Indie i Indonezja w kłopotach

29.08.2013
Mimo silnych zawirowań na rynku walutowym i masowego wycofywania się zagranicznych inwestorów finansowych z rynków azjatyckich, w ocenie analityków krajom tego regionu nie powinien grozić kryzys podobny do tego z drugiej połowy lat 90. XX wieku.

Przed Raghuramem Rajanem, nowym szefem banku centralnego Indii, stoi wielkie wyzwanie. (CC-BY-NC-ND-by-International-Monetary-Fund)


Międzynarodowi inwestorzy opuszczają rynki wschodzące, które jeszcze całkiem niedawno temu były motorami wzrostu globalnej gospodarki. Powoduje to już duże perturbacje na rynku walutowym i giełdach w Indii i Indonezji. W ocenie analityków, kolejnym krajem Azji, który odczuje odpływ zagranicznych pieniędzy będzie Malezja. Do obrony waluty, której kurs od maja spadł już ponad 20 proc. przygotowuje się też Brazylia. Gotowa jest na ten cel przeznaczyć 60 mld dolarów.

Od początku drugiej dekady maja, gdy w Azji zaczęły się spadki, do połowy trzeciej dekady sierpnia, indyjska rupia straciła na wartości ponad 17 proc. Indonezyjska waluta staniała w tym roku już o ponad 14 proc. Indeksy tamtejszych giełd spadły w tym czasie odpowiednio o ponad 8 proc. i blisko 20 proc.

Sierpniowe przyspieszenie spadków kursów walut krajów rozwijających się tłumaczone jest obawami zachodnich inwestorów, że wkrótce amerykański Zarząd Rezerwy Federalnej skończy, ze względu na poprawę sytuacji gospodarczej w USA, program dodruku dolarów. Inwestorzy sprzedają więc aktywa na rynkach wschodzących i przenoszą pieniądze na rynek amerykański.

Według agencji ratingowej Fitch, na razie ani ocena wiarygodności kredytowej Indii, ani Indonezji nie jest zagrożona. Co prawda rezerwy walutowe obu krajów spadają, ale w ocenie Fitch nadal są na bezpiecznym poziomie. Agencja podkreśla, że rządy obu krajów starają się przywrócić równowagę gospodarczą, a same zawirowania na rynkach nie są dostatecznym powodem do obniżania oceny wiarygodności kredytowej. Według Fitch, obawy, że nastąpi nieuchronny kryzys bilansu płatniczego obu krajów są przesadzone.

Gospodarcze praprzyczyny

Oczekiwane zakończenie przez Fed QE3 nie jest jednak praprzyczyną obecnych kłopotów na rynkach w Indiach i Indonezji. Trwające od kilku miesięcy szybkie osłabienie walut w tych krajach to przede wszystkim efekt spadku tempa wzrostu gospodarczego. W Indiach w II kwartale wyniósł on – według prognoz ekonomistów – 4,7 proc. w skali roku, zaś w Indonezji 5,8 proc. W obu krajach wzrost był znacząco niższy niż w poprzednich latach.

Obawy inwestorów potęgują też wzrost deficytu na rachunku bieżącym oraz spadek rezerw walutowych. W Indonezji, która przez 14 lat (do końca 2011 roku) miała nadwyżkę na rachunku bieżącym deficyt w II kwartale skoczył 9,8 mld dolarów, zaś rezerwy walutowe na koniec lipca wynosiły 91,6 mld dolarów i były o 12,4 mld dolarów mniejsze niż dwa miesiące wcześniej. W Indiach deficyt na rachunku bieżącym wynosił w I kwartale 18,1 mld dolarów. Rezerwy walutowe banku centralnego w czerwcu wynosiły 258,5 mld dolarów.

Inwestorzy zwracają uwagę, na wzrost inflacji w Indonezji do ponad 8,6 proc. w skali roku w lipcu oraz wyrażają obawy, że spowolnienie światowej gospodarki może mocno odbić się na indonezyjskim eksporcie, którego podstawą są surowce.

Rząd w projekcie budżetu na 2014 rok zakłada, że w przyszłym roku inflacja spadnie do 4,5 proc. zaś wzrost PKB zwiększy się do 6,4 proc. W ocenie części ekonomistów te cele może być trudno osiągnąć. Rząd po II kwartale ściął prognozę wzrostu tegorocznego PKB z 6,3 proc. do 5,9 proc. Spowolnienie wzrostu gospodarczego wynika m.in. z osłabienia koniunktury gospodarczej w Chinach, które są dużym importerem indonezyjskich surowców.

Presja inflacyjna rośnie też w Indiach, a jej jaskrawym przejawem jest pięciokrotny wzrost cen cebuli (podstawowy składnik pożywienia w Indiach) w ciągu kilku lipcowych i sierpniowych tygodni. Cebula drożeje z powodu kiepskich tegorocznych zbiorów i nie wykluczone, ze konieczny będzie import. Drożeją też towary z importu takie np. jak elektronika użytkowa. W lipcu inflacja w Indiach wyniosła 5,8 proc. i w stosunku do maja wzrosła o 1,2 pkt proc.

Gospodarka Indii notuje też spowolnienie wzrostu PKB. Jeszcze w kwietniu ekonomiści ankietowani przez agencję Reuters przewidywali, że roku finansowym w kończącym się w marcu 2014 roku PKB kraju wzrośnie o ponad 6 proc., co było zbieżne z rządowymi projekcjami, które mówiły o 6,5 proc. wzrostu. Tymczasem w ujęciu rocznym w IV kwartale 2012 roku i I kwartale 2013 wzrost spadł poniżej 5 proc. Część ekonomistów nie wyklucza, że w najbliższych kwartałach wzrost może skurczyć nawet do 3,5-4 proc. Są też głosy, że jeśli Raghuram Rajan, nowy prezes banku centralnego Indii, który stanowisko obejmie 5 września, będzie prowadził skuteczną politykę, to wzrost PKB powróci do poziomu 7-8 proc. rocznie. Aktualne prognozy analityków mówią o wzroście na poziomie 5 proc. w tym roku finansowym i przyspieszeniu w następnym roku.

W ocenie komentatorów, jedną z przyczyn spowolnienia wzrostu w Indiach jest globalna sytuacja gospodarcza, w tym – jak się podkreśla – niższy wzrost PKB w Chinach. Innym istotnym powodem jest to, że wiele z ogłoszonych w ostatnich latach działań mających zreformować gospodarkę pozostało papierowymi zapisami.

Olbrzymim problemem Indii – podobnie jak Indonezji – jest deficyt obrotów na rachunku bieżącym. W roku finansowym zakończonym w marcu 2013 roku sięgnął on rekordowego poziomu 4,7 proc. PKB. Rząd zapewnia, że w bieżącym roku będzie niższy (ma spaść z do 70 mld dolarów z 88 mld dolarów w ubiegłym roku), a celem na przyszłość jest sprowadzenia go do poziomu 2,5 proc. rocznie.

Słabnąca rupia i zniżki na giełdzie mają negatywny wpływ na planowane dochody budżetu z prywatyzacji. Rząd w Delhi zakładał, że w tym roku finansowym ze sprzedaży akcji państwowych spółek uzyska 6,2 mld dolarów, co pozwoli ograniczyć deficyt budżetowy do 4,8 proc. PKB. Dziś jest to nierealne, ale minister finansów nadal podtrzymuje plan ograniczenia deficytu.

Sytuacja gospodarcza negatywnie wpływa na koszty obsługi zadłużenia przedsiębiorstw. Jak się szacuje, firmy kontrolowane przez dwóch czołowych indyjskich biznesmenów – Mukesha Ambani i Anila Agarwal – aby zrefinansować warte 18,1 mld dolarów zapadające do marca 2014 roku zadłużenie będą musiały zgodzić się na oprocentowanie o 2-3 pkt procentowego niż obecnie.

Słowa i działania

Indonezyjski rząd i bank centralny w ostatnich miesiącach starali się uspokoić inwestorów. Na początku sierpnia Chatib Basri, minister finansów mówił, że nie obawia się chwilowego osłabienia rupii oraz przewidywał, że w przyszłym roku deficyt na rachunku bieżącym zmniejszy się.

W lipcu Agus  Martowardojo, prezes banku centralnego Indonezji twierdził, że waluta znalazła nowy punkt równowagi, a jej dewaluacja jest korzystna dla wzrostu eksportu dopóki spadek wartości rupii nie jest gwałtowny. Spodziewał się też, że w II połowie roku deficyt na rachunku bieżącym zmniejszy się.

W końcu sierpnia, gdy spadek wartości waluty i cen akcji nabrał tempa, rząd Indonezji zapowiedział działania zmierzające do uzdrowienia sytuacji takie jak wyższe cła na importowane luksusowe samochody, zmniejszenie importu ropy oraz zachęty podatkowe do inwestycji w rolnictwie i przemyśle metalowym. Ekonomiści oceniają je pozytywnie, bo są nastawione na wzrost eksportu i zwiększenie inwestycji zagranicznych, ale zwracają uwagę, że efekty będzie widać najwcześniej za kilka, kilkanaście miesięcy. A to oznacza, że nie rozwiązują one obecnych problemów związanych z osłabieniem waluty i spadkiem rezerw.

Podobnie od rządu indonezyjskiego także rządzący w Delhi starali się w ostatnich miesiącach łagodzić negatywne brzmienie sygnałów z gospodarki. Jeszcze w połowie lipca Manmohan Singh, premier Indii oceniał, że fundamenty gospodarki pozostają zdrowe, a rząd podejmuje wszelkie możliwe działania w celu skorygowania nierównowagi makroekonomicznej.

W końcu sierpnia, gdy sytuacja na rynkach się zaogniła minister finansów Indii omawiał sytuację na rynkach walutowych i giełdzie z indyjskimi bankierami i przedstawicielami zagranicznych inwestorów finansowych. Celem spotkań, było poszukiwanie wskazówek, co rząd powinien zrobić, by ograniczyć odpływ zagranicznych inwestycji finansowych z Indii, co ma obecnie kluczowy wpływ na poziom deficytu na rachunku bieżącym.

Rząd przystąpił też do akcji. Podniósł cło na import złota, którego Indie są dużym światowym konsumentem. Podjął też działania zmierzające do zwiększenia eksportu.

Z kolei bank centralny Indii (Reserve Bank of India) w połowie lipca podniósł stopy do 3 proc., co spowodowało wzrost stóp rynkowych. W drugiej połowie sierpnia Reserve Bank of India (RBI) zmienił taktykę i zaczął skupować długoterminowy rządowy dług, by pompować pieniądze na rynek. Zapowiedział, ze na ten cel przeznaczy równowartość 1,2 mld dolarów.

Analitycy dość zgodnie negatywnie oceniają te działania banku centralnego, twierdząc, że są nieskuteczne i osłabiają zaufanie rynku do RBI. Ich zdaniem bank powinien pozwolić rupii znaleźć „nową właściwą wartość”.

W celu ograniczenia odpływu twardej waluty z kraju RBI ograniczył także z 200 tys. dolarów do 70 tys. dolarów limit pieniędzy jakie w ciągu roku mieszkaniec Indii może wysłać z kraju zagranicę. Jak twierdzi minister finansów jest to ograniczenie tymczasowe i zostanie zniesione, gdy sytuacja wróci do normy. Zezwolono też indyjskim bankom na oferowanie wyższego oprocentowania dla pochodzących z zagranicy depozytów lokowanych w indyjskich bankach na trzy do pięciu lat. Ma to przyciągnąć do kraju pieniądze indyjskiej diaspory.

Rynki zastanawiają się, co zrobi nowy szef RBI, który ma świetną reputacje jako ekonomista. Na podstawie dotychczasowych wypowiedzi Raghuram Rajan, który w latach 2003-2006 był głównym ekonomistą Międzynarodowego Funduszu Walutowego, analitycy są zdania, że priorytetem przyszłego prezesa będzie ograniczanie inflacji. Twierdzą jednak, że trudno jest oczekiwać od niego cudu. Zwłaszcza, że w 2014 roku w Indiach zaplanowane są wybory.

OF


Tagi


Dodaj komentarz


− 5 = trzy

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane