• Aleksandra Tołczyk

Warto zainwestować w prewencję przeciw otyłości

04.10.2016
Wzorowa uczennica klasy II gimnazjum spytała, jak łatwo złamać lewą rękę. Zszokowani rodzice dowiedzieli się wówczas, że złamanie gwarantuje pół roku zwolnienia z w-f, a ich córka z 20-kg nadwagą najbardziej na świecie nienawidzi tego przedmiotu; skutki otyłości będą droższe niż walka z jej ograniczeniem.

(CC0 pixabay)


W Polsce problem z nadwagą ma 20 proc. dzieci oraz 25 proc. dorosłych i według prognoz Międzynarodowej Organizacji Zdrowia będzie się on pogłębiał.

Leczenie otyłości oraz powikłań kosztuje polski budżet ok. 11 mln zł rocznie. Koszty opieki zdrowotnej nad osobami z nadwagą/otyłością są większe o ok. 44 proc. niż opieki nad osobami o prawidłowej wadze.

Państwo ten problem widzi i próbuje mu przeciwdziałać. Ja widzę te działania w naszym niewielkim miasteczku, jakim jest Płońsk. 22,5 tys. mieszkańców ma do dyspozycji 2 miejskie place zabaw, 3 spore zadbane parki, 2 dziecięce szkoły tańca, halę sportową z basenem, boiskami, stołami do ping-ponga i stadionem, ścieżki rowerowe, skatepark, 3 siłownie prywatne oraz 3 siłownie na świeżym powietrzu i kilka „orlików”. Do tego różne zajęcia dla dzieci i dorosłych; klub boksu, kickboxingu, karate, nauka pływania i nurkowania, klub rowerowy. Oczywiście za większość atrakcji trzeba zapłacić, ale w przypadku miejskich inwestycji nie są to wielkie pieniądze (np. wejście na basen) lub też całkowicie darmowe (siłownie na świeżym powietrzu, place zabaw, orliki, stadion).

Można więc powiedzieć, że Płońszczanie od najmłodszych lat mogą aktywnie spędzać czas gubiąc kalorie, a starsi mieszkańcy mogą skutecznie gubić kilogramy.

Tylko, że 99 proc. osób, które widzę w tych miejscach to osoby raczej szczupłe, natomiast w szkole, sklepie czy na ulicy bardzo wiele ma sporą nadwagę.

Władze miasta naprawdę się postarały i dały nam możliwości, więc co nie zadziałało?

Nie można przecież wszystkiego zrzucić na jedzenie, bo wszyscy mamy te same sklepy z tym samym towarem i tego samego McDonalda czy KFC do wyboru. Szczupli też kupują chipsy i mac-zestawy tyle, że chyba rzadziej.

Niedawno przeczytałam, że ”otyłość jest chorobą mózgu a nie stylem życia” i uważam, że taki pogląd ma sens. Nasze władze powinny więc jeszcze trochę pieniędzy przeznaczyć na „wyleczenie mózgu” czyli zmianę poglądów, przyzwyczajeń. W przyszłości na pewno zaprocentuje to zmniejszeniem nakładów na leczenie otyłości.

Dlatego, gdyby to zależało ode mnie, to wprowadziłabym obowiązkowy, jednolity program przeciwdziałania nadwadze w każdej szkole od IV klasy szkoły podstawowej.

Program ten polegałby przede wszystkim na zmianach w programie zajęć wychowania fizycznego w zakresie klas niesportowych:

  • wprowadzenie ćwiczeń aerobowych i biegów – na każdej lekcji,
  • zrezygnowanie z gimnastyki akrobatycznej (stanie na rękach, piramidy, przewroty itp.),
  • zamiana oceny końcowej na opisową ( i tak wszyscy zdają z w-f, a przynajmniej opis byłby sygnałem dla rodziców),
  • wprowadzenie ćwiczeń wzmacniających mięśnie kręgosłupa (bo każdy dorosły narzeka na bóle kręgosłupa),
  • zmniejszenie ilości ćwiczeń polegających na rywalizacji na rzecz tych, które wspierają współdziałanie,

Wszyscy nauczyciele wychowania fizycznego powinni zostać przeszkoleni do pracy z dziećmi z nadwagą – musieliby nauczyć się jak motywować dzieci do zrzucenia wagi oraz jak dobrać ćwiczenia, aby dla dzieci o prawidłowej wadze były to ćwiczenia ogólnorozwojowe, a dla tych z nadwagą wspierające odchudzanie.

Nauczyciele powinni też wyrabiać w wychowankach zasadę „odpracowywania pączka” –wyrobić nawyk, że pączek „kosztuje” 30 minut biegu, batonik 15, a TV PAKA chipsów ponad godzinę.

Drugą kwestią jest przeszkolenie pedagogów szkolnych do pracy z dziećmi otyłymi oraz ich rodzicami, którzy najczęściej nie zdają sobie sprawy z tego, że właśnie oni są największymi wrogami swoich dzieci. Pedagog powinien mieć podstawową wiedzę z zakresu zdrowego odżywiania i kaloryczności najpopularniejszych fast-foodów i umieć tę wiedzę przekazać.

Ponadto zmieniłabym program zajęć technicznych z zakresu odżywiania w taki sposób, aby każdy uczeń na zaliczenie przedmiotu musiał przez rok na każdą lekcję przygotowywać jadłospis. Początkowo przypadkowy, na jeden dzień, a wraz z realizacją programu, coraz bardziej zaawansowany – z wyszczególnieniem kaloryczności, zawartości białka, tłuszczów, węglowodanów, wypełnienia norm całodobowego spożycia dla najważniejszych witamin i mikroelementów. Tak, aby po roku umiał czytać etykiety i był w stanie samodzielnie oszacować kaloryczność większości posiłków.

Moim zdaniem tylko zadaniami i systematycznością można zmieniać podejście do otyłości, bo straszenie cukrzycą i nadciśnieniem nie przynosi rezultatów.

Mam nadzieję, że działania, które opisałam nauczyłyby kolejne pokolenia myśleć samodzielnie, decydować o zakupach żywności w oparciu o wiedze i nawyki a nie kolorowe opakowanie, chcę by szkoła dała dzieciom potrzebę i siłę powiedzieć babci „nie” dla kolejnego słodkiego batonika.

Myślę, że można wyrobić w dzieciach nawyk poprawnego wykonywania kilku ćwiczeń, które wzmacniają kręgosłup oraz wpoić wiedzę, jak zrzucić kilka kilogramów.

Bo jeśli nic nie zrobimy, to za kilkanaście lat przy ośrodkach pomocy społecznej powstanie nowy zawód: „Asystent ludzi otyłych”.

Artykuł został wyróżniony w tegorocznej edycji konkursu Obserwatora Finansowego ”Gdyby to zależało ode mnie, to…”

>>Wyniki konkursu

 


Tagi


Dodaj komentarz


pięć − 4 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane