Iran: Ziemia obiecana na wyrost

19.05.2016
Trąbiono, że Iran to możliwość przytrafiająca się nie częściej niż raz na kilkadziesiąt lat. Zacząć jednak trudniej, niż wielu zakładało. Najpoważniejszym problemem jest brak finansów. Ajatollah Ali Chamenei, irański przywódca religijny, uważa, że Amerykanie znieśli sankcje wyłącznie „na papierze”.

Teheran (CC By NC ND Arash Razzagh Karimi)


Brytyjscy urzędnicy odpowiadający za sprawy handlu twierdzili w styczniu, że Iran to „największy nowy rynek wracający do światowej gospodarki” na przestrzeni dziesięcioleci. Przewidywali wówczas, że w ciągu dziesięciu lat do Iranu trafi ponad 1 bln dol. inwestycji. „Iran to nowy region do podboju” – rzekł w kwietniu cechujący się imperialnym nastawieniem szef francuskiej firmy produkującej towary luksusowe.

Z powodu sankcji outsiderzy trzymali się z dala od mającej olbrzymie zasoby ropy gospodarki o szacunkowej wartości wynoszącej 400 mld dol. Wprawdzie embargo handlowe nałożone przez USA nadal obowiązuje, ale zakładano, że przedsiębiorstwa z innych części świata będą zaciekle walczyć o wejście na irański rynek po styczniowej decyzji o zniesieniu sankcji zastosowanych z powodu realizowanego przez Iran programu nuklearnego.

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że napływ kapitału inwestycyjnego nastąpił. Krótko po tym, kiedy Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA) stwierdziła, że Iran spełnił warunki porozumienia zawartego z supermocarstwami, europejskie firmy zaczęły zapowiadać transakcje, których wartość może iść w miliardy. Airbus poinformował, że sprzeda Iranowi 118 odrzutowców i że później mogą nadejść większe zamówienia. Koncerny PSA Peugeot Citroën i Renault-Nissan ogłosiły, że będą w Iranie montować samochody, a następnie je sprzedawać 80 mln Irańczyków. Analitycy prognozowali rekordową sprzedaż aut w tym roku.

Do Teheranu udawało się tyle delegacji firm zamierzających inwestować w Iranie, że ci, którzy tam byli, mówili o wielkich problemach ze znalezieniem pokoju hotelowego. W kwietniu włoski premier Matteo Renzi zabrał tam liczną grupę biznesmenów, zapowiadając złoty wiek współpracy przemysłowej. Włoskie firmy modowe, jak Versace i Roberto Cavalli, oraz francuska sieć sklepów kosmetycznych Sephora otworzyły sklepy w Teheranie albo zamierzają to zrobić. Krążą plotki, że europejski oddział amerykańskiego producenta turbin zawarł porozumienie w sprawie utworzenia olbrzymiej spółki joint venture.

Jak grzyby po deszczu wyrastają miejscowe firmy „umożliwiające działalność”, np. kierowana przez Irańczyków i Niemców ze świetnymi koneksjami spółka Ilia. Firmy te oferują outsiderom pomoc m.in. w poruszaniu się po rynkach, zakładaniu spółek, wynajmie lokali biurowych i wyszukiwaniu przedpłaconych kart kredytowych.

Zacząć jednak trudniej, niż wielu zakładało. Najpoważniejszym problemem jest brak finansów. Ameryka nadal odmawia dostępu do swojego systemu finansowego przedsiębiorstwom działającym w Iranie. To odstrasza zagraniczne banki, które obawiają się długiego ramienia amerykańskiego prawa. Od 2009 r. Urząd Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC), działająca przy Departamencie Skarbu instytucja nakładająca sankcje na firmy współpracujące z irańskimi kontrahentami, nałożyła grzywny w wysokości 14 mld dol.

Jeżeli do Iranu nie wejdą banki, z szumnie zapowiadanych transakcji pozostaną skromne biznesy. Utrzymuje się niepewność. Wydaje się, że amerykański Departament Skarbu nie potrafi określić warunków, które Iran musiałby spełnić, aby odzyskać dostęp do amerykańskiego systemu finansowego.

„Było lepiej, gdy obowiązywały sankcje” – utyskuje handlarz pszenicą, który zawierał transakcje z amerykańskimi dostawcami (za zgodą OFAC) przez cały okres obowiązywania tych restrykcji. – „Banki przynajmniej wiedziały, co mogą robić, a czego nie mogą. Teraz nie bankowcy, lecz prawnicy podejmują decyzje i nic się nie posuwa do przodu”.

Brak smarowania

„Nie możemy eksportować do Iranu, bo nasz bank nie przyjmie płatności” – mówi brytyjski producent elementów wiertniczych stosowanych do wydobycia ropy, który od sześciu lat nie działa na irańskim rynku.

Pewne noty kredytowe emitują europejskie agencje kredytów eksportowych. Niedawno przeprowadzono włoską emisję o wartości 5 mld dol. Kilka banków europejskich, w tym belgijski KBC i niemiecki DZ Bank, zaczęło obsługiwać transakcje, prawdopodobnie dlatego, że żaden z nich nie prowadzi w USA działalności na dużą skalę. I tak jednak nie mogą tych transakcji obsługiwać w dolarach (chyba że – jak stawia sprawę Ameryka – te dolary już były za granicą). Chyba tylko sprawdzają grunt.

Ajatollah Ali Chamenei, irański przywódca religijny, uważa, że Amerykanie znieśli sankcje wyłącznie „na papierze”. Hamidreza Taraghi, doradca Najwyższego Przywódcy, komentuje, że ogłoszone transakcje – w tym największa, z Airbusem – to „tylko pokazówka” (w kwietniu szefowie Airbusa udali się do Teheranu, ale porozumienia jeszcze nie sfinalizowano). Przez brak zainteresowania odwołano międzynarodowe forum handlowe, które miało się odbyć w Teheranie jesienią tego roku. Irańskie ministerstwo ropy pięciokrotnie przesuwało termin obiecywanej imprezy w Londynie.

Szybko rozwijająca się irańska firma Netbarg zajmująca się handlem internetowym, ubolewa, że w tym roku bez ostrzeżenia zamknięto na amerykańskim serwerze wszystkie jej strony. „Nie zrobili tego, kiedy obowiązywały sankcje nałożone na Iran” – mówi właściciel witryny, Ali Reza Sadeghian.

Po zniesieniu sankcji władze USA utrudniły proces uzyskania wizy amerykańskiej Europejczykom, którzy odwiedzali Iran. Nadal obowiązuje amerykański zakaz komercyjnego wykorzystywania amerykańskich produktów w Iranie. Londyński prawnik doradzający firmom mówi, że udający się do Iranu nie powinni tam używać m.in. iPadów, PowerPointa i podobnych produktów.

Na tym problemy się nie kończą. Wielkie podniecenie wywołała perspektywa wykorzystania środków ze sprzedaży ropy na przedsięwzięcia infrastrukturalne. Ale pomimo zwiększenia produkcji przychody rozczarują. W 2010 r. Iran dzięki ropie uzyskał 125 mld dol. W tym roku, wskutek niskich cen, będzie dobrze, jeżeli uzyska 25 mld dol.

Irański przemysł, w tym branża naftowa, w znacznym stopniu jest podupadła. Kwitnące niegdyś parki przemysłowe teraz są miastami widmami. Chociaż firmy produkujące lub sprzedające towary luksusowe dostrzegają możliwości w Iranie, wielu konsumentów ma mało gotówki i wybiera towary najtańsze – części motoryzacyjne sprowadzane z Chin Irańczycy kupują częściej niż droższe części europejskie.

Wszystkich irytuje i zniechęca biurokracja zawikłana jak labirynt. Od października ubiegłego roku wielu gości zachodnich (ale nie Brytyjczyków ani Amerykanów) może uzyskać wizy po przybyciu do Iranu. Ale uzyskanie wizy umożliwiającej zatrudnienie nadal wiąże się z męczącą procedurą biurokratyczną. Co gorsza, kilku obcokrajowców aresztowano. Byli wśród nich Siamak Namazi, amerykański biznesman irańskiego pochodzenia, który przebywa w areszcie od października i jego ojciec, były urzędnik ONZ. Zniechęcają wypowiedzi osób publicznych. „Nie wybieramy się do ich krajów i nie chcemy, żeby oni przyjeżdżali tutaj i mieszkali w naszym” – mówi Hadi Chamenei, brat Najwyższego Przywódcy.

Niepewność wywołują także rozpowszechniona korupcja i działalność mrocznych grup, np. Korpusu Gwardii Rewolucyjnej, które mają wielkie, ukryte interesy gospodarcze. Trudno się poruszać w świecie irańskiej polityki czy nawet znaleźć godne zaufania firmy księgowe i kancelarie prawne, chociaż kilka zagranicznych podmiotów wraca do Teheranu.

Poprawa nieprędko

W sporządzonym przez Bank Światowy rankingu krajów na podstawie łatwości prowadzenia działalności biznesowej Iran zajmuje miejsce odległe, gdyż dopiero 118. Być może sytuacja się poprawi, jeżeli nowo wybrany parlament przegłosuje ustawy, które zaprowadzą porządek w przepisach celnych lub ułatwią zatrudnianie i zwolnienia. Niektórzy oficjele mówią także o restrukturyzacji państwowych firm, np. linii lotniczych Iran Air.

Takie reformy byłyby sensowne niezależnie od możliwości uzyskania finansowania zagranicznego. Do ocieplenia w stosunkach z USA zapewne szybko nie dojdzie. Ameryka mówi, że irański rząd występuje przeciwko duchowi międzynarodowego porozumienia, m.in. odpalając rakiety. W kwietniu Barack Obama nakazał Iranowi zaprzestać „angażowania się w różne działania prowokacyjne, które mogą odstraszyć świat biznesu”. Być może Stany Zjednoczone złagodzą stanowisko dopiero po wyborach prezydenckich, które odbędą się w listopadzie. Gdyby wygrali republikanie, „stworzyłoby to wielkie zagrożenie dla inwestorów”, uważa doradca pracujący w Teheranie. Możliwości pozostają olbrzymie, ale walka o udziały w irańskim rynku będzie się odbywać stateczniej, niż zakładano.

© [2016] The Economist Intelligence Unit Limited.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie www.viewswire.com


Tagi


Dodaj komentarz


× siedem = 28

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane