Europa potrzebuje swojego Alexandra Hamiltona

25.09.2016
Eurogrupie przydałoby się nieoficjalne prezydium zajmujące się koordynowaniem bodźców i reform na większą skalę. Nieuchronnie doprowadzi to do mianowania europejskiego ministra finansów, czyli urzędnika pełniącego funkcję Alexandra Hamiltona, pierwszego sekretarza skarbu w historii USA.

(CC By freestocks.org)


Europejski Bank Centralny (EBC) jest ostro krytykowany z jednej strony przez bankowców i ekonomistów, a z drugiej – przez obywateli i polityków. To coś nowego dla EBC, gdyż przywykł on raczej do tego, że jego działania chwalono. Było tak jeszcze niedawno.

W reakcji na spadek stóp zwrotu z instrumentów o stałym dochodzie inwestorzy zainteresowali się akcjami, które są droższe i ryzykowniejsze niż wcześniej wskutek większych wątpliwości co do stabilności finansowej i gospodarczej. Niezwykle niskie stopy procentowe uniemożliwiają reformy strukturalne potrzebne krajom strefy euro z wielkimi deficytami i wysokim zadłużeniem.

Krótko mówiąc, EBC osłabia stabilność finansową i uniemożliwia reformy strukturalne.

Czy ta wysoka cena skutków ubocznych polityki prowadzonej przez EBC jest mimo to kosztem do przyjęcia? Czy polityka pieniężna UE wywiera widoczny korzystny wpływ na gospodarki krajów członkowskich?

Oficjalnym celem polityki EBC nie jest pobudzanie gospodarki, lecz wywołanie wzrostu stopy inflacji do 2 proc. To jednak nie następuje, pomimo olbrzymich (a do tego niedawno zwiększonych) zastrzyków płynności. Inflacja jest konsekwencją nadmiernego popytu w rzeczywistej gospodarce, ale obecnie popyt się nie zmienia, gdyż wiele przedsiębiorstw musi najpierw zmniejszyć zadłużenie, by dopiero później móc przejść do inwestycji (zob. R. Baldwin, F. Giavazzi, How to fix Europe’s monetary union: Views of leading economists, publikacja elektroniczna VoxEU, 12.02.2016 r., CEPR, London).

Kraje strefy euro doświadczają również konsekwencji wolniejszego rozwoju chińskiej gospodarki oraz wielkiego spadku cen ropy. Niskie stopy procentowe ustalane przez bank centralny eurostrefy nie wpływają na te zmiany. Płynność może ułatwić wzrost popytu na towary i usługi, ale go nie wymusi. Gdy stopa inflacji jest zbyt wysoka, banki centralne podnoszą stopy procentowe i wywołują ograniczenia płynnościowe, aby ją obniżyć. Z drugiej strony, bardzo niskie stopy procentowe przyjęte przez EBC ewidentnie nie wywołują wzrostu inflacji, która nadal wynika z warunków podaży i popytu w rzeczywistej gospodarce. Używając porównania z dziedziny motoryzacji, można powiedzieć, że EBC daje gospodarce więcej paliwa, ale nie działa sprzęgło, toteż samochód nie rusza. Ślizgające się sprzęgło wytwarza mnóstwo dymu (zob. S. Eijffinger, The ECB Goes Rogue, Project Syndicate, 18.03.2016 r.).

Można konkludować, że na rządach krajów członkowskich w większym stopniu powinien spoczywać obowiązek pobudzania rozwoju europejskiej gospodarki. Dotychczas tę brudną robotę wykonywał EBC, ale teraz prezes tego banku Mario Draghi styka się z dezaprobatą.

Przywództwo muszą więc przejąć silne kraje strefy euro – Niemcy, Finlandia i Holandia – a EBC musi wspierać ich działania polityką pieniężną.

Dominującą rolę powinien odgrywać program eurogrupy, którą kieruje minister Jeroen Dijsselbloem, a pomagać w tym powinny Komisja Europejska i jej upoważnienia zapewnione przez tzw. sześciopak. Wykracza to poza monitorowanie procesu realizacji postanowień Paktu na rzecz stabilności i wzrostu. Te silne kraje mogą ustanowić rozsądne i solidne pakiety bodźców i inicjatyw podatkowych.

Na razie istniejący plan Junckera nie ruszył, wobec czego Europa jest w impasie, chociaż wywierana jest presja na Francję i Włochy, aby zreformowały swoje gospodarki. Ten plan powinien obecnie obejmować wymianę typu trade-off między Francją (reformy o wartości 50 mld euro) a Niemcami (bodziec o wartości 50 mld euro), a Europejski Bank Inwestycyjny powinien zapewnić inwestycje uzupełniające.

Ustanówmy także prezydium w eurogrupie, w którym ministrowie Francji i Niemiec zapewniliby wiodącą rolę osi francusko-niemieckiej, a na stałe oprócz nich zasiadaliby w nim Draghi, jego wiceprezes Vitor Constancio oraz przewodniczący i jeden wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Zwiększyłoby się przez to znaczenie eurogrupy i umożliwiona zostałaby jej ściślejsza współpraca z EBC i Komisją Europejską w celu wprowadzenia w życie skoordynowanych bodźców i reform strukturalnych.

Niemcy muszą także uznać niewielki deficyt budżetowy za sprawę o priorytetowym znaczeniu i zwiększyć inwestycje na infrastrukturę, a także inwestować więcej w prace badawczo-rozwojowe. To samo powinna zrobić Holandia, przy czym przejściowo powinna zostać zwolniona z dążenia do deficytu strukturalnego wynoszącego 0,5 proc. Te inwestycje jednak zależą od tego, czy Francja, Włochy i inne kraje przeprowadzą konieczne reformy strukturalne.

Później EBC mógłby podnieść stopy procentowe, uzgadniając to z eurogrupą. Najlepiej pozwoliłoby to zaplanować niewielkie forum podobne do tego prezydium (zob. S. Eijffinger, Perspectives of Risk and Liquidity for the New Global Economy Scenario, Keynote Lecture, 51st Colombian Banking Summit, 2.06.2016 r., Cartagena; plik wideo: https://vimeo.com/174214834/67e3e80808 oraz slajdy: www.sylvestereijffinger.com).

To nieoficjalne prezydium doprowadzi do mianowania europejskiego ministra finansów, jeśli tylko obywatele i politycy będą gotowi na takie rozwiązanie. Jean-Claude Trichet, były prezes EBC, wielokrotnie zwracał uwagę, że strefa euro nie może funkcjonować bez unii fiskalnej, a logiczną konsekwencją tego stanowiska jest konieczność ustanowienia europejskiego ministra finansów (Trichet seeks single EU finance ministry, „Financial Times”, 2.06.2011 r.).

Europa będzie więc potrzebowała swojego Alexandra Hamiltona (pierwszego amerykańskiego sekretarza skarbu, który ten urząd piastował w latach 1789-1795).

Taka unia miałaby powstać nie tylko ze względu na istniejące już zadłużenie i następne długi, ale także powinna narzucić rygorystyczne przepisy dotyczące zrównoważonego budżetu, którymi musiałyby się kierować rządy krajów członkowskich. Będzie to wymagało przekazania części suwerenności kraju instytucjom na poziomie europejskim. Obecnie to nierealistyczna wizja.

Z przyczyn politycznych może to być niewykonalne teraz, ale europejska unia fiskalna to jedyne możliwe długookresowe rozwiązanie strukturalne (zob. H. James, H.-W. Sinn, Mutualisation and constitutalisation, VoxEU, 26.02.2013 r., CEPR, London). Pakt na rzecz stabilności i wzrostu, który mamy teraz, z dodatkiem upoważnień ujętych w sześciopaku to tylko drugie na liście najlepszych rozwiązań. W obecnej sytuacji, kiedy obowiązują te zasady, eurogrupa zmierza od kryzysu do kryzysu. Brexit oraz niedawny kryzys bankowy we Włoszech świadczą o tym, że w eurogrupie niewielu pragnie napięć.

Ustanówmy więc teraz nieformalne prezydium, w którym eurogrupa, EBC i Komisja Europejska współpracowałyby ściśle, wdrażając skoordynowane bodźce i reformy strukturalne. Europejski System Walutowy jest niezbędnym etapem na drodze do Unii Gospodarczej i Walutowej, ponieważ w ramach Europejskiego Systemu Walutowego decydenci polityczni mogą się teraz uczyć, jak koordynować bodźce i reformy strukturalne.

Historia integracji europejskiej zawsze skłaniała do wniosku, że potrzebujemy umiarkowanego kryzysu – nie za dużego i nie za małego – aby można zrobić kolejny skok naprzód. To szczególnie słuszna obserwacja w odniesieniu do europejskiej unii fiskalnej. Kiedy więc będziemy mieli europejskiego Alexandra Hamiltona?

Sylvester Eijffinger jest profesorem ekonomii finansów Financial Economics na Uniwersytecie Tilburga, przewodniczącym Stowarzyszenia Uniwersytetu Tilburga i członkiem zespołu badawczego Ośrodka Badań Polityki Gospodarczej (CEPR).

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.

 


Tagi


Dodaj komentarz


7 − = jeden

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane