie winne.”

    To jest oczywiście prawda, ale tak maksymalnie precyzyjnie, to jest to raczej półprawda, bo to tylko jedna strona równania, które ma przecież dwie strony.

    Granica jest też tym, co odgradza społeczność od zagrożeń napływających z zewnątrz i jeszcze nie było w historii państwa, które zyskało na pełnej i ostatecznej likwidacji swoich granic.

    Co to oznacza?

    Ano właśnie to, co proponuje inteligentny nacjonalizm: optymalne balansowanie między jednym, a drugim — stałe pływanie w strefie racjonalnego optimum przy jednoczesnych nieustannych wysiłkach skutecznego filtrowania: wpuszczania dobroczynnego i odcedzania szkodliwego.

    Współczesne korporacje urosły do rozmiarów państw i są rządzone przez niewiele lepiej wydajny aparat biurokratyczny. Czy jednak są jakieś korporacje, które zyskały na otwarciu swoich granic na wszystkie zjawiska płynące ze świata? Ani jednej! To jednak wciąż twierdze całkowicie nieprzeniknione dla prób infiltracji — inaczej po prostu przestałyby istnieć.

    Taki też będzie koniec państw, które otworzą się zbyt mocno

    .

    ▐▐ BTW: I. Rzeczpospolita była państwem nad wyraz otwartym. I co? I jej obywatele poszli w niewolę oraz zostali pozbawieni dziedzictwa przodków — przeżyli jako wydziedziczona i wykorzeniona masa postkolonialnych biedaków po fizycznej eksterminacji swoich elit i kilku pokoleniach masowego prania mózgów.

    No a przez kogo, kto im to zrobił? Ano przez państwa, które ani na jotę nie były równie otwarte! I jak to się ma do początkowego twierdzenia?

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌Skrajnie zafałszowana argumentacja w celu obrony tezy, której obronić nie sposób.

    Autor unieważnia normy cywilizacji europejskiej (poczynając od chrześcijańskiego „Czcij ojca swego i matkę swoją”) i chwyta się komunistycznej ideologii spod sztandaru Pawki Morozowa… żeby przeforsować dominację plutokratycznego korporacjonizmu nad demokratyczną większością!

    To chyba skrajna rozpacz z braku jakichkolwiek przekonywujących argumentów…

    .

    .

    .

    ▌▌Gdyby zrobić wyjątek i wziąć absurdalne słowa Autora na poważnie, to możnaby poprosić Autora, żeby najpierw podzielił się z nami swoimi postępami w dziele antynarodowym — jaki procent własnych dóbr już zdążył osobiście przekazać całkowicie obcym sobie ludziom z innych krajów w imię dostrzeganych różnic w urodzeniu? Co zrobił do tej pory? Jaką odniósł z tego przekonywującą innych korzyść?

    Inaczej należy traktować tekst jako użycie nieuczciwego, oszukańczego argumentu w dyskusji. Tak właśnie ideologiczne pranie mózgu prowadzi do oderwania się od rzeczywistości i używania równie oderwanej od rzeczywistości argumentacji.

Dodaj komentarz


siedem − 3 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane