MFW podnosi alarm na wszelki wypadek

30.06.2016
Gdy wpisać w Google żądanie wyszukania Raportu o Globalnej Stabilności Finansowej MFW z kwietnia 2006 r., pojawia się zapytanie, czy nie chodzi o wersję tego raportu z kwietnia 2016 roku. Jestem pewien, że MFW nigdy nie próbował manipulować wyszukiwarką. Wyobrażam sobie jednak, że PR-owców bardzo by ucieszyło, gdyby do edycji raportu z 2006 roku miało dostęp możliwie jak najmniej ludzi.

Howard Davies


Nie była to bowiem publikacja, którą można zaliczyć do najbardziej proroczych. Raport ten – opublikowany w momencie, gdy zaczęły się pojawiać pierwsze wątpliwości co do amerykańskiego rynku kredytów mieszkaniowych o zwiększonym ryzyku (subprime) – prezentował różowy pogląd na przyszłość i teraźniejszość.

Jego autorzy zastanawiali się zresztą, czy nierównowaga globalna, instrumenty pochodne oraz kredyty mieszkaniowe subprime stanowią zagrożenie stabilności finansowej. Ale podobało im się to, co widzieli.

Na rynku kredytów subprime MFW dostrzegał perspektywę miękkiego lądowania. Był przekonany, że globalna nierównowaga stopniowo się wyrówna. Składał też hołd wykazywanej przez rynki amerykańskie i tamtejsze firmy finansowe zdolności do tworzenia innowacyjnych instrumentów w celu „osiągnięcia i utrzymania wysokiego poziomu napływu kapitału”. Rynki w USA opisywano jako „głębokie, elastyczne, złożone i na ogół dobrze nadzorowane”.

Najistotniejsza z błędnych ocen pojawia się jednak w dyskusji o transferze ryzyka kredytowego. Fundusz uznał, że „większe rozproszenie ryzyka kredytowego powoduje obniżenie jego poziomu w sektorze finansowym”. W efekcie „banki powinny stać się bardziej odporne i bardziej stabilne pod względem finansowym”, czego konsekwencje „powinny być widoczne w mniejszej liczbie upadków banków i w bardziej jednolitych warunkach kredytowania”. Wkraczaliśmy w epokę, w której „banki komercyjne mogą być mniej podatne na wstrząsy kredytowe czy gospodarcze”.

Nie była to – powiedzmy sobie – najwspanialsza chwila w historii MFW. Przywodzi to na myśl słynny żart Johna Kennetha Galbraitha, że progności ekonomiczni pojawili się na ziemi po to, żeby poprawić wizerunek astrologów. Być może więc do nowszych, pełnych ponurych ostrzeżeń raportów MFW, powinniśmy podchodzić z pewną nieufnością. Wcale nie byłoby bowiem dziwne, gdyby mimo upływu dziesięciu lat Fundusz nadal odczuwał wpływ porażki; że nie ostrzegł w odpowiednim czasie, iż globalny kryzys finansowy – najgorszy od prawie 80 lat – stanowi namacalne zagrożenie.

Rzeczywiście są oznaki, że obecnie MFW dostrzega kłopoty wszędzie, gdzie tylko spojrzy. Choć jednak może nam grozić, że ekonomiści MFW przewidzą dziesięć z następnych trzech kryzysów, to lekceważenie ich prognoz z uwagi na dawne błędy byłoby niemądre. Podobnie jak lekceważąca reakcja zwolenników „Brexitu” na ostrzeżenia ze strony Unii Europejskiej, MFW oraz OECD, iż wycofanie się z UE może gospodarce brytyjskiej wyrządzić poważne szkody. W paru przypadkach Fundusz trafia w sedno, w innych jego ostrzeżenia są mniej uzasadnione.

MFW dostrzega obecnie kłopoty wszędzie, gdzie tylko spojrzy

Najsilniejsze argumenty MFW dotyczą Chin oraz europejskich banków. Jest z pewnością prawdą, że narastanie długów w Chinach wymaga uważnej obserwacji i że pilnie potrzebnemu zmniejszeniu skali zapożyczenia przedsiębiorstw „powinno towarzyszyć wzmocnienie banków i sieci zabezpieczenia społecznego, zwłaszcza w odniesieniu do pracowników, zwalnianych z sektorów, w których jest nadmiar mocy produkcyjnych”. Nie ma powodów, żeby to się nie powiodło – ogólny bilans Korporacji Chiny nadal jest przecież mocny – ale wewnętrzne konsekwencje tych działań, wiążące się z dystrybucją dochodów, wymagać będą uważnego zarządzania.

Drugie z dostrzeżonych przez MFW wielkich wyzwań – nadwyżka zdolności kredytowych w europejskim systemie bankowym i związany z tym problem pożyczek w sytuacji nieregularnej – także jest w zasadzie do rozwiązania. Europejski Bank Centralny jest całkowicie świadom zagrożenia, jakie stwarzają słabsze banki. Rozwiązanie nie jest jednak sprawą prostą, gdyż gospodarka strefy euro jest mocno uzależniona od kredytów bankowych. A kontynuowanie przez EBC ogromnych interwencji na rynku obligacji może prowadzić jedynie do odsunięcia dnia sądu, nie zaś do jego uniknięcia.

Jednak trzeci z wykrytych przez MFW problemów być może w ogóle nie stanowi problemu. Fundusz dowodzi, że branża ubezpieczeń na życie może być przyszłym źródłem ryzyka systemowego. Powinna zatem zostać poddana makroostrożnościowym stress testom albo obciążona obowiązkiem posiadania tzw. buforów antycyklicznych – według modelu, stosowanego wobec banków.

Pierwsze z tych zaleceń jest wręcz osobliwe. Personel MFW zdaje się nie mieć świadomości, że w niektórych systemach prawnych – zwłaszcza w Wielkiej Brytanii – wymóg stress testów już obowiązuje. Składają się nań podstawowe testy oraz tak zwane testy odwrócone, w których od firm ubezpieczeniowych żąda się podania, co musiałoby się zdarzyć, żeby upadły. Poza tym ubezpieczyciele przeszli przecież – niemal powszechnie – rzeczywisty test w postaci kryzysu finansowego. Jedyna wielka upadłość w branży, AIG, nastąpiła na skutek problemów związanych z nieubezpieczeniową działalnością tej firmy.

Fundusz nie przytacza także przekonujących powodów za wprowadzeniem makrostrożnościowego podejścia przeciwcyklicznego w stosunku do kapitału ubezpieczeniowego. Z analiz samego MFW nie wynika, by ubezpieczyciele postępowali w sposób procykliczny. Przeciwnie: są pewne dowody, że podczas kryzysu działali oni antycyklicznie. Zresztą nawet MFW stwierdza w konkluzji, że „dowody nie są jednoznaczne”.

To za słaba podstawa, by proponować nowy zestaw środków kapitałowych, które byłyby „tworzone podczas fazy wzrostowej cyklu koniunkturalnego i rozwiązywane w okresach napięć finansowych”. Nie wyjaśnia się zresztą, do czego to majstrowanie po stronie aktywów jest potrzebne, skoro pasywa w bilansie się nie zmieniają.

Może byłoby lepiej, gdyby raport MFW z 2006 roku dało się umieścić poza zasięgiem poszukujących, za blokadą albo gdzieś w mrokach sieci, w jakimś nie wykazywanym w spisach muzeum porażek prognostycznych. Wtedy MFW mogłyby znowu zajmować wyważone stanowisko zamiast podnosić mnóstwo fałszywych alarmów – co sprawia, że gdy zacznie się prawdziwy pożar, to jego alarm zostanie zlekceważony .

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Dodaj komentarz


× 2 = czternaście

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane