G20 w Hangzhou: Chiny już ogłosiły swój sukces

03.09.2016
Wprawdzie podzielonego świata Chiny nie pogodzą, ale fakt, że będą gościć prestiżowy szczyt G20, który rozpocznie się 4 września w Hangzhou, jest dla liderów Państwa Środka znakomitą okazją, aby wystąpić przed międzynarodową opinią publiczną w roli zawodnika wagi ciężkiej i umocnić wizerunek.

Leżące nad wielkim jeziorem Hangzhou, gospodarz szczytu, liczy na promocję miasta (Fot. A Kaliński)


Szczyt – to od wielu dni najważniejszy temat chińskich mediów. Rządowa agencja Xinhua nie ma wątpliwości, że Chiny już odgrywają „kluczową rolę w G20, jeśli chodzi o pobudzanie wzrostu gospodarczego świata” i podczas szczytu zaprezentują się jako mocarstwo odpowiedzialne, które „razem z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi chce wzmocnić koordynację polityki makroekonomicznej, by wspólnie reagować na globalne wyzwania”. Media chińskie piszą wprost o przywództwie Chin w G20, oraz oczekiwaniach globalnej społeczności, by ChRL zainicjowała plan ożywienia światowej gospodarki.

Oczekiwania wobec szczytu chińscy oficjele formułują – jak to zwykle tu bywa w podobnych wypadkach – językiem pełnym patosu i wzniosłych deklaracji.

Nadzwyczajny i pełnomocny ambasador Chin w Rosji Li Huei (wątek relacji Rosja-Chiny w kontekście szczytu tutejsze media bardzo eksponują) pytany o oczekiwania wobec szczytu deklaruje, że „Chiny gotowe są dołożyć starań i użyć chińskiej mądrości do jak najszybszego wyprowadzenia globalnej gospodarki z impasu i rozpoczęcia jej odtwarzania”.

Zastaw się, a postaw się po chińsku

Koszty goszczenia u siebie światowych liderów nie grają większej roli, bo Pekin lubi takie dyplomatyczne wyzwania, a pod względem organizacyjnym zawsze jest do nich perfekcyjnie przygotowany. Chodzi o zrobienie jak największego wrażenia na gościach i dziennikarzach. Z rozmachu, na jaki się zanosi, wynika, że szczyt w Hangzhou pod względem oprawy nie będzie miał precedensu i będzie porównywalny tylko z olimpiadą w Pekinie w 2008 r. i Expo 2010 w Szanghaju.

Wszystko zostało dokładnie przygotowane i policzone. Aby można było w mieście oddychać czystym powietrzem – przed spotkaniem zawieszono produkcję w kilkuset fabrykach (straty pójdą w miliardy juanów) w samej metropolii i jej okolicach, jak również w pobliskim Szanghaju. Hangzhou poczyniło też wiele spektakularnych inwestycji drogowych i komunikacyjnych – łącznie z wymianą 10 tysięcy autobusów miejskich na ekologiczne. Pomocą uczestnikom Szczytu będzie służyć 6 tys. wolontariuszy zwerbowanych ze szkół i uczelni prowincji Zhejiang, której stolicą jest miasto – gospodarz szczytu.

Do dyspozycji gości podstawiono 900 samochodów, a nad bezpieczeństwem, oprócz służb i wojska, czuwać ma 760 tys. (!) miejscowych ochotników zorganizowanych w specjalnych patrolach – podają chińskie media. Już od kilku dni na ulicach Hangzhou widać pojazdy opancerzone, a nawet czołgi. Ważniejsze miejsca patrolują uzbrojeni żołnierze, sprawdzane są dokumenty tożsamości. Ludzie w mediach społecznościowych piszą, że miasto wygląda jakby obowiązywał w nim stan wojenny (pojawiły się pogłoski o możliwym zamachu terrorystycznym podczas szczytu).

Aby mieszkańcom osłodzić te niedogodności, „zafundowano” im tygodniowy urlop, który rozpoczął się na kilka dni przed szczytem.

Burmistrz Zhang Hongming – obecnie najpopularniejszy w Chinach miejski włodarz liczy, że spotkanie światowych liderów wypromuje nieco prowincjonalne Hangzhou w szerokim świecie. Lokalne władze mówią wprost, że traktują wydatki z miejskiej kasy jako koszt reklamy miasta, które nieco przytłacza pobliski finansowo-gospodarczy gigant, czyli Szanghaj. G20 w Państwie Środka doskonale wpisuje się w promocję chińskiej soft power.

Pekin jako rozjemca świata

Szczyt odbędzie się pod hasłem: „W stronę innowacyjnej, ożywionej, połączonej i zintegrowanej gospodarki świata”. Chiny jednak oprócz celu promocyjnego mają także bardziej konkretne plany związane ze spotkaniem światowych liderów. Będą próbowały przyjąć – co eksponuje chińska prasa – postawę rozjemcy w światowych sporach będących przedmiotem debat G20, którą – przypomnijmy – tworzy 19 państw oraz Unia Europejska. Grupa ta reprezentuje 85 proc. PKB świata i 2/3 jego ludności.

Podczas szczytu mają dominować sprawy gospodarcze, ze szczególnym naciskiem na handel międzynarodowy. Zdaniem Huang Wei, eksperta z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, Chiny będą dążyły do uzgodnień w sprawie zasad reform strukturalnych światowej gospodarki, choć – jak zaznacza – poszczególne kraje mogłyby ustalać priorytety według własnych potrzeb.

G20 to grupa bardzo zróżnicowana (geograficznie, politycznie i gospodarczo), do tego mająca w wielu sprawach całkowicie różne stanowiska. Dochodzi jeszcze UE – jako całość gospodarcza potęga – ale targana wewnętrznym kryzysem i podzielona przez problemy gospodarczo-finansowe, sprawę uchodźców i Brexit. Ewentualny sukces i wypracowanie w Hangzhou jakiegokolwiek konsensusu w którejś z palących światowych spraw Chiny z pewnością przypiszą sobie, aby pokazać się jako już globalny gracz – zwłaszcza teraz – gdy dotychczasowy ład międzynarodowy ulega erozji. Te zmiany Pekin, choć nie bez obaw, traktuje raczej jako szansę dla siebie niż zagrożenie.

Chiny ostatnio kładą duży nacisk na dyplomację wielostronną zamiast bilateralnej. Dlatego np. do lamusa (przynajmniej na razie) trzeba odłożyć pomysł budowy ze Stanami Zjednoczonymi czegoś na kształt G2, która narzuciłaby światu nowe porządki, o czym jeszcze nie tak dawno spekulowano.

Interesy Kraju Środka

Jako gospodarzowi Chinom przysługują przywileje dotyczące agendy szczytu. Stwarza im to możliwość promowania podczas G20 ważnych spraw z punktu widzenia własnych interesów. Chiny na pewno będą zachęcały uczestników spotkania do większego zaangażowania się w jedną z ich sztandarowych inicjatyw o światowym charakterze, czyli w Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (Polska wzorem wielu innych państw Zachodu przystąpiła do tego banku). Inicjatywa ta jednak po fali początkowej euforii zaczyna nieco buksować i wytraciła swój impet.

Pekin ostatnio robi sporo, by w światowej gospodarce przejąć inicjatywę i odejść od ekstensywnego proeksportowego modelu rozwoju, który nie spełnia już jego ambicji i degraduje zastraszająco środowisko naturalne. Widać jednak wyraźnie, że tzw. obsesja PKB powraca, a doraźny wzrost i eksport za wszelką cenę odzyskują priorytet – kosztem szumnie deklarowanych prorynkowych i strukturalnych reform. Dlatego Chiny w czasie szczytu będą przekonywać, że od reform nie odejdą, ale muszą pilnować wzrostu, by uniknąć tzw. twardego lądowania.

Chiny liczą też, że spotkanie w Hangzhou wypracuje porozumienie dotyczące średnio– i długookresowych działań pobudzających globalną gospodarkę, a zwłaszcza handel. Będą jednak musiały zaprezentować się światu jako wiarygodny i stabilny partner pod tym względem. Jak przypomniał hongkoński „South China Morning Post”, nie będzie to proste, ponieważ następuje erozja zaufania do zwalniającej kolejny rok z rzędu gospodarki Chin. Niedawno potrzebna była interwencja na rynku papierów wartościowych, by uratować go przed krachem, a do tego Pekin nadal oskarżany jest o manipulowanie kursem juana.

Zwłaszcza ta ostatnia sprawa od lat jest kością niezgody między Chinami a ich głównymi partnerami handlowymi, choć na tegorocznym spotkaniu ministrów finansów i prezesów banków centralnych G20 w Szanghaju uczestnicy obiecali nie wykorzystywać dewaluacji narodowych walut do podnoszenia konkurencyjności swego eksportu. Chinom spełnienie tego warunku przychodzi jednak cały czas z dużymi oporami.

Pekin planuje także promować wśród partnerów z G20, jak podaje ekonomiczny magazyn „Caixin”, dalszą internacjonalizację juana oraz swój sztandarowy pomysł zwany Nowym Jedwabnym Szlakiem z jego całą finansowo-logistyczną otoczką (Funduszem Jedwabnego Szlaku oraz inicjatywą Jednego Pasa i Szlaku). Chiny przekonują partnerów, że nie tylko one będą beneficjentem realizacji tych wizjonerskich pomysłów (chodzi zwłaszcza o Nowy Jedwabny Szlak) i że kryją się za tym wyłącznie cele ekonomiczne, a nie polityczne. Nie dają temu wiary nie tylko Zachód ze Stanami Zjednoczonymi na czele, ale także Rosja, z którą Chiny bardzo ociepliły ostatnio relacje.

Rzecznik MSZ Chin Lu Kang zapewniał przed szczytem kolejny raz, że jego krajowi zależy wyłącznie na wspólnych korzyściach płynących z jego inicjatyw opartych na zasadzie win-win.

Dla Chin szczyt będzie również okazją do spotkań dwustronnych. W kluczowym momencie są np. chińsko-amerykańskie negocjacje w sprawie traktatów inwestycyjnych. Inna ważna dla Pekinu sprawa to decyzja brytyjskiego rządu dotycząca opóźnienia budowy elektrowni atomowej w dużej części finansowanej przez Chiny.

Na Europę Chiny będą naciskać w sprawie uznania swej gospodarki za rynkową, do czego Unia nie jest skora (Parlament Europejski już wypowiedział się przeciwko). UE obawia się chińskiego dumpingu cenowego oraz protekcjonizmu i oczekuje większego otwarcia Pekinu na europejski biznes.

Media za Wielkim Murem podkreślają przy okazji G20, że Chiny włączają się aktywnie w rozwiązywanie problemów świata (do czego przecież tak usilnie były przez lata namawiane) i wychodzą ze swego lokalnego kokonu. Ma to być odejściem od obowiązującej jeszcze od czasów Deng Xiaopinga doktryny niewychylania się, cierpliwego budowania potęgi i okrzepnięcie gospodarczego i politycznego. Obecne przywództwo Państwa Środka uznało, że ta chwila nadeszła, a spotkanie G20 na chińskiej ziemi to doskonały moment, by to światu obwieścić.


Tagi


Dodaj komentarz


osiem × = 72

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane