• Jakub Sawulski

Pułapka 3 procent

27.06.2016
Kryterium konwergencji dotyczące wysokości deficytu sektora general government teoretycznie powinno wyznaczać maksymalną dopuszczalną nierównowagę sektora publicznego. Przy deficycie budżetowym nieznacznie poniżej 3 proc. PKB jakiekolwiek spowolnienie gospodarcze grozi naruszeniem kryterium.

Infografiki: BR


W ten sposób kryterium, które ma wyznaczać pewne nieprzekraczalne maksimum, w praktyce staje się bliższe minimalnemu poziomowi deficytu, osiąganemu tylko wtedy, gdy gospodarka znajduje się w szczytowej fazie cyklu koniunkturalnego. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia w kilku państwach UE, w tym także w Polsce.

Konsolidacja fiskalna w latach 2011-2014

W latach 2011-2014 procedura nadmiernego deficytu, nałożona na Polskę w związku z naruszeniem kryterium konwergencji, niewątpliwie przyczyniła się do zacieśnienia polityki fiskalnej i stopniowego zmniejszania nierównowagi finansów publicznych. Co prawda nie odbywało się to przez szczególnie wyszukane reformy fiskalne. Głównymi czynnikami poprawy salda sektora finansów publicznych były:

– dodatnie tempo wzrostu PKB;

– spadek wydatków na inwestycje infrastrukturalne (udział wydatków publicznych na inwestycje w PKB spadł z 5,9 proc. w 2011 roku do 4,5 proc.  w 2014 roku);

– zmiany w OFE, będące głównym czynnikiem wzrostu dochodów składkowych sektora publicznego (o 1,5 proc. PKB pomiędzy 2010 a 2014 rokiem);

– spadek wydatków na koszty obsługi długu publicznego (o 0,6 proc. PKB pomiędzy 2013 a 2014 rokiem).

Cel został jednak osiągnięty – deficyt general goverment w 2015 roku wyniósł 2,6 proc. PKB. Niemal automatycznie jednak władza publiczna zaczęła dużo swobodniej dysponować publicznymi środkami. Po kilku latach utrzymywania względnej równowagi pierwotnej w sektorze finansów publicznych (saldo sektora po wyłączeniu kosztów obsługi długu publicznego), w 2015 i 2016 roku ujawnił się znaczący deficyt pierwotny (co ilustruje wykres dotyczący salda pierwotnego sektora finansów publicznych).

Co ciekawe, leksykon budżetowy umieszczony na stronie Sejmu RP, pod hasłem „saldo pierwotne” informuje, że „wystąpienie deficytu pierwotnego sygnalizuje przekroczenie granicy bezpieczeństwa w zakresie długu publicznego i groźbę kryzysu finansów publicznych”.

Cel polityki fiskalnej

Analiza Aktualizacji Planu Konwergencji (APK) z kwietnia 2016 roku wskazuje, że w ławach rządowych konsolidację fiskalną uznano za zakończoną.

Celem polskiej polityki fiskalnej w najbliższych latach będzie utrzymanie deficytu general government w przedziale 2,5-3,0 proc. PKB. Potwierdzają to wypowiedzi ministrów mających największy wpływ na finanse publiczne – Pawła Szałamachy, Mateusza Morawieckiego i Henryka Kowalczyka. Pytani o możliwości realizacji obietnic wyborczych odpowiadają, że polityka fiskalna w najbliższych latach będzie prowadzona tak, aby uniknąć ponownego wejścia w procedurę nadmiernego deficytu. W praktyce oznacza to najprawdopodobniej utrzymywanie deficytu w pobliżu 3 proc. PKB, ale bez działań ukierunkowanych na jego obniżenie znacząco poniżej granicy określonej przez kryterium konwergencji.

Według APK w 2016 roku deficyt general government ma wynieść 2,6 proc. PKB, a w 2017 roku 2,9 proc. PKB (Dyrekcja Generalna KE ds. Gospodarczych i Finansowych przewiduje, że deficyt w 2017 roku wyniesie 3,1 proc. PKB). W dalszym horyzoncie – 2018 i 2019 roku – zakłada się zmniejszanie nierównowagi do odpowiednio 2,0 proc. i 1,3 proc. PKB.

>>Czytaj więcej: Optymistyczne prognozy, przy optymistycznych założeniach

Do projekcji tej nie należy jednak przywiązywać szczególnej wagi, gdyż co do zasady średniookresowe prognozy z APK okazują się mało realne. Jak wskazuje wykres porównujący faktyczny deficyt sektora general government i 3-letnich prognoz z aktualizacji programu konwergencji, 3-letnią prognozę zrealizowano dotychczas tylko raz – w 2007 roku. W pozostałych latach średniookresowy plan zawsze okazywał się zbyt optymisty. W latach 2009-2011 różnice pomiędzy faktycznymi deficytami a 3-letnimi prognozami z APK były kolosalne (blisko 7 proc. PKB w 2009 roku). W latach 2012-2015 różnice te zmniejszyły się, ale wciąż faktyczne deficyty były o 0,8-1,7 proc. PKB wyższe niż wcześniejsze projekcje.

Polska w pułapce „kryterium 3 procent”

Utrzymywanie deficytu finansów publicznych w przedziale 2,5-3,0 proc. PKB jest nieuzasadnione z punktu widzenia obecnej koniunktury gospodarczej. Polska po niewielkim spowolnieniu w 2012 i 2013 roku (wzrost PKB poniżej 2 proc. rocznie), w latach 2014 i 2015 rozwijała się w tempie odpowiednio 3,3 proc. i 3,6 proc. Na lata 2016 i 2017 rok planowany wzrost wynosi kolejno 3,8 proc. i 3,9 proc. Stopa bezrobocia sięga najniższych po 1989 roku poziomów.

Niewykluczone, że gospodarka znajduje się blisko szczytowej fazy cyklu koniunkturalnego i należy poważnie rozważać scenariusz spowolnienia w kolejnych latach. W tej sytuacji polityka fiskalna powinna dążyć do stworzenia pewnej przestrzeni pomiędzy deficytem faktycznym a deficytem równym 3 proc. PKB. Przestrzeń ta powinna być wystarczająca na reakcję finansów publicznych w razie wystąpienia dekoniunktury.

Chodzi zarówno o reakcję automatyczną (wynikającą z automatycznych stabilizatorów koniunktury, których jednak udział w polskiej gospodarce jest niewielki), jak i ewentualne dodatkowe bodźce fiskalne. Za brak motywacji do stworzenia takiej przestrzeni w polskich finansach publicznych należy w pewnym stopniu winić nieprawidłową konstrukcję kryterium konwergencji, gdyż staje się ono dla rządu doskonałym argumentem do utrzymywania deficytu w okolicach 3 proc. PKB, mimo korzystnej koniunktury gospodarczej.

Odpowiedzią na te wady kryterium konwergencji miał być zapisany w Pakcie Stabilności i Wzrostu tzw. średniookresowy cel budżetowy (MTO) wynoszący dla Polski 1 proc. PKB. Cel ten wyznacza dopuszczalny wynik strukturalny sektora general government (saldo sektora z pominięciem czynników cyklicznych). MTO ma jednak jedynie zapobiegać przekroczeniu kryteriów konwergencji, a dopiero ich naruszenie może skutkować wdrożeniem procedury nadmiernego deficytu. Jeżeli zaś kryterium konwergencji dotyczące deficytu sektora general government jest stałe, niezależnie od fazy cyklu, to w praktyce wyznacza dopuszczalny poziom deficytu w warunkach dobrej koniunktury. W warunkach słabej koniunktury rządy mogą tłumaczyć jego przekroczenie czynnikami cyklicznymi.

Poza Polską symptomy takiej polityki można dostrzec między innymi w Belgii, na Słowacji, na Węgrzech oraz we Włoszech. W krajach tych konsolidacja fiskalna wdrożona po 2010 roku doprowadziła deficyt do poziomu 2-3 proc. PKB, po czym proces zmniejszania nierównowagi fiskalnej został wstrzymany. Można przewidywać, że ewentualne załamanie koniunktury gospodarczej skutkowałoby ponownym (prawdopodobnie znacznym) przekroczeniem progu 3 proc. PKB.

Opisywany problem dotyczy mniejszości państw UE. Według prognoz Komisji Europejskiej w 2016 roku w czternastu krajach członkowskich deficyt sektora general government będzie niższy niż 2 proc. PKB, w tym w ośmiu nie przekroczy 1 proc. PKB. Wśród państw z deficytem powyżej 2 proc. PKB jest kilka takich, które wciąż są w trakcie zmniejszania nierównowagi po okresie kryzysu (m.in. Grecja, Hiszpania, Portugalia, Słowenia).

Obecność Polski w niewielkim gronie państw, gdzie jak się wydaje przedwcześnie wstrzymano konsolidację fiskalną, jest objawem niezrozumienia klasy politycznej dla podstawowych zasad kształtowania polityki fiskalnej. Zgodnie z nimi w okresie dobrej koniunktury gospodarczej należy dążyć do maksymalnie niskiego deficytu, tak aby zostawić przestrzeń na odpowiednią reakcję i możliwość stabilizowania gospodarki w razie wystąpienia dekoniunktury.

Autor jest ekonomistą Instytutu Badań Strukturalnych.

 

 


Tagi


  • Leon Orlikowski pisze:

    Konwergencja bez teorii!
    1.Jakub Sawulski w tekście pt.: „Pułapka 3 procent” stara się wykazać, że „kryterium konwergencji dotyczące wysokości deficytu sektora general government” (finansów publicznych – LO) jest wadliwie skonstruowane, bo „teoretycznie powinno wyznaczać maksymalną dopuszczalną nierównowagę sektora publicznego”, a „w praktyce staje się bliższe minimalnemu poziomowi deficytu, osiąganemu tylko wtedy, gdy gospodarka znajduje się w szczytowej fazie cyklu koniunkturalnego.”
    „Analiza Aktualizacji Planu Konwergencji (APK) z kwietnia 2016 roku wskazuje, (…, że) Celem polskiej polityki fiskalnej w najbliższych latach będzie utrzymanie deficytu general government (finansów publicznych) w przedziale 2,5-3,0 proc. PKB, (… co) W praktyce oznacza to najprawdopodobniej utrzymywanie deficytu w pobliżu 3 proc. PKB, ale bez działań ukierunkowanych na jego obniżenie znacząco poniżej granicy określonej przez kryterium konwergencji.” Polityka „utrzymywania deficytu finansów publicznych w przedziale 2,5-3,0 proc. PKB jest (więc) nieuzasadniona z punktu widzenia obecnej koniunktury gospodarczej. (Albowiem) Polska po niewielkim spowolnieniu w 2012 i 2013 roku (wzrost PKB poniżej 2 proc. rocznie), w latach 2014 i 2015 rozwijała się w tempie odpowiednio 3,3 proc. i 3,6 proc. Na lata 2016 i 2017 rok planowany wzrost wynosi kolejno 3,8 proc. i 3,9 proc.” Jeżeli „gospodarka znajduje się blisko szczytowej fazy cyklu koniunkturalnego (to) należy poważnie rozważać scenariusz spowolnienia w kolejnych latach. W tej sytuacji polityka fiskalna powinna dążyć do stworzenia pewnej przestrzeni pomiędzy deficytem faktycznym a deficytem równym 3 proc. PKB. Przestrzeń ta powinna być wystarczająca na reakcję finansów publicznych w razie wystąpienia dekoniunktury.” Tymczasem Polska znalazła się w gronie nielicznych państw ( Belgii, Słowacji, Węgier oraz Włoch), w których „konsolidacja fiskalna wdrożona po 2010 roku doprowadziła deficyt do poziomu 2-3 proc. PKB, po czym (dalszy) proces zmniejszania nierównowagi fiskalnej został wstrzymany. Można (więc) przewidywać, że ewentualne załamanie koniunktury gospodarczej skutkowałoby ponownym (prawdopodobnie znacznym) przekroczeniem progu 3 proc. PKB.”
    Jakub Suwalski swój tekst kończy więc następującym wnioskiem: „Obecność Polski w niewielkim gronie państw, gdzie jak się wydaje przedwcześnie wstrzymano konsolidację fiskalną, jest objawem niezrozumienia klasy politycznej dla podstawowych zasad kształtowania polityki fiskalnej (podkreślenie – LO). Zgodnie z nimi w okresie dobrej koniunktury gospodarczej należy dążyć do maksymalnie niskiego deficytu, tak aby zostawić przestrzeń na odpowiednią reakcję i możliwość stabilizowania gospodarki w razie wystąpienia dekoniunktury.”
    2.Rzeczywistym problemem nie jest niezrozumienie a po prostu brak teoretycznych podstaw dla zasad kształtowania polityki fiskalnej. Zasada, że w okresie dobrej koniunktury gospodarczej należy dążyć nie tyle do niskiego deficytu, ale przede wszystkim do nadwyżek po to, aby mieć środki do finansowania zwiększonych wydatków w okresie dekoniunktury, jest oparta nie na teorii, a na praktyce. Ponadto z praktyki wynika też, że dopiero wtedy, gdy tych środków nie ma, bo nie zostały wcześniej zgromadzone, należy sięgać do wydatków budżetowych finansowanych z deficytu. Zasady te w jakimś zakresie próbuje podpierać się doktryną interwencjonizmu państwowego Keynesa. Jednak Keynes w swej teorii braku popytu efektywnego nie potrafił wyjaśnić, dlaczego w warunkach występowania stałej skłonności do nadmiernych oszczędności, następują wahania, okresowe zmienności koniunktury, oraz dlaczego w okresie wysokiej koniunktury brakuje oszczędności. Przecież, jak twierdził, w miarę jak wzrastają dochody, ludzie maja taką skłonność, że coraz więcej oszczędzają, w tempie wyższym aniżeli wzrastają dochody.
    Błąd Keynesa polega na tym, iż nie uwzględnił, że w warunkach obiegu pieniądza nietowarowego źródłem wzrostu podaży oszczędności są nie tylko nie wydane na konsumpcję i zaoszczędzone dochody pieniężne, ale i te oszczędności, które powstają z zastępowania w przyroście obiegu pieniężnego drogich, pełnowartościowych monet kruszcowych tanimi różnymi ich substytutami w postaci papierowych banknotów, kart płatniczych, elektronicznych płatności z depozytów bankowych, jak również pieniędzy elektronicznych, które zaczynają już obiegać poza systemem bankowym. Wydobywanie i pozyskiwanie kruszców szlachetnych oraz wybijanie z nich monet absorbowało w przeszłości określoną część wytwarzanego produktu/dochodu społecznego, proporcjonalną do wartości przyrostów emitowanych i wtłaczanych do obiegu monet kruszcowych. Koszty emisji pieniędzy nietowarowych są znikome w stosunku do ich nominalnej siły nabywczej, która jest adekwatna sile nabywczej pełnowartościowych monet. Różnica pomiędzy nominalną wartością przyrostu w obiegu pieniędzy nietowarowych a kosztami ich emisji stanowi społeczną oszczędność na wzroście obiegu, która powiększa tę oszczędność, jaka jest realizowana z niewydanych na konsumpcję dochodów. Jednak oszczędności z nieskonsumowanych dochodów oraz oszczędności z zastępowania pieniędzy towarowych ich tanimi substytutami, gdy są agregowane i w społecznych procesach produkcji w identyczny sposób zagospodarowywane, dają zupełnie różne efekty, których oficjalna nauka ekonomii jeszcze dotąd nie rozpoznała i dokładnie nie zidentyfikowała.

  • Leon Orlikowski pisze:

    3.Otóż, jeżeli przy innych warunkach niezmiennych, a przede wszystkim przy równowadze w obrotach handlu zagranicznego, skarb państwa emituje papiery dłużne wartości równej wartości przyrostowi w obiegu pieniędzy kreowanych dla zabsorbowania nadwyżki podaży wartości towarów, jaką wytwarza gospodarka wzrostowa i która w warunkach obiegu pieniędzy kruszcowych byłaby absorbowana przez koszty produkcji przyrostu monet kruszcowych w obiegu, to finansowany w ten sposób deficyt budżetowy absorbuje całą tę nadwyżkę podaży oraz umożliwia przedsiębiorcom i właścicielom kapitału realizację zysków i dochodów i tym samym stymuluje dalszy wzrost produkcji i podaży towarów na rynek według dotąd realizowanej stopy. Jeżeli natomiast wartość emitowanych papierów dłużnych państwa będzie większa od wartości realnej nadwyżki podaży towarów, to mogą zaistnieć dwie ewentualności: 1) gdy wartość emitowanego dodatkowo pieniądza będzie adekwatna do wartości nadwyżki podaży, to nadwyżka emitowanych przez państwo papierów dłużnych spowoduje wzrost stopy procentowej, co podniesie koszty inwestowania i tym samym wyprze część inwestycji prywatnych, a w dalszej perspektywie czasowej spowoduje obniżenie tempa wzrostu produkcji i dochodu; 2) gdy wartość emitowanego dodatkowo pieniądza będzie adekwatna do wartości emitowanych przez państwo papierów dłużnych, to wystąpi inflacja oraz w perspektywie czasu też obniżenie tempa wzrostu produkcji i dochodu, ale w stopniu niższym niż w przypadku pierwszym, albowiem ze względu na inflację cenową wyparcie realnych inwestycji prywatnych będzie odpowiednio mniejsze. Ponadto jest jeszcze dodatkowy warunek: akumulowana i kapitalizowana część zysków i dochodów, których realizację zapewniają deficytowe wydatki budżetowe finansowane kreowanym krajowym pieniądzem, powinny być w całości inwestowane w kraju.
    W krajach, w których pieniądz nie ma statusu waluty światowej, a do takich należy polski złoty, nie ma obawy, aby zyski generowane w krajowej walucie mogły odpływać zagranicę i być inwestowane w innych krajach. Zupełnie inaczej wygląda to w krajach, w walutach których są dokonywane transakcje i płatności w handlu zagranicznym. Kraje, które w zagranicznych walutach przyjmują płatności za eksport swych towarów oraz dokonują płatności za import obcych towarów, z konieczności muszą posiadać i gromadzić rezerwy obcych walut, tym większe im większa jest wartość ich obrotów w handlu zagranicznym. Na skutek tego z krajów, których pieniądz ma status waluty światowej, część wartości nowo wykreowanego pieniądza odpływa zagranicę i osiada w rezerwach walutowych krajów, które w nim rozliczają i regulują swoje transakcje w zagranicznych obrotach handlowych. Z krajów, kreujących waluty światowe, pieniądze odpływają zagranicę przede wszystkim w postaci eksportu kapitału portfelowego i bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz płatności za nadwyżkowy import nad eksportem, w tym też przekazy części zarobków imigranckiej siły roboczej do krajów jej emigracji. Ponadto w postaci świadczonej dla krajów mniej rozwiniętych pomocy ekonomicznej oraz różnego rodzaju darowizn.
    Fakt, że część nowo wykreowanego pieniądza z krajów wysoko rozwiniętych odpływa za granicę, wywołuje w tych krajach szereg niekorzystnych zjawisk. Po pierwsze, eksport kapitału za granicę do krajów o gospodarkach wschodzących powoduje, że stopy zysków w krajach eksportujących kapitał kształtują się na wyższych poziomach od stóp wzrostów produkcji i dochodów w tych krajach. Ponieważ globalizacja wciąga w swoje orbity do przyspieszonego rozwoju coraz więcej krajów gospodarczo zapóźnionych, więc rośnie popyt na import kapitału z krajów wysoko rozwiniętych. Wzrost popytu na kapitał stymuluje wzrost dochodowości kapitału, co przekłada się na wzrost akumulowanych zysków i tym samym powoduje rozwieranie się nożyc pomiędzy udziałami dochodów z pracy i kapitału. Są ekonomiści, którzy nie rozumieją praw rządzącym tym zjawiskiem i piszą opasłe tomiska, w których nawołują do wprowadzenia równościowego, ich zdaniem bardziej sprawiedliwego podziału dochodu pomiędzy pracą a kapitałem, nie tylko poprzez ostre progresywne opodatkowanie dochodów ale również majątku, kapitału produkcyjnego. Jest to krótkowzroczna i prosta droga do wpędzenia całej gospodarki światowej w trwałą stagnację!
    4.Wszystkie kraje o gospodarkach wschodzących oparły swój rozwój gospodarczy na prowadzeniu polityki merkantylistycznej. Poczęły naśladować przykład Japonii, które jako pierwsza zastosowała ten model po drugiej wojnie światowej i odniosła spektakularny sukces, gdy po szybkiej odbudowie zniszczonego wojną kraju w okresie niespełna trzech dekad unowocześniła i rozwinęła swoją gospodarkę do poziomu najwyżej rozwiniętych krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Model merkantylistycznego rozwoju charakteryzuje się tym, że stosujące go kraje prowadzą politykę tworzenia nadwyżek podaży towarów w stosunku do wewnętrznego krajowego popytu i eksportowania tych nadwyżek do krajów wysoko rozwiniętych. Pozyskane z eksportowych nadwyżek waluty zagraniczne stają się bazą do kreowania własnego krajowego pieniądza oraz wzrostu jego obiegu i stymulowania wzrostu krajowego popytu, krajowej produkcji i rozwoju gospodarczego. O skuteczności polityki merkantylistycznego rozwoju przesądza też związanie waluty krajowej stałym i o zaniżonym kursie z walutą zagraniczną, przede wszystkim z amerykańskim dolarem. Stąd duży popyt w tych krajach na obce waluty.
    Gdy w latach 90. XX wieku prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton zdecydował się na przeprowadzenie reform związanych z ograniczeniem wydatków państwowych, czego m. in. skutkiem było też ograniczenie importu towarów przede wszystkim z krajów azjatyckich i spadek dopływu do tych krajów amerykańskich dolarów. Z konieczności musiały więc one otworzyć się na kapitały zagraniczne, których napływ dotąd był skutecznie blokowany, by przestawić kreowanie krajowych walut na bazę zaciąganych krótkoterminowych kredytów zagranicznych. Początkowo wydawało się, że ta nowa baza kreacji krajowych walut, oparta na kapitale portfoio, jest dalszym sukcesem w dynamizowaniu rozwoju gospodarczego, albowiem we wszystkich krajach Azji Południowo-Wschodniej, które otworzyły się na kapitał zachodni, nastąpiło przyspieszenie wzrostu produkcji. „W latach 90. zaś wzrost gospodarczy finansowany był głównie poprzez kapitał napływający z zagranicy. (…). Szczytowym okresem wzrostu aktywności gospodarczej były lata 1994 i 1995 r. Od roku 1996 we wszystkich krajach z wyjątkiem Filipin, gdzie nawet w 1997 r. odnotowano 9,7 procentowy wzrost gospodarczy, daje się zaobserwować spadek tempa wzrostu.” (Anna Szczukiewicz: Geneza kryzysu azjatyckiego lat 1997-1998 http://docplayer.pl/3045321-Geneza-kryzysu-azjatyckiego-lat-1997-1998.htm). Ponieważ oszczędności budżetowe wprowadzone przez prezydenta Bila Clintona wyhamowały znacznie amerykański import z krajów azjatyckich, więc wkrótce zaczęło im brakować środków dewizowych do obsługi zaciągniętych krótkoterminowych kredytów. Dlatego kapitał portfelowy tak jak szybko napłynął, tak też szybko uciekł z tych krajów, a ich gospodarka pogrążyła się w głębokim kryzysie.
    5. Polska waluta, czyli złotówki są z kolei kreowane przede wszystkim na bazie euro przekazywanych Polsce z Unii Europejskiej jako fundusze restrukturyzacyjne dla finansowania rozwoju zapóźnionej w stosunku do przodujących krajów infrastruktury społeczno-gospodarczej. Ponieważ polscy wykonawcy unijnych programów są wynagradzani przede wszystkim w polskiej walucie, więc wielu ulega złudzeniu i domniemywa, że unijne programy faktycznie w całości są finansowane z funduszy krajowych. ( http://jerzyzyzynski.salon24.pl/656985,o-nonsensie-pomocy-unijnej). Tymczasem unijna waluta euro jest deponowana w NBP i wymieniana na emitowane przez nasz bank centralny złotówki, którymi są z kolei regulowane płatności polskim wykonawcom unijnych programów. Na podobnych zasadach były w latach przed kryzysem 2008 roku udzielane w polskich złotówkach tzw. kredyty frankowe. Domaganie się przez banki zwrotu pożyczonego wówczas kapitału po zmienionym obecnie dwukrotnie wyższym kursie jest niebywałym oszustwem ze strony tych banków (http://leonorlikowski.bloog.pl/id,355030939,title,Czy-Odpowiedz-bankowca-jest-rzetelna,index.html).
    Z powyższego wynika, że polska waluta nie jest kreowana na bazie polskiego długu tak, jak są to kreowane waluty w krajach wysoko rozwiniętych. Dlatego polski deficyt budżetowy nie ma żadnego wpływu na wzrost obiegu pieniężnego i produkcji oraz dynamizowanie dochodu. Wręcz odwrotnie jest czynnikiem hamującym w istniejących warunkach możliwości realizowania bardziej wyższego wzrostu gospodarczego. Stale występujący deficyt budżetowy jest bowiem zwykłą, ale w dodatku droższą alternatywą od dochodów z podatków. Przede wszystkim dlatego, że kredyty finansujące deficyty budżetowe: po pierwsze trzeba spłacać z podatków oraz po drugie trzeba za nie płacić jeszcze oprocentowanie też z podatków. W rzetelnie rozumianym interesie podatników jest więc zupełne zlikwidowanie deficytu budżetowego nawet gdyby z tego powodu miały stosownie wzrosnąć obciążenia podatkowe.

Dodaj komentarz


× siedem = 63

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane