Globalizacja protekcjonizmu

16.07.2016
W tym tygodniu publicyści najwięcej uwagi poświęcili różnym aspektom globalizacji. Coraz głośniej mówi się, że świat ogarnia prawicowo-nacjonalistyczny trend, spowodowany imigracją. Przekłada się to na protekcjonizm, co przy ślamazarnym tempie wzrostu gospodarczego nie rokuje pomyślnie.


Politycy zapowiadają walkę przeciw wolnemu globalnemu handlowi, a tymczasem jak wykazało dwóch ekonomistów z Center for Economic Policy Research handel globalny utknął. I to już w styczniu 2015 roku, gdy zatrzymał się wzrost obrotów. Są tego dwa główne powody — po pierwsze wzrost protekcjonizmu o 50 proc. w 2015 roku w porównaniu do 2014. Przy czym 81 proc. praktyk protekcjonistycznych przyjęły rozwinięte kraje G20. Po drugie, wzrost inicjatyw uderzających w komercyjne interesy zagranicznych inwestorów – w proporcji do inicjatyw liberalizujących w 2015 roku było to 3:1.

Brexit, czyli jak dotąd najgłośniejsza inicjatywa protekcjonizmu w tym roku, jest bezpośrednim skutkiem problemu imigracji. Dalibor Rohac w rozmowieJamesem Pethokoukisem, obaj z American Enterprise Institute, przypomina, że Wielka Brytania miała w UE doskonałą sytuację albowiem korzystała z przywilejów członka Unii nie ponosząc kosztów przynależności do strefy euro (ani Schengen).

Dzięki temu, kontrola nad własną polityką monetarną i reformy jakie wprowadził  konserwatywny rząd pozwoliły Wielkiej Brytanii wyjść znacznie szybciej z kryzysu po 2008 roku niż pozostałym krajom UE. O Brexicie zdecydowały więc nie względy ekonomiczne, a imigracja.

Daniel Rodrik z Harvard University pisze, że to iż ekspansja hiperglobalizacji poza granice instytucji, które regulują, stabilizują i uprawomocniają rynki, skończy się protekcjonistyczną rewoltą było oczywiste (pisał o tym wielokrotnie). Zaskoczeniem jest zaś fakt, że tylko w Grecji i Hiszpanii rewoltę prowadzą socjaliści – w innych krajach Europy i w USA do głosu doszli nacjonalistyczni populiści.

Świadczy to, że w tych krajach wziął górę jeden aspekt globalizacji — problem imigracji. Nie ma takiego problemu w Ameryce Południowej, stąd populistyczna niezgoda na globalizację na tym kontynencie przyjęła formę lewicowych ruchów.

Podobnie w USA, gdzie protekcjonizm i atakowanie nie tylko handlowych partnerów Ameryki, ale podstawy politycznego konsensusu o otwartym handlu obowiązującego przez ostatnich 40 lat, jest tematem wiodącym kampanii Donalda Trumpa. Komentator CATO Institute pisze, że winę za to ponoszą w dużym stopniu Demokraci, którzy przesunęli swoje pozycje od poparcia wolnego handlu w 1996 roku, do antyglobalizacyjnego ruchu w 2008 roku. Prezydent Obama wykazał w swojej kampanii wyborczej, że ataki na Północno-Amerykańskie Porozumienie o Wolnym Handlu (NAFTA) przynoszą poparcie wyborców.

James Pethokoukis wskazuje, że założenia demokratycznych kandydatów, tak Berniego Sandersa jak i Hillary Clinton, skupiają się na nierównościach w społeczeństwie, a nie na wzroście gospodarczym, a to błąd. Zdaniem przedstawicieli Rezerwy Federalnej błędem jest też atakowanie samej imigracji albowiem bez imigracji Ameryka nie wydobędzie się z kolein powolnego wzrostu. Jak wyraził to Robert Kaplan z oddziału Rezerwy w Dallas, Ameryce potrzebna jest na ten temat głęboka, uczciwa dyskusja.

Protekcjonizm rośnie nie tylko w Ameryce. Nawet świeżo mianowana premier Wielkiej Brytanii Theresa May z partii, która wprowadziła liberalizm stoi, zdaniem komentatorów, na krawędzi protekcjonizmu, gdy mówi, że inwestorzy zagraniczni nie powinni mieć nieograniczonego prawa kupowania brytyjskich przedsiębiorstw w „strategicznych” przemysłach.

Inne nie całkiem konserwatywno-liberalne idee nowej premier to wprowadzenie przedstawicieli pracowników do rad przedsiębiorstw.

Ceny na giełdach, głównie amerykańskich, osiągają rekordowe ceny. Spowodowane to jest wykupowaniem przez firmy swoich własnych akcji, co dla wielu menadżerów inwestycyjnych może być niebezpieczne. Jak wyraził to Laurence Fink, szef BlackRock, jednego z największych na świecie funduszy inwestycyjnych, hossę nakręciły centralne banki. Co oznacza, że hossa może się skończyć tyle szybko ile gwałtownie, kiedy banki centralne odwrócą się od polityki poluzowania.

Autorzy ZeroHedge ostro krytykują Bena Bernanke, byłego szefa Federalnej Rezerwy, który w USA nadzorował luzowanie ilościowe a w mijającym tygodniu gościł w Japonii dla konsultacji przy programie „helikopterowych” pieniędzy w tym kraju.

ZeroHedge przypomina, że Japonia już jest dwie dekady do przodu w „absurdalnej” polityce Keynesa, bo prowadzi ją od lat 90. Teza Bernankego jest taka, że brak skuteczności to efekt robienia „za mało”. I porównuje to do Wielkiej Depresji, która została spowodowana zbytnią ostrożnością w pompowaniu pieniędzy przez Fed. ZeroHedge głęboko nie zgadza się z tą tezą.

Komentator Bloomberga także przypomina, że polityka ujemnych stóp procentowych wywróciła do góry nogami większość koncepcji na temat inwestowania, stąd trudność w przewidzeniu jak to „wszystko” się skończy. Tym bardziej, że wyniki drugiej największej gospodarki na świecie, Chin, nie rokują nadziei na ożywienie. Spadek wartości obrotów handlowych w czerwcu analitycy widzą jako zapowiedź dalszego spowolnienia tempa wzrostu.

Desmond Lachman z American Enterprise Institute wylicza niezamierzone a niebezpieczne dla gospodarek innych krajów konsekwencje Brexitu. W Europie specjalnie zagrożone są Włochy ponieważ mają wysoki poziom zadłużenia publicznego, sklerotyczną gospodarkę i system bankowości obciążony 360 miliardami euro w niespłacanych kredytach.

Poza Europą Brexit może spowodować dotkliwe konsekwencje przez wzrost wartości dolara, co może sprowokować Chiny, chcące utrzymać konkurencyjność swojej produkcji, do deprecjacji yuana. Byłoby to szkodliwe tak dla relacji chińsko-amerykańskich, jak i chińskiej gospodarki. Również wzmocnienie jena przez Brexit jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Japonia, która broni się przed kolejną falą deflacji. >>więcej

Powraca dyskusja na temat globalnego zagrożenia, jakie ludziom niosą roboty. Pytanie, jak zapewnić, by dalsza automatyzacja produkcji nie spowodowała załamania rynku pracy, czyli – znowu – jakie narzędzia protekcjonizmu zastosować.

Jason Furman, ekonomista Białego Domu, pisze, iż szacunki wskazują, że 83 proc. prac płatnych poniżej 20 dolarów za godzinę zostanie zastąpionych przez automaty. Problem w tym zaś, że ludzie nie będą mieli wystarczających umiejętności i kwalifikacji aby obsadzać stanowiska pracy, jakie proces automatyzacji wytworzy. Sytuacja taka może trwać nawet dekady, jeśli nie będzie odpowiedniej polityki skierowanej na podnoszenie kwalifikacji.

Podobnie uważają Andrew McAfee i Erika Brynjolfsson z Foreign Affairs – ich zdaniem automatyzacja wymusi wprowadzenie programów pomocy ludziom w adaptacji do nowej rzeczywistości.

>>czytaj też: Kompetencje przyszłości – jak wygramy z robotami

Analitycy z CATO Institute dają obszerne podsumowanie, jak poskutkowały gospodarcze i polityczne reformy w byłych krajach komunistycznych. W ich opinii zakończyły się sukcesem.

Podkreślają, że sukces wynikał przede wszystkim z szybkości reform gospodarczych. Gwałtowność reform zdecydowała, że Polska, Czechy i kraje bałtyckie wiodą dziś w rankingach sukcesów w reformach wolnorynkowych, instytucjonalnych i poszerzania wolności osobistych. Nie wyklucza to, zdaniem autorów, hipotezy innych ekonomistów, że gdyby reformy instytucjonalne państwa były jeszcze szybsze i podjęte wcześniej dzisiejsze rezultaty byłyby jeszcze lepsze.


Tagi


  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    „James Pethokoukis wskazuje, że założenia demokratycznych kandydatów, tak Berniego Sandersa jak i Hillary Clinton, skupiają się na nierównościach w społeczeństwie, a nie na wzroście gospodarczym, a to błąd” – nie, to nie błąd, ale dostrzeżenie, że wyborcy już widzą, iż całość REALNEGO wzrostu gospodarczego od trzech dekad zagarnia wąska grupa oligarchii finansowo-przemysłowo-militarnej. Choć to szokujące dla ortodoksów ekonomicznych, lepiej mieć mniejsze PKB równomierniej „rozsmarowywane” w społeczeństwie niż olbrzymie PKB pracujące dla wąskiej grupy – takie kraje są stabilniejsze politycznie i społecznie. A warto przypomnieć, że to gospodarka istnieje dla ludzi, a nie ludzie dla gospodarki.

  • Gregory pisze:

    @Tezca, to błąd, proszę nie powtarzać mitów – każdemu w USA żyje się bezwzględnie lepiej niż 30 lat temu. Płace realne z kompensacjami zdecydowanie rosną. Dodatkowo dzięki postępowi technicznemu najbiedniejsza część społeczeństwa ma dzisiaj większe możliwości niż menedżer giełdowy w latach 70.

  • […] globalnym. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w okresie 2009-2016 średni roczny przyrost handlu światowego wynosił zaledwie 3 proc. – połowę tego (6 proc.), co w latach 1980-2008. Stanowi to nie […]

Dodaj komentarz


× 5 = dwadzieścia pięć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane