Manifest lewicowego Korwin-Mikkego

09.10.2016
Wyobraźmy sobie, że ktoś napisał książkę, w której punkt po punkcie obala twierdzenia Janusza Korwin-Mikkego o wyższości „wolnego rynku nad socjalizmem”. I robi to w równie barwny jak polski polityk sposób, przeplatając dane z interesującymi anegdotami, cytatami i historiami z własnego życia.


Taką książką jest wydana właśnie w Polsce publikacja prof. Ha-Joon Changa zatytułowana „Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i sekretna historia kapitalizmu”. Tytułowymi złymi Samarytanami są współczesne bogate kraje, głównie USA i państwa Europy Zachodniej, doradzające rozwijającym się państwom, by stosowały politykę, której prawie żadne z obecnie bogatych państw nie stosowało. Politykę, która (jak pokazuje autor na danych) prawie nigdy nie prowadzi do stworzenia zamożnych państw.

Chodzi o tzw. neoliberalizm najczęściej kojarzony w brakiem barier dla handlu, zagranicznych inwestycji i silnymi ograniczeniami dla biednych państw we wspieraniu własnych firm w konkurencji z firmami z zachodu.

Neoliberalizm (nie) dla bogaczy

Oczywiście autor nie sugeruje, że ma miejsce wielki spisek i eksperci celowo chcą zaszkodzić biednym krajom. Raczej chodzi o to, że polityka neoliberalna jest zgodna z interesem bogatych krajów i eksperci z tych państw podświadomie ignorują jej liczne wady.

Autor cytuje na przykład Martina Feldsteina, konserwatywnego ekonomistę z Uniwersytetu Harvarda i doradcę prezydenta USA Ronalda Reagana (czyli kogoś, kogo trudno oskarżyć o to, że jest antyrynkowy). Gdy zobaczył umowę podpisana przez przedstawicieli Międzynarodowego Funduszu Walutowego z rządem Korei Południowej, skomentował: „Kilka aspektów planu MFW to działania, których włączenia do polityki Korei Południowej już dawno chciały Japonia i USA. Jest wśród nich przyspieszenie redukcji ceł na konkretne japońskie produkty oraz otwarcie rynków kapitałowych, tak by zagraniczni inwestorzy mogli mieć większość w koreańskich firmach, dokonywać wrogich przejęć i świadczyć usługi bankowe. Choć większa konkurencja ze strony importowanych produktów mogłaby pomóc koreańskiej gospodarce, inni widzą to jako nadużycie władzy ze strony MFW, by w chwili słabości zmusić koreański rząd do przyjęcia polityki w strefie handlu i inwestycji, której wcześniej nie akceptowali”.

Polska w ogonie, Korea na szpicy

Choć autor nie wymienia w książce Polski ani innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to wnioski, które wysnuwa, bezpośrednią dotyczą naszego kraju. Bo to właśnie my jesteśmy jednym z tych państw, któremu przedstawiciele bogatych krajów doradzili stosowanie neoliberalnej polityki gospodarczej, której same nie stosowały, gdy były biedniejsze.

Kilka lat temu, kiedy przeprowadzałem wywiad z prof. Ha-Joon Changiem dla jednego z drukowanych magazynów, zapytałem go, czy według niego Polska popełniła błąd, prowadząc politykę integracji z bogatymi krajami Unii Europejskiej, i czy sądzi on, że w ten sposób nie uda nam się dogonić bogatych krajów. Ha-Joon Chang (skądinąd profesor ekonomii na Uniwersytecie Cambridge) odpowiedział, że prawdopodobnie tak, ale dodał na pocieszenie, iż bogacenie się to nie jedyny cel polityki państwa, być może ważniejsza była dla nas na przykład integracja z Europą Zachodnią po to, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo.

Mało to pocieszające, ale czas pokazał, że koreański akademik miał rację. OECD, którą to organizację trudno podejrzewać o stronniczość w długoterminowych prognozach wzrostu gospodarczego, podaje, że nawet za pół wieku (w 2060 r.) Polska nie dogoni pod względem PKB na obywatela najbogatszych państw.

Uda się to tymczasem Korei Południowej, która nie stosowała neoliberalnej polityki gospodarczej. W 2060 r. PKB na obywatela ma wynosić w Korei Płd. 72 tys. dol., a w Polsce 41,6 tys. dol. Zresztą Koreańczykom już się prawie udało. W 2015 r. PKB na obywatela w tym kraju wynosił 36,5 tys. dol., więcej niż we Włoszech i niewiele mniej niż w Japonii (38 tys. dol.) czy Francji (41,1 tys. dol.).

Nieoczywiste prawdy

Ale Ha -Joon Changa warto czytać nie tylko dlatego, że praktyka gospodarcza potwierdza prawdziwość jego słów. Jego książka to kompendium informacji obalających powszechne w Polsce mity dotyczące polityki gospodarczej – takie na przykład jak to, że inwestycje zagraniczne i swobodny handel z zagranicą są zawsze korzystne.

Bardzo podobała mi się także świetne porównanie ochrony krajowych firm przed konkurencją do niepuszczania dzieci do pracy. Większość z nas nie wysyła własnych dzieci do pracy nawet wtedy, gdy skończą 15 lub 18 lat. W tym wieku nie mają bowiem cenionych na rynku pracy umiejętności i najprawdopodobniej musiałyby wykonywać mało rozwijającą i niskopłatną pracę fizyczną. Inwestujemy więc w ich edukację po to, by nauczyły się języków, poszły na studia i zarabiały w przyszłości znacznie więcej.

Dokładnie tak samo jest ze wspieraniem własnych firm (przez cła na konkurencyjne produkty albo dotacje) do czasu aż staną się wystarczająco silne, by wytrzymać konkurencję na globalnym rynku. Polska tego nie robiła i dziś nie mamy praktycznie żadnych liczących się na świecie firm, które produkują bardziej zaawansowane produkty. Tymczasem koncerny z Korei Południowej po okresie, w którym były chronione, zalały cały świat wysokiej jakości komputerami, smartfonami, telewizorami, samochodami i statkami.

Znaczna część książki Ha Joon Changa to właśnie jego wspomnienia z życia w Korei Południowej w czasie, kiedy jej gospodarka pędziła w tempie 10 proc. rocznie. Profesor opowiada, że postrzegano jako zdrajców tych, którzy kupowali zagraniczne produkty, ponieważ państwo potrzebował dewiz, by płacić za zagraniczne technologie dla modernizującego się przemysłu. Zresztą nawet obecnie prawie 90 proc. aut sprzedawanych w Korei to auta koreańskie.

Duże wrażenie zrobiła na mnie informacja, że w 1945 r. 78 proc. mieszkańców Korei Południowej była analfabetami (spadek po latach okupacji japońskiej). Oznacza to, że dziadkowie, a może nawet rodzice wielu inżynierów z Samsunga, Hyundaia czy LG (z których produktów Polacy tak często korzystają) nie potrafili się nawet podpisać.

Uwielbiam czytać książki, które zmuszają do myślenia, bo podważają utarte przekonania. Książki, które potrafią sprawić, bym zmienił zdanie na jakiś temat. I tak właśnie było ze „Złymi Samarytanami”. To intrygująca, dobrze napisana i wartościowa pozycja. Nie tylko jest to najlepsza książka Ha-Joon Changa, ale najlepsza książka ekonomiczna, jaka kiedykolwiek trafiła w moje ręce.

Co ciekawe, książki Koreańczyka, który jest jednym z największych krytyków wolnego rynku, zostały przez wolny rynek docenione: sprzedało się ich na całym świecie ok. 1,3 mln egzemplarzy. Sprawia to, że jest on prawdopodobnie jednym z nielicznych ekonomistów, który został milionerem dzięki pisaniu książek.

Często jestem proszony o polecenie interesującej publikacji o gospodarce i zawsze w pierwszej kolejności rekomenduję właśnie tę pozycję. Bardzo się cieszę, że jej pierwsze wydanie w języku polskim sprawi, że znajdzie ona w Polsce nowych czytelników.

A gdyby ktoś chciał jeszcze pogłębić wiedzę na tematy poruszane przez Koreańczyka, powinien sięgnąć po publikację prof. Erika S. Reinerta „How Rich Countries Got Rich… and Why Poor Countries Stay Poor” (niestety na razie jeszcze nie ma jej po polsku). Obie te książki zrecenzował Martin Wolf w jednym artykule, bo doskonale się uzupełniają, a autorzy dochodzą do tych samych wniosków, choc różnymi drogami.


Tagi


Dodaj komentarz


1 × = dziewięć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane