Rzadkie metale rządzą światem

18.09.2016
Współczesnych smartfonów, komputerów i samochodów nie byłoby bez rzadkich metali. Ten, kto je ma, wpływa na losy świata tak samo jak producenci ropy naftowej – pisze David S. Abraham w książce „The Elements of Power: Gadgets, Guns, and the Struggle for a Sustainable Future in the Rare Metal Age”.


„The Elements of Power” to jedna z najciekawszych książek, jakie trafiły w moje ręce w ostatnich latach. To pozycja zdecydowanie godna polecenia.

Autor rozpoczyna publikację (jej polski tytuł to: „Pierwiastki władzy: Gadżety, broń i walka o zrównoważony rozwój w erze rzadkich metali”) od stwierdzenia, że po cichu weszliśmy w erę rzadkich metali. Dużej ich ilości wymagają praktycznie wszystkie skomplikowane produkty, z których korzystamy, takie jak smartfony czy samochody. Oczywiście, bez nich także by istniały, ale byłyby znacznie gorsze. Rzadkie metale sprawiają bowiem, że są one mniejsze, szybsze i potężniejsze.

Kariera „zanieczyszczeń”

W latach 80. XX w. Maya Lin, projektant pomnika Vietnam Memorial w Waszyngtonie, zapytał Steve’a Jobsa, dlaczego robi takie wielkie i nieporęczne komputery. Jobs odpowiedział, że czeka na powstanie technologii, która umożliwi stworzenie lepszych. Liczył, że naukowcy wymyślą, jak wykorzystać właściwości rzadkich metali, by pozwalały stworzyć m.in. cienkie monitory.

Magia iPhone’a także nie byłaby możliwa bez rzadkich metali. Jeden z nich – ind – jest przewodnikiem umożliwiającym przekazywanie informacji do telefonu za pomocą palca. Pył z europu i terbu zapewnia doskonałe odcienie czerwonego i zielonego na ekranie, drobinki tantalu regulują przesyłanie prądu w urządzeniu, a dzięki litowi możliwe jest gromadzenie energii w bateriach. Gładkość ekranu uzyskuje się dzięki polerowaniu cerem.

Oczywiście iPhone nie jest jedynym produktem, który swoje istnienie zawdzięcza rzadkim metalom. Są one także m.in. w samochodach czy mostach. Mało kto sobie zdaje sprawę z tego, jak są ważne, ponieważ prawie nigdy nie są kupowane przez zwykłych konsumentów. Ich nabywcami są głównie wielkie światowe koncerny.

Przeciętnego rzadkiego metalu konsumuje się rocznie kilkaset, najwyżej kilka tysięcy ton (dla porównania: miedzi produkuje się rocznie 1,4 mln ton). To oznacza, że światowa produkcja jednego z nich zmieściłaby się w kilku wagonach kolejowych. Przyciągnęły one uwagę świata w 2010 r., gdy strach przed monopolizacją rynku spowodował wzrost ich cen dziesięciokrotnie.

Jeszcze 150 lat temu prawie wszystkie materiały z naszych domów pochodziły z sąsiedniego lasu albo kamieniołomu. W latach 60. ubiegłego wieku przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe wykorzystywało ok. dwudziestu pierwiastków. Dzisiaj tylko sam Intel w swoich procesorach wykorzystuje ich ok. sześćdziesięciu, choć jeszcze w latach 90. potrzebował ich zaledwie piętnastu. Dzisiaj korzystamy z metali, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu naukowcy określali jako „zanieczyszczenia”.

Chiny potęgą rzadkich metali

Zrozumienie rynku rzadkich metali jest konieczne do zrozumienia światowej polityki. Oto na przykład 7 września 2010 r. o godz. 9 30 rano doszło do incydentu. Chiński statek rybacki wpłynął na wody otaczające wyspy znane w Japonii jako Senkaku, a w Chinach Diaoyu. Konflikt o to terytorium sięga 1895 r., kiedy Japonia zajęła je w wyniku wojny. Zwykle japońskie władze starały się ignorować zaczepki. Eskortowano chińskie statki na chińskie wody terytorialne albo zatrzymywano załogę, by zaraz ją wypuścić i deportować.

Tym razem nowe władze Japonii postanowiły zareagować inaczej. Zatrzymały kapitana i planowały wytoczyć mu proces. Chiński rząd zaczął domagać się natychmiastowego uwolnienia marynarza, a kiedy to nie nastąpiło, zerwał stosunki dyplomatyczne.

Dwa tygodnie później, 21 września, japońskie firmy handlowe poinformowały krajowe Ministerstwo Gospodarki, Handlu i Przemysłu, że Chiny odmawiają japońskim firmom realizacji zamówień na rzadkie metale potrzebne w japońskim przemyśle high-tech.

Władze w Pekinie nigdy oficjalnie nie przyznały, że nałożyły karne embargo, by wymusić rozwiązanie konfliktu po ich myśli, ale żaden inny kraj nie miał podobnych problemów z dostawami rzadkich metali z Chin. Kilka dni później rząd Japonii uwolnił chińskiego kapitana, nie wytaczając mu procesu.

Jak widać, Chińczycy doskonale zdawali sobie sprawę z siły przetargowej, jaką dysponują. Już w 1992 r. ówczesny lider kraju Deng Xiaoping oświadczył: ”Na Bliskim Wschodzie jest ropa naftowa, w Chinach są rzadkie metale”.

Wynik pasjonujących badań

Zainteresowanie Davida S. Abrahama rzadkimi metalami wynikało początkowo z jego pracy w firmie handlowej, później w firmie z Wall Street, a na końcu w Białym Domu w dziale surowców naturalnych. Dzięki temu dotarło do niego, że istnieje fascynujący świat rzadkich surowców. Równie ważny jak ropa naftowa, gaz czy węgiel, ale pozbawiony uwagi, jaką poświęca się tym surowcom.

Autorowi trudno było napisać tę książkę, bo brakuje wiarygodnych statystyk dotyczących rzadkich metali. Nie można ufać nawet rządowym danym, co pokazują rozbieżności w podawanych przez chiński rząd informacjach o eksporcie rzadkich metali do Japonii i wynikach importu rzadkich metali z Chin publikowanych przez japoński rząd.

Autor twierdzi, że by napisać tę książkę, zjechał cały świat. W wypełnionych dymem bocznych uliczkach Tokio rozmawiał z pracownikami japońskich korporacji, objadał się jagnięciną i popijał piwo, dyskutując z chińskimi urzędnikami, brodził w błocie z górnikami na indonezyjskiej wyspie Sumatra, a także odwiedził fabryki w do niedawna ściśle tajnym byłym radzieckim mieście, gdzie rafinowano uran do broni nuklearnych.

I rzeczywiście, czytając książkę Abrahama, czułem się trochę tak, jakbym oglądał program podróżniczy Wojciecha Cejrowskiego. Z tym, że wiedza którą zdobywałem z każdą przeczytaną stroną, sprawiała, iż lepiej rozumiem światową politykę gospodarczą.


Tagi


  • Jacek pisze:

    Podaliscie polski tytul. Czy to znaczy ze ksiazka zostala wydana w Polsce (przetlumaczona)? Jakos nie moglem wygooglac.

  • Aleksander Piński pisze:

    Polski tytuł to tylko moje autorskie tłumaczenie angielskiego tytułu. Niestety książka nie ukazała się, przynajmniej na razie, w języku polskim.

  • Magdalena Krukowska pisze:

    Rzadkie minerały to już w coraz mniejszym stopniu problem relacji Chiny-Japonia, ale bardziej Chiny (i Kanada, USA, Japonia…) -Afryka, skąd pośrednicy czerpią dużą część surowców, w dużym stopniu nielegalnie

  • Z pisze:

    końcowe zdania artykułu świadczą o pełnej dezintektaulizacji tzw elit III RP

    w poprzednim ustroju wiedzę o znaczeniu minerałow ziem rzadkich posiadał absolwent prawie każdej Zasadniczej szkoły zawodowej

    a tutaj wielkie odkrycie

  • Mateusz pisze:

    @ No niemożliwe, to już w poprzednim ustroju mieliśmy takich geniuszy, co wiedzieli o nadejściu baterii litowo-jonowych i genialnego Iphone’a? Normalnie chyba zacznę sam tęsknić za tym wspaniałym PRL-em!

    @A. Piński – dobra pozycja, dziękuję za polecenie.

  • Jan pisze:

    Ciekawa recenzja. Dziękuję za nią. Zachęciła mnie do przeczytania tej pozycji.

Dodaj komentarz


× osiem = 72

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane