Brexit nie jest wskazany, choć katastrofy nie wywoła

02.06.2016
Gdyby Wielka Brytania wystąpiła z Unii Europejskiej, jej gospodarka ani nie zostałaby zniszczona, ani dzięki zniesieniu ograniczeń nie ruszyłaby z kopyta.

23 czerwca Brytyjczycy zdecydują czy chcą być w Europie razem, czy osobno. (CC By Abi Begum)


Już 23 czerwca Brytyjczycy postanowią w referendum, czy chcą, aby ich kraj pozostał w UE. Wyborców dezorientuje jednak przytłaczająca liczba szacunków możliwych konsekwencji gospodarczych Brexitu. W 2030 r. brytyjski PKB może być zaledwie o ułamek punktu procentowego niższy od wielkości, której należy się spodziewać w razie pozostania w UE, ale może się stać i tak, że będzie niższy aż o 9,5 pkt proc.

Prognozowane wielkości zależą po prostu od tego, kogo się pyta. Takie analizy są wprawdzie użyteczne (szczególnie przez uświadamianie, że w najbliższym piętnastoleciu Brexit wyrządziłby przynajmniej pewne szkody brytyjskiej gospodarce), ale przy tym trzeba im zarzucić, że wywołują nieuzasadnione poczucie precyzji.

Wzrasta niemal nieustannie

Gdy próbuje się przewidzieć losy brytyjskiej gospodarki po ewentualnym opuszczeniu Unii, warto pamiętać o dwóch ogólnych zasadach. Pierwsza z nich powinna pokrzepić brytyjskich zwolenników wystąpienia z UE. Analiza zmian zachodzących w długich okresach wykazuje, że brytyjski PKB per capita zdumiewająco równomiernie wzrastał.

Tempo tego wzrostu zazwyczaj wyraźnie odbiegało od takiej samej zasadniczej tendencji w wyniku wojny, chociaż do długiego i dotkliwego spowolnienia doszło w latach 20. i na początku lat 30. XX wieku, kiedy Wielka Brytania uparcie realizowała program kontrakcyjnej polityki pieniężnej. Zaraz po rezygnacji z parytetu złota w 1931 r. Wielka Brytania znów się znalazła na długiej trajektorii systematycznego wzrostu (krótkotrwałą przerwę wywołały zaburzenia z okresu II wojny światowej).

Stały wzrost PKB per capita utrzymywał się aż do kryzysu finansowego z lat 2007–2008. Tempo wzrostu nie zwiększyło się natomiast wyraźnie wskutek przystąpienia Wielkiej Brytanii do UE w 1973 r., a rozwój nie zwolnił po kryzysie europejskiego systemu powiązanych kursów walutowych w 1992 r. Inne przełomowe wydarzenia – np. utrata statusu imperium w okresie powojennym, kryzys bilansu płatniczego czy program ratunkowy MFW w 1976 r. – także nie wpłynęły na tę tendencję.

Wcześniejsze wyniki nie gwarantują przyszłych zwrotów, ale historia Wielkiej Brytanii skłania do wniosku, że koszty Brexitu przypuszczalnie ani nie byłyby tak duże, ani nie trzeba by ich ponosić tak długo, jak utrzymują autorzy mroczniejszych prognoz. W kampanii na rzecz pozostania w UE często się zwraca uwagę, że członkostwo w federacji nie zaszkodziło w tym, aby Wielka Brytania była jedną z najbardziej elastycznych i najmniej ograniczonych przepisami gospodarek zamożnego świata.

Ta elastyczność pomogłaby jej w dostosowaniu do skutków wstrząsu, którym byłoby opuszczenie UE, podobnie jak zwiększający popyt spadek wartości funta – niemal pewny, gdyby Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem.

Model grawitacyjny

Koszt niewielki pozostaje kosztem. Co więcej, niezależnie od tego, czy należy do UE, Wielka Brytania jest krajem europejskim, którego przyszłość pozostaje silnie i nieodwołalnie powiązana z losami kontynentu. Musi to bardzo drażnić zwolenników wystąpienia z UE, ale w najwęższym miejscu kanału La Manche Wielką Brytanię od Francji dzielą jedynie 33 km. Przy tym Wielka Brytania graniczy bezpośrednio z Irlandią przez Irlandię Północną i z Hiszpanią przez Gibraltar.

Z Paryża, Brukseli i Amsterdamu krócej jedzie się pociągiem do Londynu niż do Berlina. Wielka Brytania jest do cna i beznadziejnie europejska, zawsze też taka była, od czasu, gdy pierwsi prehistoryczni osadnicy przedostali się z kontynentu.

Połączenie z Europą ma poważne konsekwencje. Handel z odległymi krajami kosztuje czas i pieniądze. David Hummels z Uniwersytetu Purdue i Georg Schaur z Uniwersytetu Tennessee opublikowali w 2012 r. pracę, w której wykazali, że każdy dzień tranzytu towarów zwiększa koszty tak, jak stawka celna wynosząca 0,6–2,1 proc. Z tego powodu najczęściej prowadzi się wymianę handlową z bliskimi sąsiadami. Ponad pół wieku temu duński ekonomista Jan Tinbergen zaobserwował, że handel naśladuje model grawitacyjny, co oznacza, że przepływy handlowe są funkcją zarówno odległości między kontrahentami, jak i ich wielkości (czyli gospodarczego odpowiednika masy).

Wielką Brytanię łączą ścisłe więzi z wielkimi gospodarkami europejskimi. Te kraje były jej najważniejszymi partnerami handlowymi trzy stulecia temu, kiedy 75 proc. brytyjskiego handlu było wymianą z Europą. I to ona pozostaje głównym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii (około połowy jej wymiany), mimo że aktywność gospodarcza w pozostałych regionach świata to o wiele większa część aktywności światowej niż w XVIII w.

Ośrodek ekspercki Centrum na rzecz Reformowania Europy (Centre for European Reform) podaje, że wymiana handlowa Wielkiej Brytanii z pozostałymi krajami UE odbywa się na większą skalę, niż należałoby przewidywać wyłącznie na podstawie geografii. Przepływ towarów i usług przez kanał La Manche jest o 55 proc. większy od tego, co wynikałoby wyłącznie z odległości i masy gospodarczej.

Ta dodatkowa działalność to ponadto faktyczna premia. Niemal w całości składa się z nowej działalności gospodarczej, która nie odbywałaby się w innej sytuacji, a nie z wymiany odebranej partnerom spoza UE przez cło zewnętrzne nakładane na dobra pochodzące spoza wspólnego rynku europejskiego.

Integracja pobudzana przez instytucje europejskie wspomaga rozwój transgranicznych łańcuchów dostaw i handlu usługami, który jest brytyjską specjalnością. Wielka Brytania eksportuje więcej usług do UE niż do Ameryki Północnej, Japonii i krajów grupy BRIC łącznie. Tak więc dzięki UE odległość dzieląca gospodarki europejskie zmniejsza się jeszcze bardziej.

Walka z geografią

Innymi słowy, usilne dążenie do wystąpienia z UE to donkiszoteria. Niezależnie od tego, jak bliskie są więzi kulturowe łączące Wielką Brytanię z jej partnerami handlowymi z anglosfery, wkład wymiany handlowej z tymi krajami do brytyjskiego PKB jest o wiele mniejszy od unijnego, podobnie jak wkład największych gospodarek wschodzących. Brexit nie doprowadziłby do zerwania więzi łączących Wielką Brytanię z resztą Europy, lecz tylko pogorszyłby warunki wymiany i zmniejszyłyby wpływ Wielkiej Brytanii na sprawy europejskie.

Historia skłania do wniosku, że decyzja o wystąpieniu z UE przypuszczalnie nie okazałaby się katastrofą, jeśli chodzi o konsekwencje gospodarcze. Nie oznacza to jednak, że byłoby to posunięcie rozsądne.


Tagi


  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    „brytyjski PKB per capita zdumiewająco równomiernie wzrastał” – wzrastał, bo UK od dwustu lat nieustannie było w jakiejś „unii”: najpierw w swoim imperium kolonialnym, a potem w EWG/UE. Londyn od dwustu lat nie funkcjonował jako wyizolowane państwo.

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    „od czasu, gdy pierwsi prehistoryczni osadnicy przedostali się z kontynentu” – drobna uwaga: oni NIE PRZEDOSTAWALI się z kontynentu, bo wtedy Brytania była jedynie wyżyną W GŁĘBI kontynentu, a obecny Kanał La Manche był tylko doliną. Warto rzucić okiem na mapkę: http://cdn.zmescience.com/wp-content/uploads/2015/01/31836.jpg

  • [ja!] pisze:

    Bardzo fajny, dobrze obrazujący sytuację nieideologiczny materiał. Skupiony jednak na teraźniejszości (i analizie przeszłości). Jeśli jednak narastanie najszerzej rozumianych kosztów transakcyjnych związanych z członkostwem w UE utrzyma swoje tempo, to prędzej lub później racjonalna stanie się decyzja o wystąpieniu z UE, nawet jeśli będzie to oznaczać pewne pogorszenie wymiany handlowej (bo np. zrekompensowanej przez rozkwit hamowanego przez UE rynku wewnętrznego).

Dodaj komentarz


siedem × = 21

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane