• Wiesława Ziółkowska

Bez innowacji nie będzie zrównoważonego rozwoju

20.09.2016
Postęp w innowacyjności polskiej gospodarki jest nieodzownym warunkiem jej zrównoważonego rozwoju, czyli równowagi między sferami gospodarczą, społeczną i ekologiczną. Niestety, nasze nakłady na badania i rozwój są 5,5 razy niższe od średniej unijnej.


Polska mimo nieco wyższego syntetycznego indeksu innowacyjności (SII) w 2014 r. zajmuje przedostatnie miejsce w gronie tzw. umiarkowanych innowatorów. Pod względem skumulowanego wzrostu SII w latach 2007-2014 uplasowała się dopiero na 18. miejscu.

W Polsce nakłady na badania i rozwój (B+R) pomimo wzrostu do 0,94 proc. PKB w 2014 r. są zbyt niskie. Ich wysokość mierzona w euro na osobę była 5,5-krotnie niższa od średniej unijnej, przy PKB na osobę niższym 2,6 razy. W Polsce w latach 2007-2014 nakłady wewnętrzne na B+R wynosiły 90,5 mld zł, w tym środki publiczne stanowiły przeszło 56 proc. Stopa zwrotu z tych nakładów jest stosunkowo niska. Skumulowany wzrost syntetycznego indeksu innowacyjności wynosił bowiem zaledwie 0,050.

Przyczyną i skutkiem tego jest zbyt niski poziom rozwoju gospodarczego. W obecnej sytuacji gospodarczo-społecznej i politycznej Polski, aby uniknąć groźby pułapki wzrostu zadłużenia oraz pełzającego wzrostu gospodarczego, konieczne jest podniesienie do najwyższej rangi problemu innowacyjności i przejście z imitacyjnego do kreatywnego modelu rozwoju. Aby Program 500+ w dłuższym okresie przynosił więcej korzyści niż kosztów z punku widzenia zrównoważonego rozwoju, powinien być uzupełniony Programem innowacyjność+.

Pułapki wzrostu zadłużenia i niskiego wzrostu gospodarczego

W porównaniu z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej polska gospodarka charakteryzuje się stosunkowo dobrymi podstawami makroekonomicznymi, w tym niskim, ale stabilnym wzrostem i niską skalą nierównowagi zewnętrznej. Polski nie dotyczy również problem nadmiernego zadłużenia, a deficyt sektora finansów publicznych do końca 2015 r. był pod kontrolą.

Główną siłą napędową wzrostu gospodarczego w latach 2016-2017 będzie konsumpcja wewnętrzna wywołana implementacją Programu 500+. Po wygaśnięciu tego czynnika wzrost gospodarczy z 3,8 proc. obniży się do 3,4 proc., a więc poniżej średniej wieloletniej. Nieco spadnie także tempo wzrostu nakładów brutto na środki trwałe, przy ujemnym wkładzie eksportu netto do wzrostu.

Wpływ zewnętrznej koniunktury na wzrost gospodarczy w Polsce jest niejednoznaczny. Tempo wzrostu inwestycji przedsiębiorstw mimo domykania luki produktowej i rosnącego popytu może się obniżyć w wyniku niepewności co do podwyżek podatków i rosnącego ryzyka politycznego (zgodnie z raportem o inflacji Narodowego Banku Polskiego z marca).

Ten stosunkowo korzystny obraz polskiej gospodarki nie może jednak uspakajać. PKB per capita wyrażony w PPS w 2014 r. wynosił zaledwie 68 (przy założeniu, że średni produkt krajowy brutto UE = 100).

Postęp, którego dokonaliśmy w minionym ćwierćwieczu, jest znaczący, ale został osiągnięty głównie dzięki implementacji technologii i prostych wzorców ekonomiczno-organizacyjnych z krajów rozwiniętych. Poziom innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki zmienia się bardzo powoli. Tymczasem badania wskazują na silną zależność dodatnią między produktem krajowym brutto a syntetycznym indeksem innowacyjności.

Problemu przyspieszenia procesów zwiększających innowacyjność i konkurencyjność polskiej gospodarki nie rozwiąże sam mechanizm rynkowy. Państwo musi być aktywne nie tylko przez współfinansowanie, ale także przez prowadzenie badań, szczególnie w obszarze badań podstawowych, które dla podmiotów prywatnych mogą być zbyt ryzykowne.

Całkowicie zasadny wydaje się Program Innowacyjność+, czyli odpowiednik Programu 500+.

Rezerwy proste wzrostu gospodarczego zostały bowiem wyczerpane, co więcej, już wkrótce w coraz mniejszym stopniu będziemy mogli korzystać ze środków unijnych. Konieczna jest więc zmiana głównej funkcji środków unijnych z propopytowej na propodażową, którą można wykreować tylko przez wzrost innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki. Deprecjacja waluty nie może być główną siła napędową eksportu.

W tych okolicznościach całkowicie zasadny wydawałby się Program Innowacyjność+, czyli odpowiednik Programu 500+. Zresztą ten drugi bez poważnego potraktowania pierwszego może nie mieć pokrycia finansowego. Źródłem pokrycia Programu 500+ w 2016 r. jest bowiem jednorazowa opłata za rezerwację częstotliwości telekomunikacyjnych oraz wyższa od planowanej wpłata z zysku NBP. W kolejnym roku konkretnych środków pozwalających na jego sfinansowanie w kwocie 23 mld zł nie wskazano. Jednocześnie rząd zapowiedział inne transfery socjalne obciążające sektor finansów publicznych.

Zaniechanie zmian w modelu rozwoju polskiej gospodarki uczyni bardziej realną groźbę wystąpienia powiązanych z sobą pułapek wzrostu zadłużenia i pełzającego wzrostu gospodarczego. Pułapka zadłużenia może pojawić się z dwóch powodów:

  • w przypadku gwałtownego wzrostu rynkowej stopy procentowej,
  • przez rosnące deficyty.

Oba scenariusze wydają się możliwe. Pogorszenie nastrojów na rynkach finansowych – w tym również obniżenie wiarygodności kredytowej Polski – przyczyniło się bowiem do istotnego ograniczenia zaangażowania inwestorów zagranicznych na krajowym rynku obligacji w styczniu. Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów zmniejszyło się ono do 38,4 proc. (z 40,3 proc. w miesiącu poprzednim). Obniżenie wiarygodności kredytowej czy brak przejrzystości polityki fiskalnej mogą prowadzić do żądania wyższych stóp zwrotu, co może implikować wzrost kosztu obsługi długu i tym samym jego narastanie.

Druga możliwość wynika z następującej sekwencji zdarzeń: wzrost deficytu powoduje wzrost długu publicznego, ten zaś pociąga za sobą wzrost kosztów obsługi. Jeżeli tempo wzrostu kosztów obsługi byłoby wyższe niż tempo wzrostu dochodów , a wydatków na inne cele nie można byłoby zmniejszyć, to następowałoby ponowne zwiększenie deficytu.

Miary innowacyjności

Nie ma jednej powszechnie obowiązującej miary innowacji. Za „Podręcznikiem Frascati” (czyli pierwszym podręcznikiem metodologicznym zawierającym wytyczne dotyczące badań statystycznych z zakresu nauki i techniki) przyjmuję, że działalność badawcza i rozwojowa są to systematycznie prowadzone prace twórcze podejmowane w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz znalezienia nowych zastosowań do niej. Odzwierciedlają one różny poziom wiedzy zdobytej nie tylko w formalnym procesie kształcenia, ale i pochodzącej z doświadczenia.

W Europie jako miarę potencjału innowacyjnego gospodarek stosuje się głównie syntetyczny indeks innowacyjności (SII – Summar Innovation Index) publikowany w ramach raportu Innovation Union Scoreboard (IUS). European Innovation Scoreboard (EIS) jest corocznym raportem oceniającym innowacyjne osiągnięcia państw członkowskich UE na podstawie SII. Jest on obliczany jako średnia arytmetyczna ważona 29 wskaźników cząstkowych dla 28 krajów UE oraz dla Turcji, Islandii, Norwegii, Szwajcarii, USA i Japonii.

Indeks SII przyjmuje wartości od 0 do 1, przy czym poziom innowacyjności danego kraju jest tym wyższy, im wartość indeksu jest bliższa jedności. Jest on zbudowany na podstawie cząstkowych wskaźników obejmujących zarówno nakłady na innowacje, jak i ich wyniki (liczba wskaźników w poszczególnych raportach wahała się od 22 do 30). Te pierwsze opisane są przez mierniki obrazujące finansowanie, wykształcenie, inwestycje przedsiębiorstw i infrastrukturę ich funkcjonowania. Te drugie związane są głównie z ekonomicznymi efektami przedsiębiorstw wdrażających innowacje (Szczegółowo wskaźniki na podstawie których zbudowano SII omawia m. in. Z. Wołodkiewicz-Donimirski, Innowacyjność polskiej gospodarki na tle międzynarodowym, Studia Biura Analiz Sejmowych, nr 1(25) 2011, Warszawa 2011 r., s.9-33).

Pomiarowi innowacyjności służy także globalny indeks innowacyjności (GII – Global Innovation Index) opracowany w 2007 r. Obecnie mierzy on innowacyjność 143 gospodarek świata za pomocą 84 wskaźników.

Miary budujące ten indeks dziela się na dwie podstawowe grupy:

  • czynniki kreowania innowacyjności (innovation input) – obejmujące instytucje, potencjał ludzki, teleinformatykę (ICT) i infrastrukturę, zaawansowanie rynku, zaawansowanie działalności biznesowej;
  • wyniki działalności innowacyjnej (innovation output) – zawierające wyniki działalności naukowej i efekty działalności twórczej.

Czołowe miejsca na liście światowych innowatorów mierzone indeksem GII od wielu lat zajmują Szwajcaria, Wielka Brytania, Szwecja, Finlandia, Holandia, USA, Singapur, Dania, Luksemburg, Chiny. Najwyższy indeks dla Szwajcarii wynosi 64,78 i jest ponad pięć razy wyższy od najniższego indeksu dla Sudanu.

Innowacyjność polskiej gospodarki

Polskiej gospodarce pomimo skumulowanej wysokiej dynamiki PKB w omawianych latach nie towarzyszy adekwatny wzrost jej innowacyjności. Analizy bazujące na GII sytuują Polskę na ostatnich miejscach list rankingowych w regionie.

W 2013 r. w Globalnym Rankingu Innowacyjności ze wskaźnikiem 40,1 Polska została sklasyfikowana na 45. miejscu, w 2012 r. zajmowała 44. miejsce. Z innych krajów UE tylko Rumunia miała gorszy rezultat, plasując się na 55. miejscu.

Na podstawie wskaźników odowiadających za kreowanie innowacji Polska zajęła 40. lokatę, wyprzedzając Wegry, Grecję, Słowację, Bułgarię i Rumunię. Natomiast w świetle drugiego kryterium – wyników działalności innowacyjnej – Polskę sklasyfikowano na 48. Miejscu. Gorszą pozycję miała tylko Grecja.

Metodyka GII pozwala również na dokonanie identyfikacji mocnych i słabych stron Polski w zakresie poszczególnych wskaźników innowacyjności. Zaawansowanie środowiska biznesowego, niska miara barier w handlu, relatywnie korzystne warunki uzyskania kredytu, a przede wszystkim liczba studentów – to nasze mocne strony innowacji.

Słabe strony gospodarki Polski w zakresie innowacyjności obejmują znikomy elektroniczny dostęp do usług publicznych, bardzo niską jakość infrastruktury publicznej (technologie ICT i infrastruktura), nieskuteczne prawo i duże obciążenie przepisami (instytucje), a także słabą skłonność do kooperacji w ramach klastrów (zaawansowanie środowiska biznesowego/ekosystem innowacji).

Przyjmując jako kryterium SII, za raportem Innovation Union Scoreboard podzielono kraje na cztery grupy:

  • liderów innowacji (innovation leaders) – kraje z indeksem powyżej 120 proc. średniego wskaźnika dla UE,
  • naśladowców doganiających (innovation followers) – kraje z SII mieszczącym się w przedziale od 90 proc. do 120 proc. średniego wskaźnika dla UE,
  • umiarkowanych innowatorów (moderate innovators) – kraje o indeksie przyjmującym wartości od 50 proc. do 90 proc. średniej jego wartości dla UE,
  • innowatorów o skromnych wynikach (modest innovators) – gdy sumaryczny wskaźnik innowacyjności wynosi poniżej 50 proc. średniego unijnego.

Polska została zaliczona do trzeciej grupy ze wskaźnikiem (odnoszonym do średniej wielkości unijnej) wynoszącym 56,4 w 2014 r. i 57,4 (średnio) w latach 2007-2014, przesuwając się z ostatniego na przedostatnie miejsce w grupie umiarkowanych innowatorów.

W latach 2007-2011 odnotowano wzrost indeksu, ale niestety zmiana ta nie miała trwałego charakteru. W 2012-2013 nastąpił wyraźny jego spadek, przy wzroście w roku następnym do poziomu 0,313(niższego od uzyskanego w 2011 r. poziomu 0,323).

Wykres obok pokazuje, że tylko w Rumunii skumulowana zmiana SII była ujemna. Różnica między najwyższym a najniższym skumulowanym wzrostem indeksu była prawie 15-krotna. Najwyższe SII charakteryzuje gospodarki Szwecji, Danii, Finlandii i Niemiec, a więc kraje najzamożniejsze. Najszybciej rozwijający się innowatorzy natomiast to Malta , Łotwa, Słowenia i Estonia – kraje korzystające z „renty zapóźnienia”. Indeks Szwecji w 2014 r. stanowił 90,1 proc. wskaźnika gospodarki Szwajcarii, która przoduje w rankingach światowych.

Analiza powyższych wskaźników pozwala wnioskować, że proces konwergencji ma różny przebieg w poszczególnych grupach innowatorów. W 2014 r. w stosunku do 2013 r. zaszły następujące zmiany:

  • w pierwszej grupie liczącej cztery państwa zmniejszyła się różnica między najwyższym a najniższym SII o 0,002. Był o jednak efekt jedynie obniżenia o 0,010 indeksu zajmującej pierwsze miejsce Szwecji;
  • w drugiej grupie zmniejszyła się liczba państw z 10 do 8 (Estonia i Cypr spadły do grupy trzeciej), przy jednoczesnym obniżeniu różnicy między skrajnymi indeksami o 0.032. Może to świadczyć o postępującym procesie konwergencji innowacyjności tych gospodarek;
  • w grupie umiarkowanych innowatorów różnica między najwyższym i najniższym SII wzrosła o 0,042, co można interpretować jako dekonwergencję;
  • w ostatniej grupie również odnotowano wzrost różnicy o 0,019 adekwatnych wskaźników, głównie z powodu obniżenia indeksu dla Bułgarii.

Choć relacja między najwyższym i najniższym SII w 2014 r. w porównaniu z 2007 r. zmniejszyła się, wynosząc odpowiednio 4,0 i 3,6, różnice w poziomach innowacyjności gospodarek unijnych są ciągle bardzo duże.

Wykres obok nie tylko potwierdza powoli przebiegający proces konwergencji na płaszczyźnie innowacyjności gospodarek unijnych, ale i jego związek z poziomem rozwoju danego kraju. Polska w omawianych latach odnotowała niewielki postęp, uzyskując gorsze wyniki w porównaniu nie tylko z takimi krajami jak Irlandia czy Niemcy, ale również Węgry oraz Estonia.

Nakłady sektora publicznego na B+R

Zgodnie z dokumentem strategicznym Komisji Europejskiej UE 2020 jednym z głównych celów Wspólnoty jest osiągnięcie w 2020 r. nakładów na działalność badawczo-rozwojową w stosunku do PKB na poziomie 3 proc. 1/3 nakładów na działalność B+R ma być finansowana z wydatków publicznych państw członkowskich, a 2/3 ze źródeł prywatnych.

Prognoza dla Polski, oparta na różnych wariantach przeznaczenia środków z funduszy strukturalnych w latach 2013-2020 określiła jako docelową wartość nakładów wewnętrznych na badania i prace rozwojowe (GERD) w relacji do PKB dla Polski na poziomie 1,7 proc., zakładając jednocześnie równy udział w finansowaniu sektorów publicznego i prywatnego.

GERD (z ang. Gross Domestic Expenditure on Research and Development) jest najważniejszą miarą nakładów na działalność badawczo-rozwojową. Według „Podręcznika Frascati” GERD obejmuje nakłady wewnętrzne ponoszone na badania i rozwój na terytorium danego kraju w konkretnym roku.

Według źródeł finansowania dzieli się je na pięć sektorów: nakłady jednostek rządowych (środki z budżetu państwa i budżetów jednostek samorządu terytorialnego), szkolnictwo wyższe, przedsiębiorstwa, prywatne instytucje niekomercyjne oraz zagranicę. W poszczególnych krajach udział tych sektorów jest bardzo różny. Działalność B+R jest finansowana w ramach działalności statutowej oraz poprzez granty, kontrakty i subsydia.

Do przedstawienia nakładów na B+R wykorzystuje się również GBOARD (Government Budget Outlays and Appropriations for Research and Developments). Dane GBOARD dotyczą roku, na który przewidziano środki budżetowe, GERD natomiast rejestruje rok faktycznego ich wydatkowania.

Środki publiczne determinują innowacyjność gospodarek bezpośrednio przez finansowanie działalności badawczo-rozwojowej i pośrednio przez nakłady na edukację, zdrowie, infrastrukturę, bezpieczeństwo. Potrzeba angażowania się państwa w tworzenie warunków rozwoju działalności badawczo-rozwojowej we współczesnym świecie – szczególnie w gospodarkach o niskim poziomie rozwoju – jest niepodważalna.

W 2014 r. maksymalny udział GERD w PKB w Finlandii był ośmiokrotnie wyższy niż w Rumunii, która miała najgorsze wyniki. W 2007 roku ta relacja była niższa i wynosiła sześciokrotność. W Polsce relacja ta w 2014 r. i 2007 r. odpowiednio przekraczała trzykrotność i sześciokrotność.

Poprawę odnotowano również w porównaniu ze średnimi nakładami wewnętrznymi w UE w dwóch krańcowych latach. O ile w 2007 r. był trzykrotnie niższy, to w 2014 r. udział nakładów wg GERD w proc. PKB był dwukrotnie niższy od średniego w UE.

Nakłady na badania i rozwój w Polsce istotnie wzrosły na przestrzeni ostatnich lat. Co więcej, nie odnotowano spadku ich udziału w PKB w latach kryzysu. Pomimo tych nakładów poziom wydatków na B+R jako proc. PKB pozostaje wciąż stosunkowo niski. W 2013 r. w Polsce odpowiadały one tylko 0,87 proc. a w 2014 r. 0,94 proc. PKB. Średnia wartość dla całej Unii wyniosła 2,03 proc. produktu krajowego.

Tymczasem europejscy liderzy innowacji przeznaczali na B+R znacząco więcej: 3,16 proc. PKB w przypadku Szwecji, 3,05 proc. w Danii, 2,87 proc. PKB w Niemczech, 2,99 proc. w Austrii. Reakcja GERD na kryzys w poszczególnych krajach była różna, ale w wiekszym stopniu dotknęła ona finansowanie B+R w krajach słabo rozwiniętych.

Nakłady wewnętrzne na działalność badawczą i rozwojową w Polsce w 2013 r. stanowiły 1,25 proc. nakładów wszystkich 28 krajów członkowskich Unii Europejskiej, zaś w 2014 r. – 1,37 proc. W latach 2013-2014 Polska zajmowała 20. pozycję wśród krajów Unii pod względem wielkości wskaźnika intensywności prac B+R. W 2013 r. był on dla Polski o 1,16 pkt proc. niższy niż dla całej wspólnoty, w 2014 r. natomiast o 1,09 pkt proc.

W 2014 r., podobnie jak w Polsce, GERD nie przekroczył poziomu 1 proc. na Cyprze i Malcie, w Rumunii, Bułgarii, Łotwie, Słowacji, Grecji i Chorwacji. Określony dla tego wskaźnika 3-proc. próg osiągnęły jedynie Finlandia, Szwecja oraz Dania (dane GUS).

W krajach o wyższym udziale GERD w PKB niższy jest udział nakładów rządowych. Zależność ta nie odnosiła się do drugiego źródła wydatków publicznych – szkolnictwa wyższego. Najwyższe i rosnące wydatki tego sektora (stanowiące w ostatnim badanym roku 4,1 proc. wydatków wg GERD) odnotowano w Hiszpanii. W Polsce odpowiednio udział szkolnictwa wyższego wynosił 2,2 proc. GERD i wahał się w poszczególnych latach od 6,7 proc.(2009 r.) do 0,2 proc. (2007 r.).

Bardziej adekwatną miarą służącą badaniu zróżnicowania nakładów na działalność badawczo-rozwojową między poszczególnymi krajami wydają się być środki na osobę.

Średni GERD na mieszkańca w kraju o najwyższych wydatkach na B+R w Unii Europejskiej w 2007 r. był 69 razy wyższy niż w kraju o nakładach najniższych, w 2014 roku relacja ta zmniejszył się do 49 razy.

Polska po przeliczeniu wartości nakładów wewnętrznych na działalność B+R na jednego mieszkańca w 2013 r. z kwotą 90,3 euro znajdowała się na 24. pozycji wśród krajów UE-28, w której średnia wartość nakładów wynosiła 542 euro. Odpowiednio w roku 2014 GERD na mieszkańca w Polsce wynosił 101,6 euro, a średnio w UE 560,1 euro.

O ile więc różnica między udziałem nakładów na B+R w PKB między Polską a wielkością średnią dla UE nie była tak rażąca (udział nakładów w Polsce był w 2014 r. 2,2 razy niższy niż w UE), o tyle ich wielkość mierzona w euro na osobę w ostatnim z badanych lat była aż 5,5 razy niższa od średniej unijnej.

Najwyższe – bo przekraczające ponad dwa razy średnie wartości unijne – wydatki publiczne według GERD na osobę ponoszone były w Danii i Szwecji. Przeszło trzynastokrotnie niższe natomiast w Bułgarii i około dziesięciokrotne w Rumunii. W Polsce wydatki te na osobę w porównaniu z UE były prawie czterokrotnie niższe, ale w stosunku do Danii relacja ta była już przeszło dziewięciokrotnie niższa.

Zgodnie z przyjętą przez Unię strategią stopniowo powinien wzrastać w finansowaniu B+R udział nakładów ze źródeł prywatnych, zmniejszać zaś publicznych. Tymczasem o ile jeszcze w 2007 r. środki publiczne na osobę w kraju o najwyższych nakładach były 27 razy większe niż w kraju o najniższych nakładach publicznych, o tyle w 2014 r. były one wyższe już 32 razy. Spadek nakładów publicznych na B+R na mieszkańca w okresie kryzysu odnotowano na Węgrzech, w Chorwacji i Rumunii. Wśród sześciu najzamożniejszych krajów jedynie w Irlandii.

W Polsce relacje te były odwrotne. Nakłady publiczne na osobę w kraju o najwyższych środkach były w 2007 r. prawie 11-krotnie wyższe niż w Polsce, natomiast w ostatnim badanym roku relacja ta zmniejszyła się o prawie dwa punkty.

Według źródeł finansowania nakłady na badania i rozwój w Polsce charakteryzuje stosunkowo duży, chociaż mający tendencję spadkową, udział w nich sektora rządowego. Jeszcze w 2000 r. nakłady sektora rządowego stanowiły 66,5 proc. nakładów wewnętrznych ogółem, szkolnictwa wyższego zaś 1,7 proc. W 2014 r. wynosiły odpowiednio 45,2 proc. i 2,2 proc. Wzrósł natomiast udział w GERD sektora przedsiębiorstw z 29,5 proc. w 2000 r. do 39 proc. w 2014 r. Łączne nakłady GERD w omawianym okresie wynosiły 90,5 mld zł, w tym udział nakładów publicznych stanowił 56 proc.

Wykres obok obrazuje dodatnią zależność między analizowanymi zmiennymi, której siła liczona przy wykorzystaniu współczynnika rang Spearmana okazała się bardzo wysoka. Dla krajów całej Unii wynosiła ona 0,91, a dla Europy Środkowo-Wschodniej 0,60.

Słabsza zależność między badanymi zmiennymi dla krajów, które wstąpiły do UE w 2004 roku i później, wynika między innymi z faktu, że efektywność wydatków B+R zależy od osiągniętego poziomu rozwoju mierzonego PKB na osobę. Potwierdzają to dane empiryczne krajów o najwyższym potencjale innowacyjności, takich jak Dania, Szwecja, Finlandia i Niemcy.

Ta wyższa stopa zwrotu z GERD mierzona PKB na osobę, przy wyższym poziomie rozwoju kraju jest oczywiście wynikiem odmiennych struktur gospodarek, strategii rozwojowych i bardzo wielu sprzężonych ze sobą zwrotnie czynników. Za jedną z przyczyn często uznaje się większy udziału środków prywatnych w nakładach na B+R w krajach o wyższym PKB na osobę, których alokacja może być efektywniejsza dzięki silniejszej motywacji oraz skuteczniejszym instrumentom ich pomiaru i kontroli. Tej argumentacji nie można nie uwzględniać, ale nie można jej przeceniać.

Wynik badania opartego na współczynniku Spearmana, w którym zmienną są całkowite nakłady wg GERD, jest bardzo zbliżony do siły zależności badanej tylko dla nakładów publicznych.

Większą wagę może mieć więc wyjaśnienie tej różnicy oparte na założeniu, że polityka władz publicznych w gospodarkach wysoko rozwiniętych jest z reguły bardziej proinnowacyjna. Ponadto przy wyższym poziomie rozwoju gospodarczego wydatki na działalność badawczo-rozwojową kierowane są z istoty rzeczy w większym stopniu na bardziej rentowne przedsięwzięcia.

Kapitał ludzki a innowacje

Znaczenie kapitału ludzkiego w procesach innowacyjnych jest wręcz nie do przecenienia. To on głównie decyduje o wydajności i efektywności wykorzystania wydatków na B+R zarówno rządowych, jak i prywatnych. W końcowym zaś efekcie także o stopie zwrotu z zainwestowanych w badania środków finansowych. Stąd też znaczenie czynnika ludzkiego uwzględniają wszystkie miary innowacyjności.

Badanie zależności oparte na współczynniku rang Spearmana wykazało występowanie bardzo silnej (mieszczącej się w najwyższym przedziale skali ocen) siły korelacji między SII a wydatkami publicznymi na edukację mierzonymi w euro na osobę w odniesieniu dla całej Wspólnoty.

Autorzy The Global Innovation Indeks posługują się benchmarkiem budżetów edukacyjnych, gdzie udział w wydatkach ogółem wynosi od 10 proc. we Francji, 12 proc. Wielkiej Brytanii i Holandii, 13 proc. w Szwecji, 16 proc. w Szwajcarii do 23 proc. w Singapurze.

W Polsce udział wydatków publicznych na edukację w wydatkach ogółem stanowi od 13,2 proc. w 2007 r. do 12,5 proc. w 2014 r., przy średnim w UE odpowiednio 10,9 proc. i 10,2 proc. Końcowy efekt procesu edukacyjnego jest jednak zdeterminowany czynnikami nie tylko natury finansowej i zwiększania nakładów prywatnych. Ważna jest jakość kształcenia, uwarunkowania polityczne, historyczne, tradycja, predyspozycje osobiste, skłonność do rywalizacji, umiejętność komunikowania , uczenia się na błędach i wiele innych.

Jednak wobec wspomnianej wcześniej zależności między nakładami na edukację i syntetycznym indeksem innowacyjności zmniejszanie nakładów publicznych na edukację nie znajduje uzasadnienia, jest wręcz szkodliwe z perspektywy zrównoważonego rozwoju.

W szczególny i niepodważalny sposób produktywność gospodarki i szeroko pojętą jakość życia determinują nakłady na opiekę zdrowotną. Wykorzystując współczynnik rang Spearmana przeprowadzono badanie między SII a nakładami publicznymi na zdrowie. Potwierdziło ono wysoki stopień dodatniej istotności między tymi zmiennymi: im większe nakłady tym wyższy SII. Udział nakładów na zdrowie wynosił w Polsce od 10,4 proc. 2007 r do 10,9 proc. w 2014 r. wydatków publicznych ogółem, przy średnim ich udziale w UE odpowiednio 14,5 proc. i 14,8 proc.. Dla innowacyjności i konkurencyjności gospodarki znaczenie ma więc nie tylko wysokość nakładów publicznych, ale i ich struktura.

Podsumowane

Przeprowadzone badanie jest dalekie od kompletności, upoważnia jednak do następujących wniosków:

  • Badanie oparte na współczynniku Spearmana wykazało występowanie silnej korelacji dodatniej między SII a PKB w PPS na osobę oraz między nakładami GERD a PKB w PPS na osobę.
  • Polska z nieznacznie wyższym wskaźnikiem w 2014, w porównaniu z 2013 r. znajduje się w gronie tzw. umiarkowanych innowatorów, przesuwając się z miejsca ostatniego na przedostatnie.
  • Pod względem skumulowanego wzrostu SII w latach 2007-2014 Polska uplasowała się dopiero na 18 miejscu.
  • Nakłady na B+R pomimo wzrostu są nadal zbyt niskie. Wielkość ich mierzona w euro na osobę w 2014 r była w Polsce 5,5 razy niższa od średniej unijnej, podczas gdy PKB na osobę jest 2,6 razy niższe.
  • Zgodnie z przyjętymi założeniami szybciej wzrastają wydatki sektora przedsiębiorstw, chociaż ciągle w finansowaniu B+R największy udział ma sektor rządowy.
  • Nakładom według GERD w latach 2007-2014 w wysokości 90,5 mld zł, z czego 56 proc. stanowiły środki publiczne, odpowiadał skumulowany wzrost SII zaledwie o 0,050. Niższa stopa zwrotu z tych nakładów jest wynikiem splotu wielu czynników od historycznych, politycznych po psychologiczne. Szczególną rolę w tym procesie odgrywa jednak struktura gospodarki, przyjęty model jej rozwoju oraz szeroko pojęta jakość potencjału ludzkiego.
  • Aby uniknąć pułapki „wzrostu zadłużenia” oraz „ pełzającego wzrostu gospodarczego” konieczne jest wyniesienie do najwyższej rangi porównywalnej z „Programem 500+” problemu innowacyjności i konkurencyjności gospodarki oraz przyjęcie „Programu Innowacyjność +”.

Dr hab. prof. nadzw. Wiesława Ziółkowska jest wykładowcą w Instytucie Finansów Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. Publikacja została przygotowana na Konferencję Katedr Finansów 2016, która zaczyna się jutro w Łodzi. 

Bibliografia:

  • Balcerowicz E., Wziątek-Kubiak A., Determinanty rozwoju innowacyjności firm w kontekście poziomu wykształcenia pracowników, CASE, Warszawa 2009 r.
  • Francik A., Pocztowski A., Procesy innowacyjne, Akademia Ekonomiczna w Krakowie, Kraków 1991r.
  • Gordecki T., Gorzelak G., Górniak J., Hausner J., Mazur S., Szlachta J., Zalewski J., Kurs na innowacje, Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu?, Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej, Kraków 2012;
  • Innovation Union Scoreboard 2015 [http://ec.europa.eu/growth/industry/innovation/facts-figures/scoreboards/files/ius-2015_en.pdf; 2016-04-08]
  • Nauka i technika w 2014 r., Urząd Statystyczny w Szczecinie, Warszawa 2015 r.
  • Piekut M., Działalność B+R czynnikiem rozwoju przedsiębiorstw, Kwartalnik Nauk o Przedsiębiorstwie, 3(20), SGH, Warszawa 2011;
  • Podręcznik Frascati. Proponowane Procedury standardowe dla badań statystycznych w zakresie działalności badawczo-rozwojowej, OECD 2002;
  • Poznańska K., Uwarunkowania innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw, Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 1998;
  • Raport o inflacji, Narodowy Bank Polski, Warszawa, marzec 2016;
  • The Global Innovation Index 2014, The Human Factor in Innovation, Cornell University, INSEAD, WIPO, https://www.globalinnovationindex.org/userfiles/file/reportpdf/GII-2014-v5.pdf [20.11.2014];
  • Wołodkiewicz-Donimirski Z., Innowacyjność polskiej gospodarki na tle międzynarodowym, Studia Biura Analiz Sejmowych, nr 1(25) 2011, Warszawa 2011.

Tagi


  • Mateusz Machaj pisze:

    Problem w tym, że te tak zwane „wydatki na B+R” wcale nie korelują się z większym wzrostem. Pomijam już, że „wydatki na B+R” a autentyczna innowacyjność to inne rzeczy. Można być bardzo innowacyjnym, a praktycznie nic nie wydawać na B+R. I odwrotnie.

  • Witold Kwaśnicki pisze:

    Który to już raz czytam tego typu dywagacje? Powtarzając to samo w kółko, narzekając,że małe nakłady na B+R, że nisko w rankingach innowacyjności, że należy zainicjować kolejny program poprawy innowacyjności (oczywiści z dodatkiem ‚+’; cokolwiek by to znaczyło), że, … – niczego się nie poprawi. Szkoda papieru, szkoda czasu tych ludzi, którzy zainteresowani tytułem czytają tego typu gadaninę. Innowacyjności nie da się zadekretować.
    Recepta na poprawę innowacyjności jest bardzo prosta, ale chyba zbyt prosta dla tzw. intelektualistów i tzw. polityków by ja zrozumieli i wprowadzili w życie.
    Dziwię się redakcji OF, że publikuje takiej jakości artykuły.

  • Redakcja OF pisze:

    Panie Profesorze, praca wyszła spod ręki ekonomistki prof. Wiesławy Ziółkowskiej. Powstała z myślą o Kongresie Katedr Finansów, który zaczyna się jutro w Łodzi. To będzie chyba dobre miejsce i czas by ekonomiści w swoim gronie dyskutowali wzajemnie o ważnych zagadnieniach, w tym o pracy naukowej. Nie jest powinnością redakcji oceniać pracę ekonomistów-naukowców lecz jedynie przedstawiać ich stanowiska i opinie. Łączymy pozdrowienia
    Redakcja OF

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    @”Witold Kwaśnicki” >>>>> Recepta na poprawę innowacyjności jest bardzo prosta, ale chyba zbyt prosta dla tzw. intelektualistów i tzw. polityków by ja zrozumieli i wprowadzili w życie. <<<<< Świetnie, ale pańskie zdanie jest puste treściowo – czysta propaganda. Jeżeli ta pańska recepta jest tak prosta, jak pan głosi, to proszę ją w skrócie opisać.

  • Witold Kwaśnicki pisze:

    Szanowny Panie (Pani?) Tezcatlipoca2016. Trudno wymagać bym w krótkim komentarzu do artykułu opisywał to, ale jeśli Pan chce to bardzo proszę. To nie jest ‘pusta treściowo, czysta propaganda’. Może Pan znaleźć wiele publikacji na ten temat. Będąc złośliwym trochę w Pana/Pani stylu, mogę napisać: ‘trzeba tylko wykazać się kreatywnością’.
    Tak na początek mogę polecić Panu mój krótki artykulik pt. ‘Innowacyjności nie da się zadekretować’ opublikowany w Teraz Polska, 2/2015, a dostępny np. pod: http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl/todownload/WKInnowacyjnoscDekretowanie.pdf .
    Napisałem tam m.in.: „Jedyną szansą na to jest radykalna zmiana myślenia i zmiana stylu działania przywódców europejskich. Unia Europejska jest chora i wymaga radykalnej terapii w stylu dokonanym przez Ludwiga Erharda w Niemczech w 1948 roku (oraz podobnej terapii dokonanej w Polsce w 1990 roku, niestety po kilku latach w dużym stopniu zaniechanej). To czego brak Europie to brak kreatywności (ale nie tylko tej naukowej), która związana jest ze swobodą twórczą, a ta związana jest nie tyle z intelektem, wymuszaniem działań, ale z tym co Carl Jung nazywa „instynktem zabawy”. Jak pisał Carl Jung (1875-1961): „Stworzenia czegoś nowego nie zawdzięczamy intelektowi, lecz instynktowi zabawy, który bierze się z wewnętrznej potrzeby. Twórczy umysł bawi się obiektami, które uwielbia.”
    Często przytaczana jest opowieść jak to Aleksander Wielki odwiedził Diogenesa i zapytał, co może dla niego zrobić, a słynny nauczyciel odpowiedział: „Nie zasłaniać mi światła”. Podobnie można byłoby poprosić biurokratów z UE, by starając się stymulować rozwój innowacyjności, sprzyjali kreatywności po prostu „nie zasłaniając światła”. … Kreatywności nie uzyska się ‘pompując’ pieniądze w sektor badań, ale stwarzając warunki swobody twórczej. … Remedium na zapóźnienie innowacyjne Europy nie trzeba szukać tam gdzie się zwykle go szuka, tzn. w samym procesie badawczo-rozwojowym, ale całkiem gdzie indziej. Takim fundamentalnym warunkiem jest uzdrowienie finansów publicznych, szybkie i efektywne wprowadzenie mechanizmów rynkowych i zagwarantowanie wysokiej konkurencji we wszystkich sferach aktywności gospodarczej, a zwłaszcza w sferze usług (które już obecnie wytwarzają ok. 70% PKB UE), reformy systemu podatkowego i systemu socjalnego (tak by obniżyć wyraźnie koszty pracy i pobudzić działalność inwestycyjną i innowacyjną firm prywatnych, jak i każdego mieszkańca Europy).”
    Pozdrawiam serdecznie. WK

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    @”Witold Kwaśnicki” Dziękuję za opis. Zgadzam się całkowicie z diagnozą przyczyn (biurokracja, przeregulowanie, formalizm, wioski potiomkinowskie w nauce – przykładem właśnie zdychające wrocławskie EIT+), aczkolwiek już propozycje rozwiązań, które Pan proponuje są dość dyskusyjne. Swobody twórczej nie praktycznie nigdzie poza najbogatszymi państwami, a i to tylko w niektórych enklawach. Tym bardziej ciekawi mnie, jakie będą skutki zmian proponowanych przez Gowina w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego, bo na razie przecieki świadczą raczej o ruchach pozornych i utrwalaniu dominacji obecnych „dominatorów” (UW i UJ), którzy pomimo zagarnięcia 58% krajowych środków badawczych właśnie się osunęli w rankingu szanghajskim. Z kolei przemysłowe R&D krajowe praktycznie nie istnieje poza nielicznymi wyjątkami (PESA/NEWAG/Solaris, być może coś z obszaru produkcji wojskowej), bo inwestycje zagraniczne to typowe montownie lub centra outsourcingowo/usługowe, czyli coś co można zwinąć i przenieść poza Polskę w miesiąc lub dwa.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▐▐Bez uwolnienia gospodarki od biurokratyczno–legislacyjno–polityczno–korupcyjnej patologii _ż_a_d_n_e_j_ _i_n_n_o_w_a_c_y_j_n_o_ś_c_i_ _n_i_e_ _b_ę_d_z_i_e_ — koszty i zniszczenia tkanki społecznej daleko większe, niż wszystkie możliwe potencjalne zyski razem wzięte — nieprzypadkiem na dłuższą metę nigdy się to nie udało w całej historii ludzkości (najdłuższymi uzyskanymi przykładami były wyłącznie gospodarki wojenne — do czasu załamania społecznego na skraju rewolucji i dziesięcioleci płacenia za to rachunków). Chyba wymowne, co nie?

    Tu trzeba wejść w mentacką nadświadomość zrozumienia sytuacji (do czego — niestety — konieczna jest znajomość licznych najdrobniejszych faktów z przeszłości w sposób pozbawiony ideologicznych filtrów oraz umiejętność ich chłodnej analizy — bez chciejstwa z góry preferowanego wyniku).

    .

    Jak już kiedyś zebrałem garść oczywistości (na pewnym poziomie rozumienia rzeczywistości) — kluczowe czynniki rozwoju innowacyjności (praktycznie żaden niedostępny państwu i jego urzędnikom):

    ▐▐1. Rynkowy przymus powodowany dotarciem do granic wzrostu znacznie tańszymi i bardziej niezawodnymi metodami — przynależność do rynkowej czołówki światowej.

    ▐▐2. Zgoda na ponoszenie ogromnego ryzyka.

    ▐▐3. Wolność myślenia i podejmowania nieskrępowanych decyzji.

    ▐▐4. Myślenie wyłącznie potrzebami rynku.

    ▐▐5. Zapas czasu/stabilności otoczenia (polityczno-prawna niestabilność otoczenia makroekonomicznego jest odpowiednikiem oczekiwania, że biznes będzie generował innowacje rozwiązujące problemy stwarzane np. przez pogodę wyłącznie dzisiejszego dnia. Podobnie niestabilność makroekonomiczna generuje wyłącznie „biznesy 5-minutowe”, działające na zasadzie: „natychmiastowy zysk i w nogi!” (żadnych inwestycji! żadnych innowacji! [a państwowe „innowacje”, w tak zmiennym otoczeniu i przy całej swojej nieefektywności są z góry pieniędzmi wyrzuconymi w błoto]).

    ▐▐6. Kryterium pierwszeństwa i kryterium czasu — całkowicie nieosiągalne w logice działań administracyjnych.

    ▐▐7. Specjalistyczna wiedza dostępna jedynie liderom rynku.

    ▐▐8. Bezpieczeństwo prawne ochrony innowacji — koszt, szybkość i skuteczność jej egzekucji (w sądzie i przez komorników).

    ▐▐9. Kapitał (wolna nadwyżka pozostająca po wykorzystaniu bardziej wydajnych możliwości).

    ▐▐10. Najniższe możliwe koszty transakcyjne innowacyjności (rozliczanie pomocy publicznej „na innowacyjność” kosztujące mniej więcej tyle, co cała „pomoc” ═ środki pochodzące z autentycznego niszczenia przedsiębiorczości i prawdziwej innowacyjności przeznaczane na obsługę transferów publicznych jedynie imitujących realne działania).

    ▐▐11. Synergia wolnej kooperacji umysłów ludzkich ═ wolność turbo–rozwoju ośrodków miejskich═>uniwersyteckich/badawczych — „intelektualnych wież” i otaczającej je przedsiębiorczości oraz tkanki obsługującej (czyli zaprzeczenie wszelkiej socjalistycznej ideologii „zrównoważonego rozwoju”, „równania szans edukacyjnych”, „walki z wykluczeniem”, „przypisywaniem chłopa do ziemi”, „przypisywaniem niewolnika do wynajmu państwowego mieszkania” itp. ograniczeń wolności).

    ▐▐12. Edukacja kształcąca wszystkich do granic ich własnych indywidualnych możliwości — czyli bez socjalistycznej ideologii równości, za to kształcąca m.in. elity intelektualne jak sportowców — tak wysoko, jak to tylko możliwe.

    ▐▐13. Kreatywne myślenie (obce 95+% urzędników) i tu np. taki wymowny komentarz widziany od wewnątrz: — „Szanowni Państwo, jestem urzędnikiem. Jeżeli państwo zacznie działać dla «dobra» gospodarki to oznacza, że urzędnicy będą działać dla «dobra» gospodarki. Jeżeli ktoś ma smykałkę do biznesu to zostaje przedsiębiorcą, a nie urzędnikiem — 95 % ludzi z mojej grupy zawodowej nie jest kreatywnych. Jeżeli chcecie oddać sterowanie gospodarką w ręce urzędników i polityków to doprowadzicie Polskę do ruiny.”

    .

    .

    .

    ▐▐BTW_1: Wszystkie syntetyczne indeksy ulegają bardzo łatwej manipulacji (chyba szczytem zafałszowania, w dodatku za rekordowo duże pieniądze, są ideologiczne wskaźniki ONZ — kolejny gwóźdź do trumny biurokratycznego molocha), a przynajmniej mimowolnemu zafałszowaniu podczas ich konstruowania lub przynajmniej błędnej interpretacji na którymś z kolejnych etapów „tłumaczenia” z powrotem na język konkretów — ale nawet tutaj zwróciłbym uwagę na kolejne przebicie się niepodrabialnej meta–prawdy o rzeczywistości spod nakładanych na nią pokładów zagregowanych statystyk:

    ● Jedną z wielce wymownych informacji jest porównanie stosunku nakładów R&D prywatnych do publicznych i odniesienie ich do realnej innowacyjności, realnego poziomu rozwoju oraz realnych perspektyw na przyszłość.

    Na podstawie tylko tego jednego stosunku możnaby stworzyć macierz, która pokazałaby kraje w czterech specyficznych stanach oraz warianty pośrednie: przewagę prywatnych nakładów R&D, przewagę nakładów publicznych, na wysokim i na niskim ich poziomie. Tylko kraje z przewagą nakładów prywatnych mają w miarę zdrowe gospodarki, przy czym te mające nakłady na niskim poziomie rozwijają się skromnie, ale zdrowo — na swoją miarę. Za to kraje z nakładami publicznymi najbardziej górującymi nad prywatnymi są na różnym etapie patologizacji rozwoju, jeśli nawet wzrostu, to chorego, krótkotrwałego, a niedoścignionym ideałem jest tu ZSRR w okresie przymusowej industrializacji.

    .

    ▐▐BTW_2: „Autorzy The Global Innovation Indeks posługują się benchmarkiem budżetów edukacyjnych, gdzie udział w wydatkach ogółem […]”

    Jeśli jest to udział w wydatkach publicznych, to właśnie mamy klasyczny przykład zafałszowywania analizy sytuacji przy pomocy syntetycznych indeksów — struktury budżetów mogą się krańcowo różnić w zależności od lokalnej polityki, stąd (gdyby tak właśnie było to mierzone) % udział wydatków edukacyjnych w wydatkach publicznych byłby mocno zmienną pochodną ogólnej polityki.

    .

    ▐▐BTW_3: „W szczególny i niepodważalny sposób produktywność gospodarki i szeroko pojętą jakość życia determinują nakłady na opiekę zdrowotną.”

    Kolejny przykład fałszu wynikający z operowania na zbyt zagregowanych statystykach — stawianie wozu przed koniem i twierdzenie: — To wóz ciągnie konia.

    I tylko kolejne potwierdzenie patologicznego rozwoju projektowanego przez urzędników — każdy ma prawo do błędu, ale tylko urzędnik ani nie ma motywacji, by tego błędu za żadne skarby nie popełnić, ani nie odpowiada za konsekwencje jego popełnienia, a w dodatku nagradzany jest wg zupełnie innych mechanizmów, nierzadko całkowicie sprzecznych z werbalnie deklarowanymi celami (co nb. jeszcze bardziej patologizuje sytuację, gdyż doprowadza umysły urzędników do stanu notorycznego dwójmyślenia: co innego mówić, co innego myśleć, co innego robić publicznie, a jeszcze co innego robić dyskretnie — 100% możliwej do uzyskania paranoi, całkowicie sprzecznej z maksymalizacją efektywności ludzkich działań).

    .

    ▐▐BTW_4: Samo hasło „zrównoważony rozwój” jest ideologicznym kluczem–wytrychem służącym do fałszowania odbioru rzeczywistości (proponuję przenieść termin na grunt sportu, gdzie zawodnicy będą najbardziej chwaleni za uzyskiwanie „zrównoważonych wyników” — w żadnym razie nie za wysokich).

    To egzystencjalny strach biurokratów przed walcem turbo–rozwoju (bo likwidującym nieefektywne dolce vita na cudzy koszt [„Państwo to wielka fikcja, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych” — Frédéric Bastiat]), a który może zapewnić jedynie prawdziwa wolność gospodarcza.

  • Aleksander Piński pisze:

    Chiny w eksporcie zaawansowanych technologicznie produktów dorównują krajom trzykrotnie od nich bogatszym. Nie osiągnięto tego niską biurokracją i wolnym rynkiem tylko polityką państwa nastawioną na przejmowanie przez chińskie firmy zachodnich technologii. Aż do początku lat 90. rynek chiński był chroniony przez szereg barier celnych i pozacelnych. Chińczycy stworzyli też specjalne strefy ekonomiczne, do których zagraniczne firmy mogły sprowadzać bez cła maszyny i surowce potrzebne do produkcji, jednak wszystko, co tam wyprodukowano, musiało pójść na eksport (by nie konkurowało w kraju z produktami chińskich firm, które nie były jeszcze przygotowane na konkurencję). Co więcej, najczęściej warunkiem uruchomienia zakładu w Chinach było stworzenie joint venture z chińskim partnerem i zamawianie części u chińskich podwykonawców. Na przykład w wypadku produkcji samochodów wymagano, by przez trzy lata 70 proc. części pochodziło od chińskich dostawców. To zmuszało zagraniczne firmy do ścisłej współpracy z chińskimi kooperantami i pilnowania, by ich produkcja spełniała zachodnie normy jakości (w ten sposób Chińczycy pozyskiwali technologię i know-how). Eamonn Fingleton w książce ,,In the Jaws of the Dragon’’(W paszczy smoka) opisuje, że amerykańskie firmy często godziły się płacić za pracę chińskiego robotnika kilkakrotnie więcej od zwyczajowej stawki, przy czym różnica była zabierana przez chińskiego partnera w joint venture. Gordon Fairclough z ,,The Wall Street Journal’’ sugerował w 2007 r., że dotyczyło to nawet amerykańskiego potentata motoryzacyjnego General Mootors. W efekcie jego chiński partner, Shanghai Automotive Industry Corporation, z którym GM przez dekadę produkował w Chinach Buicki, rozpoczął produkcję własnych aut, korzystając z kapitału i know-how amerykańskiej firmy. Również Boeing i Airbus musiały przekazać swoje kluczowe technologie chińskim firmom, dzięki czemu Chiny zamierzają do 2020r. wyprodukować własny samolot pasażerski, konkurencyjny wobec amerykańskiego i europejskiego. Integralną częścią chińskiej strategii szybkiego awansu technologicznego jest pozorowanie starań w celu ochrony własności intelektualnej, tak by chińskie firmy bez obawy przed karami mogły kopiować zachodnie rozwiązania i się na nich uczyć (podobnie postępowali w XIX w. m.in. Szwajcarzy i Holendrzy, masowo przejmując bez opłat opatentowane technologie z innych krajów).

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    @Aleksander Piński:

    (Nie komentuję tu zalet samej autonomiczności polityki chińskiej, bo to historia co najmniej na książkę, a nie na komentarz bez możliwości jakiegokolwiek zniuansowania — my trzy kroki w przód, dwa w tył wciąż przełamujemy dziedzictwo trzystu lat kolonializmu przez naszych sąsiadów pocz. XVIII w. — koniec XX w.: fizycznej eksterminacji elit, kultury i świadomości oraz postkolonialnej kontynuacji systemu zależności: radzieccy komuniści => eurokomuniści => „euroentuzjaści”).

    .

    ChRL w +99% uzyskała pseudoinnowacyjność będącą efektem wykorzystania renty zacofania — gospodarczego doprowadzenia kraju przez wdrożenie ideologii komunistycznej do poziomu XIX wieku, społecznego do etapu niewolnictwa (pełna kontrola ruchu ludności, sztuczne sprowadzenie płac do poziomu niewolniczego, dewastacja kapitału społecznego, historycznej kultury i cywilizacji, atomizacja jednostek) przy jednoczesnej udanej realizacji głównego celu ideologii komunistycznej: konsolidacji pełni władzy i przechwycenia 99% własności znajdującej się w kraju.

    To był punkt wyjścia, który pozwolił na odgórnie sterowany proces pogoni za światem — korzystając z dawno sprawdzonych przez innych rozwiązań oraz posiadania przez kilka pokoleń niemal miliarda faktycznych niewolników.

    W tym świetle efekty uzyskane przez ChRL są wręcz żałosne (a już szczególnie po podzieleniu przez 1,4 miliarda aktualnych obywateli, doliczeniu 100+ milionów ofiar śmiertelnych [a to tylko mała część wszystkich skutków ubocznych procesu dochodzenia do tego „sukcesu”], i ew. jeszcze więcej przymusowych aborcji — to też są jakieś koszty).

    Proszę zwrócić uwagę, że mając tak ułatwione zadanie (wystarczyło odejść od lewicowej ideologii, by XIX–wieczna gospodarka w II. połowie XX w. ruszyła z kopyta powoli nadrabiając dystans), to otwarte pozostaje pytanie, czy słuszne jest nieco szybsze nadrabianie tego dystansu metodami wojskowymi (i gospodarki quasi wojennej) przez krótki czas, co po dziesięcioleciach prowadzi do nagromadzenia rozwojowych patologii (zwanych obecnie równie modnie co bezsensownie „pułapką średniego rozwoju” [sportowiec spędzający życie na kanapie w fast–foodzie też oczywiście wpada w „pułapkę średnich wyników”]), czy lepiej rozwijać się minimalnie wolniej na starcie, ale za to od razu na tyle zdrowymi metodami, że zagwarantują one stworzenie równie zdrowych podstaw do dalszego rozwoju — szybkiego (i coraz szybszego!) w okresie gonienia dalekiej czołówki i wolniejszego (ale i tak najszybszego w tym gronie!) w czasie liderowania, bo obciążonego kosztami szukania nowych dróg.

    W gospodarce sterowanej, a w szczególności typu wojennego _z_a_w_s_z_e_ _n_a_l_e_ż_y_ _p_a_m_i_ę_t_a_ć_ _o_ _k_o_s_z_t_a_c_h_ (w tym także o kosztach alternatywnych). Stworzono jedną innowację? ( „Chiny zamierzają do 2020r. wyprodukować własny samolot pasażerski, konkurencyjny wobec amerykańskiego i europejskiego” :) Tak, ale tym samym zniszczono trzy inne, i to bardziej odpowiadające potrzebom rynkowym, czyli autentycznemu popytowi i pieniądzom płynącym z rynku — to jest prawdziwy koszt alternatywny: ujemny (mniej niż zero) wynik w bilansie strat i zysków innowacyjności.

    Taka jest już jednak ułomność natury ludzkiej, że dostrzegamy wyłącznie konkret w garści („innowacja”, czy choćby „dawany” przez rząd swoim wyborcom socjal), a oczywiście nie dostrzegamy rzeczy, które się właśnie przez to nigdy nie wydarzyły (tak jak zdecydowanie zbyt łatwo przełykamy drobne, rozproszone wzrosty fiskalizmu państwa i metodą powoli gotowanej żaby nie wiemy kiedy powiedzieć: — „Dość!” I faktycznie wyjść na ulicę i batami przegonić taki rząd, wcześniej taplając go w smole i pierzu…).

    Proszę nigdy nie zapominać o tej ułomności ludzkich umysłów, a od razu wykonamy gigantyczny skok na drodze rozumienia prawdziwej rzeczywistości społecznej — takiej, jaka jest ona naprawdę, a nie tej widzianej i opisywanej przez okulary zbiorowej halucynacji narzucanej nam przez psychologię tłumu — rzeczywistości jest zupełnie obojętne, co my sobie o niej myślimy, ale już stopień naszego zbliżenia do prawdy o otaczającej nas rzeczywistości ma dla nas znaczenie absolutnie _f_u_n_d_a_m_e_n_t_a_l_n_e_.

    .

    .

    .

    A jest to szczególnie aktualne w czasach, gdy zmienia się wręcz cały paradygmat (i tym usilniej powinniśmy zmieniać wciąż pokutujące stare myślenie) — odchodzimy już od prostej produkcji masowej („stal się leje, moc truchleje, na kombajnie chłop się szkoli”), nad którą mógł wciąż jeszcze jako–tako zapanować urzędnik–nadzorca faktycznych niewolników, a przechodzimy do burzliwych procesów błyskawicznie dekonstruujących nawet najbardziej „rewelacyjne” rozwiązania dnia wczorajszego (samochodziki elektryczne i milion innych przykładów) — nad którymi problem zapanować mają najwięksi specjaliści — liderzy w branży, natomiast urzędnicza procedura w ogóle nie jest w stanie całościowo ich ogarnąć „in-time” w jakikolwiek możliwy sposób (a co jest absolutnie kluczowe, inaczej dziś będziemy wchodzić z produkcją odtwarzaczy mp3, dyskietek i pagerów).

    W nowych czasach interwencjonizm w starym stylu zapewne będzie szczególnie szybko tracić na efektywności — klastry wieloprocesorowe w chmurze z elementami samoskalującej się sztucznej inteligencji kontra suwak logarytmiczny i odgórne zarządzanie masami ludzkimi szefostwa KC KPCh, ich uczniów z Polski (Morawiecki, Jackiewicz i wielu, wielu innych…) oraz pozostałego wianuszka etatystów.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    „W nowych czasach interwencjonizm w starym stylu zapewne będzie szczególnie szybko tracić na efektywności — klastry wieloprocesorowe w chmurze z elementami samoskalującej się sztucznej inteligencji sterującej dynamicznie przydzielaną do popytu armią automatów kontra suwak logarytmiczny i odgórne sterowanie masami ludzkimi szefostwa KC KPCh, ich uczniów z Polski (Morawiecki, Jackowski i wielu, wielu innych…) oraz pozostałego wianuszka etatystów.”

    .

    ▌▌Oczywiście Jackiewicz — efekt pisania komentarza z niemal równoczesnym tagowaniem muzyki… :) Ale oczywiście także Gróbarczyk, czy Gowin — bo nie ma co kryć po znajomości — imię etatystów jest: Milijon…

    .

    ▌▌A może przypomnę tu mój postulat — niech wszyscy kandydaci do rozkosznego kierowania gospodarką cudzym kosztem najpierw pokażą, że co najmniej znają i rozumieją gospodarkę w stopniu, który pozwala im przewidywać przyszłość na przynajmniej kilka lat do przodu — np. typując kursy akcji, sprzedaż tabletów, czysty zysk Tesla Motors ze sprzedaży samochodzików elektrycznych, ceny ropy, itp. wskaźników?

    Dopiero gdy udowodnią tę jedną — drobną przecież rzecz, będzie można zacząć rozważać, czy mają też jakieś szczególnie korzystne rozwiązania do zaproponowania.

    W innym przypadku niech jak najszybciej znikają z oczu — uzurpatorzy i oszuści!

    .

    .

    .

    ▌▌„Chiny zamierzają do 2020r. wyprodukować własny samolot pasażerski, konkurencyjny wobec amerykańskiego i europejskiego”

    „A gdyby tu było przedszkole w przyszłości… i wasz synek mały przechodził… Eee, w przyszłości. A gdyby tu było nagle przedszkole w przyszłości i wasz synek mały tędy przechodził w przyszłości, którego jeszcze nie macie, więc nie mówcie mi, że siedzi z tyłu!”

    Przypomnę, że niedościgniona gospodarka ZSRR również produkowała własne samoloty pasażerskie (i to wcale nie w przyszłości). Konkurencyjne, a jakże (a nawet jeden, Tu–154, nam sprzedali, sami serwisowali, sami nakierowywali…). Powtórzę: jeśli ma to być czołowe osiągnięcie (w przyszłości) ni mniej, ni więcej, jak _1_/_5_ _c_a_ł_e_j_ _l_u_d_z_k_o_ś_c_i_, to jest to _ż_a_ł_o_s_n_y_ _w_y_n_i_k_!_ Udane (w przyszłości) skopiowanie jednego z miliona osiągnięć wolnego rynku (które zapewne z chwilą skopiowania będzie już przestarzałe) — świadczy wyłącznie o skrajnej nieefektywności odgórnego sterowania gospodarką — szczególnie właśnie w obszarze innowacyjności: „radziecki wynalazek — u Niemca na strychu”.

    Głoszącym hasła powrotu państwa do gospodarki wciąż śni się po nocach powrót do „złotych czasów PRL” i geniuszu innowacyjności tamtych czasów. Marzenia należy wypełniać treścią:

    ▌▌„Zakłady radiowe ‘Unimor’ w Gdańsku otrzymały do skopiowania amerykańską radiostację sprzed 15 lat ze strąconego w Wietnamie samolotu. Radiostacja przywędrowała via ZSRR.” — „Solidarność Gdańsk” nr 108, 1984.

    ▌▌„PAP doniosła 1 II 1987 r., że będą wreszcie igły do strzykawek: zastosowanie w igłach jednorazowego użytku nasadek aluminiowych pozwoli na ich 4–krotną resterylizację” — „SI SKN” nr 42, 1987.

    ▌▌„Nowy szyb w KWK Sośnica zbudowano wg nowatorskiego projektu: przekrój zamiast kwadratowego — jajowaty. Najpierw wypłacono wysokie premie za projekt i wdrożenie, potem dopiero stwierdzono, że szyb nie nadaje się do eksploatacji, gdyż nie sposób wywozić nim wózków. Przystosowanie szybu potrwa kolejne dwa lata” — „AiS” nr 18, 1984.

    ▌▌„W Krakowie na ulicach pojawiły się autobusy, w których brakujące szyby zastąpiono solidną, cynkowaną blachą.” — Tygodnik Mazowsze nr 78, 1984.

    ▌▌„W sklepach „Pewexu” pojawił się wreszcie krajowy papier toaletowy — po 30 centów rolka.” — Głos Łodzi” nr 46/1987.

    .

    .

    .

    ▌▌Niestety — dominujący dziś „mentalny PRL” sam jest właśnie produktem (kosztem!) epoki wysokiego interwencjonizmu (tak jak sam ostry interwencjonizm jest ponoszonym przez pokolenia bezpośrednim kosztem wojny i mechanizmów gospodarki wojennej oraz będącej jej konsekwencją militaryzacji gospodarki [to nb. jeszcze jedna odpowiedź na absurd niektórych keynesistów rojących o „gospodarczych pożytkach płynących z wojny”] — bardzo ładnie ten trend widać na wykresach) — zniszczono nie tylko gospodarkę, ale i umysły fałszując na masową skalę dzięki mediom, wzorcom pop–kultury i szkolnictwu samo postrzeganie rzeczywistości przez miliony — nieustannie wzmacniając sposób jednostronnego filtrowania sygnałów płynących z rzeczywistości, a wygaszając konkurencyjne (sama państwowa szkoła nastawiona na utrwalanie ekonomicznej nieefektywności, prowadzona przez nauczycieli przyzwyczajonych do życia cudzym kosztem [„najbardziej niepotrafiący robić tego, w czym się wyspecjalizowali — dlatego muszą uczyć innych”], których największym obrzydzeniem napawa sama myśl zarabiania na siebie wg wartości swojej pracy — kształtuje młodych ludzi w sposób, który starym patologiom pozwoli bezboleśnie samozreplikować się w następnym pokoleniu).

    Tymczasem edukacja powinna być traktowana tak samo, jak sport wyczynowy.

    A już szczególnie edukacja intelektualnych elit (no a zwłaszcza w kontekście innowacyjności — tej prawdziwej, a nie statystyczno–urzędowej — którą tworzą wyłącznie liderzy) powinna być traktowana jak część sportu wyczynowego (tylko znacznie bardziej poważnie) — stałe wyciskanie maksimum możliwości; żadnej urawniłowki w edukacji już od najmłodszych lat, żadnych budżetowych patologii, w których dobro ucznia jest na ostatnim miejscu (czy uczniowie mielą niepotrzebnie po raz kolejny ten sam materiał, bądź też równie niepotrzebnie uczą się trzeciego języka — byle tylko nauczyciele mieli swoje etaty). No a na pewno nie 8 lat w jednej i tej samej klasie z pełnym „przekrojem społecznym”: przepychanymi z klasy do klasy niedorozwojami, którzy nigdy nie ogarną czytania ze zrozumieniem, marginesem społecznym i młodocianymi bandytami — dzień w dzień przez lata okresu, kiedy dzieci są żywą kopiarką otaczającej je rzeczywistości. W czasie, gdy ich rówieśnicy z kolonizujących gospodarkę świata krajów mkną jak na rakietach do przodu — bez zbędnej straty najlepszych lat do nauki.

  • Jasiek pisze:

    Przecież tu nie chodzi o żadną inowacyjność, a o koszty.
    Innowacyjnośc jest bardzo prosta. Mało tego ona jest już gotowa, tylko nie dostępna ekonomicznie.
    Każdy hobbysta/inżynier/naukowiec zna/wyobraża sobie lepsze rozwiązania w skrajności typu tzw. armata na komara.
    Każdy chciałby Porsche zamiast Fiata.
    Każdy wolałby dwie masażystki niż jedną – usługi.

    Produkty bardziej „innowacyjne” wymagaja większej ilości pracy/surowców a to przeciez zaleta przy takim bezrobociu i niemal nadprodukcji.
    Wszyscy chcą jak najwięcej, jak najlepiej, ale część ma zakaz pracy (produkowania dóbr, których wszyscy pragną)

    Problemem innowacyjności są koszty/cena. Maksymalny koszt innowacji nie może przekroczyć pewnego poziomu bogactwa odbiorcy lub przychodów jakie uzyska z innowacji. Ważny jest też efekt skali. Ciekawy przypadek ogromniej skali i najniższej ceny to darmowe (google, facebook) – tutaj klient sam stał sie towarem. Albo „sharing economy” – jak najtaniej dla coraz biedniejszych ludzi.
    Ten model ekonomiczny się zwija, zapada jak czarna dziura.
    Mam na myśli model tanich i zmniejszających się pracowników kupujących tanie produkty.
    Im biedniejsi ludzie tym mniej innowacji sczególnie w pewnych dziedzinach.

    Rozróżnił bym inowacje odkrywcze (nowe produkty/usługi) od innowacji postępowych (lepsza jakość za tę sama cenę).
    Większości innowacje kojarzą sie jednak z odkyciami naukowymi i chyba nie całkiem słusznie.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌Głoszącym hasła powrotu państwa do gospodarki wciąż śni się po nocach powrót do „złotych czasów PRL” i niedoścignionego ideału innowacyjności tamtych czasów. Marzenia należy wypełniać treścią, c.d.:

    ● „Z okazji święta 22 Lipca DTV doniósł z dumą, że nareszcie rozpoczęto w «Ursusie» produkcję licencyjnego traktora firmy Massey-Ferguson. Wprawdzie w 10 lat po zakupie licencji, ale jednak. Pokazano zjeżdżające nawet z taśmy «Fergusony». Taśma w «Ursusie» tymczasem nadal stoi pusta, a niektóre maszyny nie mają fundamentów. Kilkanaście «Fergusonów» dla potrzeb propagandy zakupiono w Anglii.” — „NAI” nr 45, 1984.

    ● „W zakładzie PSL ZM «Ursus», gdzie produkuje się silniki licencyjne, w dniu wizyty towarzyszy z ZSRR brakowało części. Rozmontowano więc gotowe silniki i produkcja ruszyła.” — „Tygodnik Mazowsze” nr 79, 1984.

Dodaj komentarz


× jeden = 1

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane