Dla nowych członków strefy euro wspólna waluta pozostaje atrakcyjna

07.06.2016
Od 2009 roku PKB krajów eurolandu spadł o 5 proc., od tamtego czasu do unii walutowej przystąpiły Słowacja, Estonia, Litwa i Łotwa. Na ich przykładzie można pokazać i zagrożenia, i korzyści z przyjęcia wspólnej waluty.

(CC By NC SA Stephanie Jones)


Często uważano, że przystąpienie do strefy euro pobudzi wzrost handlu zagranicznego tej czwórki krajów, gdyż zostanie usunięte tarcie powodowane przez stosowanie różnych walut. Na przykład słowacki bank centralny przewidywał wzrost aż o 50 proc. To założenie było niezwykle optymistyczne – przyjęcie euro nie zmieniło zdecydowanie słowackiego importu i eksportu. Być może problem wynikał z tego, że pomylono przyczynę ze skutkiem. To rozwój handlu między państwami prowadzi do ustanowienia unii walutowej, a nie odwrotnie.

Przedsiębiorstwa z krajów bałtyckich nie zwiększyły specjalnie eksportu do strefy euro, mimo że zamknięcie ich największego rynku zbytu – z powodu sankcji nałożonych na Rosję w latach 2014–2015 – zmusiło je do poszukiwania nowych partnerów handlowych. Część z tych krajów zwiększyła eksport do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Na szczęście przewidywane negatywne skutki przyjęcia euro także okazały się przesadzone. Obawiano się, że właściciele sklepów wykorzystają zmianę waluty do podniesienia cen, szczególnie gdyby nowe kończyły się na 99. W Słowacji jednak przejście na euro zwiększyło stopę inflacji jedynie o 0,3 pkt proc. W Estonii wielcy detaliści przystąpili do kampanii o zmyślnej nazwie „Ceny nie wzrosną przez euro”. W gruncie rzeczy bodziec napędzający inflację nie byłby niczym złym dla tej czwórki państw, gdyż w minionym roku wskutek spadku cen energii i artykułów żywnościowych zapanowała w nich deflacja.

Zabezpieczenia równoważą zaangażowanie

Należy sądzić, że euro przyczyniło się do zwiększenia stabilności finansowej tych krajów. Ich systemy bankowe i banki centralne mają teraz dostęp do kryzysowego finansowania zapewnianego przez Europejski Bank Centralny. Są również mniej narażone na problemy powodowane przez niedopasowanie walutowe. Przed przystąpieniem do strefy euro przeciętnie około 70 proc. zadłużenia ich sektorów prywatnych było denominowane w obcych walutach (przede wszystkim euro). Każda deprecjacja rodzimych walut utrudniłaby spłatę tych długów. Wprowadzenie euro wyeliminowało to zagrożenie.

Rimantas Šadžius, litewski minister finansów, mówi, że członkostwo w strefie euro daje jego rządowi możliwość zaciągania tańszych kredytów. Koszty obsługi zadłużenia faktycznie zmalały. Gdyby Litwa przystąpiła do unii walutowej 10 lat temu, Šadžius byłby jeszcze szczęśliwszy. Według MFW na początku pierwszej dekady XXI w. członkostwo w strefie euro łączyło się z podniesieniem o dwa stopnie oceny wiarygodności kredytowej wystawianej przez agencję ratingową Standard and Poor’s. Od czasu kryzysu ta premia bardzo spadła.

Malejącym korzyściom towarzyszyło jednak pogłębienie się pewnych problemów. Z tytułu udziału w unii walutowej Estonia, Litwa, Łotwa i Słowacja powinny wnosić określone kwoty do funduszów ratunkowych strefy. Przeciętnemu mieszkańcowi tych krajów nie podoba się myśl, że ma ratować Grecję, w której płaca minimalna jest o 70 proc. wyższa niż w Słowacji i która jest zamożniejsza od krajów bałtyckich.

W rzeczywistości jednak kraje członkowskie strefy euro w większości nie płacą bezpośrednio za bailouty, lecz gwarantują kredyty lub zapewniają zabezpieczenia tych pożyczek. Trzeba też dodać, że fundusze ratunkowe oznaczają nie tylko koszty, lecz także korzyści. Kraje tej czwórki również mogą się do nich zwrócić, jeśli wpadną w kłopoty.

Co do przyszłości, rodzi się pytanie o zasadniczym znaczeniu. Czy te cztery kraje zdołają uniknąć błędów popełnionych przez inne kraje eurolandu? W pierwszym 10-leciu XXI w. niskie koszty zaciągania kredytów przyczyniły się do nadmuchania bańki kredytowej w państwach południowoeuropejskich. Na szczęście Estonia, Litwa, Łotwa i Słowacja nie szaleją z zadłużaniem się, jak robiły to w owej dekadzie kraje bałtyckie. Ich rachunki obrotów bieżących są mniej więcej zrównoważone. Zadłużenie sektora prywatnego od czasu kryzysu spadło. Wielkie banki tych państw są obecnie pod nadzorem Europejskiego Banku Centralnego. Erik Berglof z London School of Economics twierdzi, że poprawiło się także zarządzanie na poziomie lokalnym.

Trzeba zwiększyć konkurencyjność

Mimo to wszystkie kraje tej grupy mają wspólny problem – spada ich konkurencyjność na światowych rynkach. Starzenie się społeczeństw i emigracja powodują niedobory wykwalifikowanych pracowników. Przyjmuje się, że do 2030 r. liczba ludności tych krajów zmaleje o 4 proc. To powoduje, że płace wzrastają szybciej niż produktywność. W 2015 roku minimalna płaca w tej czwórce wzrosła średnio o 9 proc. Robert Juodka z litewskiej firmy prawniczej PR1MUS mówi, że mogło się do tego przyczynić przystąpienie do strefy euro, które skłoniło pracujących do domagania się wyższych, bardziej zbliżonych do zarobków w pozostałych krajach tego klubu płac.

Rządy Estonii, Litwy, Łotwy i Słowacji twierdzą, że próbują się przeciwstawiać niekorzystnym zmianom, podejmując reformy strukturalne, np. uwalniając rynki pracy i produktowe, aby wywołać wzrost produktywności i w ten sposób utrzymać konkurencyjność. Ponieważ nie ma możliwości dewaluacji, takie reformy nabrały nowego znaczenia.

Ciągle pozostaje wiele do zrobienia. Rokas Grajauskas z Danske Banku mówi, że litewski kodeks pracy w znacznej mierze został odziedziczony po epoce sowieckiej, a to utrudnia zatrudnianie i zwalnianie pracowników. Według Światowego Forum Ekonomicznego słowacki kodeks pracy w ostatnich latach bardzo stracił na konkurencyjności, po części w następstwie niewłaściwych zmian przepisów podatkowych.

Kraje członkowskie stref euro, które przystąpiły do niej najpóźniej, mogą uniknąć problemów, w które wpadły państwa południowoeuropejskie w pierwszej dekadzie tego wieku. Mimo udziału w unii walutowej sukces sam jednak nie przyjdzie.

© [2016] The Economist Intelligence Unit Limited.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie www.viewswire.com


Tagi


  • [ja!] pisze:

    „Przedsiębiorstwa z krajów bałtyckich nie zwiększyły specjalnie eksportu do strefy euro, mimo że zamknięcie ich największego rynku zbytu – z powodu sankcji nałożonych na Rosję w latach 2014–2015 – zmusiło je do poszukiwania nowych partnerów handlowych. Część z tych krajów zwiększyła eksport do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.”

    ▌▌— Które jednak nie posługują się euro…
    ———————————————————————————————————————————————
    „W gruncie rzeczy bodziec napędzający inflację nie byłby niczym złym dla tej czwórki państw, gdyż w minionym roku wskutek spadku cen energii i artykułów żywnościowych zapanowała w nich deflacja.”

    ▌▌— Nie ma to jak realne problemy „leczyć” sztuczkami księgowymi…
    ———————————————————————————————————————————————
    „Na szczęście Estonia, Litwa, Łotwa i Słowacja nie szaleją z zadłużaniem się, jak robiły to w owej dekadzie kraje bałtyckie.”

    ▌▌— ??? Chyba chodziło o kraje PIIGS?

  • Greg pisze:

    Baltyckie tez poplynely mocno. Ci ciekawe przez banki szwedzkie

Dodaj komentarz


5 − pięć =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane