Klimat kontra kapitalizm

14.05.2016
Przez wieki człowiek bał się natury. Przełom nastąpił w Oświeceniu, gdy najpierw filozofowie, a potem politycy uznali, że to człowiek panuje nad przyrodą, a nie odwrotnie. Postawiono na kapitalizm i rynek, pieniądz, wzrost, zysk - jesteśmy zakładnikami tej mantry. Naomi Klein spróbuje zmienić nasze podejście.

(Wydawnictwo Muza)


Owszem, niejaki Karol Marks dość szybko zdefiniował podstawowe bolączki i zagrożenia płynące z dominacji kapitału, ale problem w tym, że jego idee wprowadzone siłowo przez Włodzimierza Lenina w Rosji, a potem eksportowane dalej, wcale podejścia do natury nie zmieniły. Wręcz przeciwnie, zarówno Stalin w ZSRR, jak Mao Zedong w Chinach wprost nakazywali, by przyrodę człowiekowi podporządkować, a ich priorytetami gospodarczymi był przemysł ciężki, stalowy czy chemiczny, pociągając za sobą dalszą dewastację środowiska naturalnego.

Ten eksperyment mamy już za sobą, nawet w Chinach. Komunizm to zamknięta karta. Tyle tylko, że po jego upadku wszedł na scenę już nie kapitalizm, lecz turbokapitalizm, używając pojęcia Edwarda Luttwaka. I to on właśnie, wraz z hiperkonsumpcją, po raz kolejny, stał się przedmiotem zainteresowań Naomi Klein w jej najnowszej książce „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat”.

Kanadyjki już dwoma poprzednimi książkami narobiła w świecie sporo szumu. Tak może być i teraz, o ile sprawy przez nią poruszone, jako nazbyt delikatne, nie zostaną zmiecione pod dywan. Klein narusza bowiem zbyt wiele korporacyjnych lub branżowych interesów oraz utrwalonych pojęć czy przyzwyczajeń.

Młotem w przyrodę

Formalnie w centrum uwagi autorki są zmiany klimatyczne, do których – jak sama przyznaje – przekonała się dopiero w kwietniu 2009 r., a utwierdziła w grudniu 2015 roku przy okazji spektakularnego niepowodzenia szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Faktycznie jednak istotę jej rozważań bardziej oddaje podtytuł: „Kapitalizm kontra klimat”. Albowiem bogata, oparta na rozległych źródłach, pełna faktów i wnikliwych spostrzeżeń treść tomu jest niczym innym, jak ostrym uderzeniem w nasz dotychczasowy styl życia. Cały od epoki Oświecenia, a szczególnie w okres ostatni, w tym najbardziej we wprowadzaną właśnie w USA i Kanadzie rewolucję łupkową, o której pisze: „żeby wydobyć węgiel, potrzebne jest tylko niewielkie nacięcie. Tymczasem metody niekonwencjonalne (w tym tzw. szczelinowanie hydrauliczne – przyp. autora) działają niczym młot na całą okolicę”.

Naomi Klein ma pełną świadomość, że osoby zaangażowane w walkę przeciwko zmianom klimatycznym, ściśle powiązane z ruchem ekologicznym, jak ona teraz, są traktowane jako lewacy, a wielka finansjera, w tym Donald Trump, dziś kandydat na prezydenta, twierdzą, że „globalne ocieplenie to bzdura”. W żadnej mierze nie uznają, że powodem zachodzących zmian jest człowiek i jego działalność, podczas, gdy właśnie tak uważa już – co autorka kilkakrotnie powtarza – 97 proc. ogółu badaczy zajmujących się tym zagadnieniem.

Teza wyjściowa Klein jest jasna: „Nasi przywódcy nigdy nie traktowali zmian klimatu tak jak innych kryzysów, choć grożą one o wiele większymi stratami ludzkimi niż upadek banków czy zawalenie się budynków”.

Więcej i mocniej! Wychodząc od faktu, że w 2013 r., gdy pisana była ta książka, globalne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze było o 61 proc. wyższe niż w roku 1990, autorka otwarcie powątpiewa w cel stawiany przez ONZ i jego wyspecjalizowane agendy, by zatrzymać emisję w celu zahamowania wzrostu temperatury na planecie. W świetle aktualnych procesów, zjawisk i tendencji, dokładnie przez nią opisanych i zanalizowanych, uważa to za „utopijne marzenie”, po czym stawia twarde tezy: „nasze przetrwanie nikogo nie obchodzi”, a przecież „zmiana klimatu stała się dla rodzaju ludzkiego kryzysem zagrażającym jego istnieniu”.

Rozproszony opór

Ten tom jest opisywany na okładce jako „jedna z najważniejszych książek ostatniej dekady”, „pasjonująca i dramatyczna książka”, a zarazem „mocna i żarliwa polemika” oraz wizja mająca na celu „polityczną, gospodarczą, kulturową i moralną przemianę naszego świata”.

Tu tkwi, jak się wydaje, podstawowa słabość tej pracy, jej swoisty „wszystkoizm”, gdyż w ślad za wnikliwym zbadaniem stanu naszych badań i świadomości na temat zachodzących zmian klimatycznych, przychodzi bezpardonowy atak na – jak to nazywa autorka – „mentalność eksploatacji”.

Potem jest – znakomita zresztą – część poświęcona „blokadii”, czyli analizie działań różnych ruchów ekologicznych w świecie, ze szczególnym naciskiem na działania autochtonów, potomków dawnych plemion na terenie rodzinnej dla Klein Kanady. A na koniec przychodzi jeszcze, chyba najbardziej kontrowersyjne dla wielu, „prawo do odrodzenia”, czyli uczciwy opis swoich własnych trudności z zajściem w ciążę i porównanie kobiety jako „najmniejszego ekosystemu” z otaczającą nas przyrodą, poddawaną coraz większej, okrutnej presji.

Tym samym, nie jest to tylko książka o klimacie, globalnym ociepleniu czy zmianach klimatycznych, lecz w gruncie rzeczy manifest, w oczach wielu pewnie pamflet, na nasz dotychczasowy styl życia, na dominujące bezustannie od czasów Oświecenia nasze przekonanie, że to my – rodzaj ludzki jesteśmy panami świata.

Podczas, gdy w wyniku naszych działań, zachłanności, pazerności i chęci zysku za wszelką cenę niszczymy to, co zastaliśmy, zazwyczaj bezpowrotnie. Zamieniamy planetę w śmietnisko. W wyniku takiego naszego brutalnego postępowania znikają tropikalne lasy, drzewostany, rafy koralowe, setki i tysiące gatunków flory i fauny, a na Antarktyce znika lód i lodowce, co wielkie koncerny już traktują jako nowe Eldorado, pole do ekspansji i peregrynacji dotychczas nieznanych i niezbadanych złóż (opis tych działań należy w tej książce do jednych z najlepszych).

Dlaczego tak jest? Jedno z podstawowych wyjaśnień brzmi: nie rządzą nami wcale Barack Obama, Angela Merkel,Władimir Putin czy Xi Jinping, lecz korporacje energetyczne jak Exxon, BP, Chevron, Gazprom lub Sinopec.

Dlatego Klein konkluduje: „globalny kapitalizm sprawił, że uszczuplamy zasoby w takim tempie i z taką łatwością, że w rezultacie układ Ziemia – człowiek staje się niebezpiecznie niestabilny”. A jedyna nadzieja, bo jest mimo wszystko w tej książce nadzieja, jest pokładana w tym, by opisany wnikliwie ruch na rzecz klimatu odnalazł swój pełen głos i należycie zaznaczył swą obecność. Do tego ludzie w nim działający muszą przestać być hipokrytami – że nimi są dziś dowodzi w dewastującym opisie jednej z największych amerykańskich organizacji ekologicznych, czerpiących zyski z wydobycia surowców kopalnianych.

Ideologia zamiast wiedzy

Jeden z podstawowych zarzutów wobec tej pracy – obok debaty ideologicznej, która przy tego typu argumentacji jest nieunikniona – jest taki, że autorka skupia się niemal wyłącznie na USA i Kanadzie, tylko częściowo na Europie. Tak wielkie kolosy jak Chiny czy Indie oraz cała Afryka służą jej jedynie jako punkty odniesienia, nie są niestety wnikliwie analizowane.

Trud i wysiłek autorki oraz materiał przez nią zebrany jest imponujący. Tyle tylko, że wszelkie jej tezy należy „przefiltrować” przez fenomen „wschodzących rynków”, zupełnie przez nią przeoczony. Albowiem w pierwszych dekadach XXI stulecia to one właśnie z całym rozmachem dołączyły do grona turbokapitalistów, a najambitniejsi z nich, Chińczycy, jak najbardziej świadomie chcą sięgnąć po amerykański styl życia i dobrobyt.

Od dawna wiadomo, że takie cele w wykonaniu Chińczyków, Hindusów czy Indonezyjczyków – za co przecież trudno ich winić! – to nic innego, jak scenariusz prawdziwej katastrofy: ekologicznej, klimatycznej, a w efekcie gospodarczej i politycznej. Po prostu nasza planeta jest za mała, by zapewnić wszystkim dobrobyt: samochody dla każdego członka rodziny, duże apartamenty w miastach i dacze na wsi, masową turystykę, powszechny dostęp do źródlanej wody, lasów, plaż i czystej zieleni. Tego po prostu nie da się zagwarantować. „Klimat tego modelu nie udźwignie” – pisze, jakże słusznie, autorka.

A marzyciele typu Richard Branson, zgryźliwie i z przekąsem opisywani przez Klein, planujący odpłatne wycieczki na Marsa, raczej przyspieszają naszą katastrofę, aniżeli służą rozwiązaniem.

Jest wreszcie niebłahy problem odbioru tej książki w Polsce, gdzie świadomość ekologiczna, choć rośnie, to słabo, czego dowodem znikoma rola Zielonych na naszej scenie politycznej i faktyczny brak ruchu ekologicznego w głównym nurcie mediów – może poza ostatnim przypadkiem walki o drzewa w Puszczy Białowieskiej.

To dlatego Polska u sąsiadów, w Niemczech zyskała nieprzychylny epitet „klimatycznych talibów”, a istotnej zmiany w naszej świadomości nie poczyniły dwie konferencje klimatyczne ONZ zorganizowane w Poznaniu (2008) i w Warszawie. Nasi politycy, jak widać, takimi zagadnieniami się nie zajmują, pozostawiając te ważne kwestie, jak wiele innych, ekspertom czy fachowcom, którzy jednak akurat w kwestii zmian klimatycznych (o ekologii należałoby jednak mówić i pisać inaczej) są niemal równie silnie podzieleni jak media czy elity polityczne. Mamy raczej wiarę, niż wiedzę, bowiem jedni w zmiany klimatyczne wierzą, a drudzy nie. Porozumienia między obu stronami brak.

Co sprawia, że przez jednych lektura kontrowersyjnej z założenia, choć niezwykle ważnej książki Naomi Klein będzie przyjęta jako objawienie, a przez innych odrzucona jako ideologiczny bełkot. Będzie tak nawet bez zastanawiania się nad treściami w niej zawartymi i ważnym przesłaniem, zawartym w słowach: „Jakieś siedem lat temu zdałam sobie sprawę, że jestem do tego stopnia przekonana, iż zmierzamy w kierunku ekologicznej katastrofy, że straciłam zdolność cieszenia się czasem spędzanym na łonie natury”. Wszędzie widziała nieodwracalne zniszczenia. Czy ona jedna?


Tagi


  • [ja!] pisze:

    ▌▌Modna autorka bon-motów prawdopodobnie znów nie przyniesie nic, ponad interesującą lekturę…
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„osoby zaangażowane w walkę przeciwko zmianom klimatycznym, ściśle powiązane z ruchem ekologicznym, jak ona teraz” ▌▌— Czyli chwilowa moda…
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„«żeby wydobyć węgiel, potrzebne jest tylko niewielkie nacięcie. Tymczasem metody niekonwencjonalne (w tym tzw. szczelinowanie hydrauliczne – przyp. autora) działają niczym młot na całą okolicę»” ▌▌— Tak, dotyczy szczególnie kopalni odkrywkowych…
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„W żadnej mierze nie uznają, że powodem zachodzących zmian jest człowiek i jego działalność, podczas, gdy właśnie tak uważa już – co autorka kilkakrotnie powtarza – 97 proc. ogółu badaczy zajmujących się tym zagadnieniem.”

    ▌▌„Nasi politycy, jak widać, takimi zagadnieniami się nie zajmują, pozostawiając te ważne kwestie, jak wiele innych, ekspertom czy fachowcom”

    ▌▌— Nawet gdyby nie chodziło o gigantyczne fundusze na dalsze badania, to i tak jesteśmy w sytuacji zakładnika z teorii gier — bardziej nam się opłaca żerować na sytuacji i przeć w kierunku pozycji lidera, niż osuwać się w dół próbując walczyć przeciwko całemu światu.
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„«Nasi przywódcy nigdy nie traktowali zmian klimatu tak jak innych kryzysów, choć grożą one o wiele większymi stratami ludzkimi niż upadek banków czy zawalenie się budynków»”

    ▌▌— Czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal… Każdego roku przeprowadza się miliony aborcji — czy z równym zaangażowaniem autorka zacznie walczyć z zabijaniem milionów? A może to po prostu mniej modne na lewicy?
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌Lewica już tak ma, że musi sobie znaleźć dostatecznie abstrakcyjny, a jednocześnie „słuszny” cel, by pod tym pretekstem znów móc żyć na koszt podatnika. No jakoś zawsze samo tak wychodzi — nigdy nie walczą za własne…

  • [ja!] pisze:

    ▌▌„«zmiana klimatu stała się dla rodzaju ludzkiego kryzysem zagrażającym jego istnieniu»” ▌▌— Taaa, jasne… Mniejsze wydatki na ogrzewanie zabiją każdego…
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌BTW: Kapitalizm stanie się właśnie najskuteczniejszym ratunkiem, gdyż jest zorientowany na zaspokajanie potrzeb swoich klientów. Gdy tylko pozycja ochrony klimatu pójdzie w górę na liście potrzeb konsumentów — kapitalizm będzie wówczas najlepszą odpowiedzią (przypomnijmy, że socjalizm/komunizm zniszczyły absolutnie wszystko, o co oficjalnie dbały i „wygrywały” w konkurencji z kapitalizmem: środowisko naturalne, poziom życia klasy robotniczej/proletariatu, ochronę socjalną, dziedzictwo kulturowe, zniszczyły absolutnie wszystko…)
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„na koniec przychodzi jeszcze, chyba najbardziej kontrowersyjne dla wielu, «prawo do odrodzenia», czyli uczciwy opis swoich własnych trudności z zajściem w ciążę i porównanie kobiety jako «najmniejszego ekosystemu» z otaczającą nas przyrodą, poddawaną coraz większej, okrutnej presji.” ▌▌— Nie czytałem, ale to akurat brzmi całkowicie logicznie: to właśnie będzie źródło wzrostu popytu konsumentów na czyste środowisko naturalne, a zarazem świetnie się zgrywa z obrazem „kawiorowej lewicy” — pogrążonej w gargantuicznej konsumpcji plastikowego świata i jednocześnie machającej chorągiewką Greepeace’u za $100…
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌Omawiany tekst w jego omówieniu zawiera pewien tradycyjny fałsz poznawczy — mówi o znikających zasobach (w domyśle: — Zatrzymać to!), ale nie mówi o zasobach już zniszczonych — całej Europy, Ameryki Pn., Chin, Indii i Japonii oraz ich kolonii, przez kogo i na czyją zakumulowaną korzyść.
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„znikoma rola Zielonych na naszej scenie politycznej i faktyczny brak ruchu ekologicznego w głównym nurcie mediów – może poza ostatnim przypadkiem walki o drzewa w Puszczy Białowieskiej.”

    ▌▌— I to jest właśnie dowód na czysto doraźnie polityczne zmanipulowanie kwestii ekologicznych — Białowieża jest supercenna naukowo, ale bez znaczenia dla ekologii, tymczasem Platforma, która zamierzała przehandlować polskie lasy (a to już właśnie ma znaczenie ekologiczne!) otrzymała pełne poparcie wizerunkowe ze strony zmanipulowanych mediów — tak właśnie działa propaganda, a nie żadna walka o ekologię.
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„Mamy raczej wiarę, niż wiedzę, bowiem jedni w zmiany klimatyczne wierzą, a drudzy nie” ▌▌— To jest kolejne bardzo głębokie spłycenie problemu: ▌▌1. Nie ma nawet całkowitej pewności, czy są to trwałe zmiany klimatyczne, czy tylko chwilowe fluktuacje. ▌▌2. Jeśli nawet klimat trwale się ociepla, nie ma gwarancji, że spowodował to człowiek. ▌▌3. Nawet jeśli spowodował to człowiek, to żadne państwo indywidualnie z tym nie wygra. ▌▌4. Nawet gdyby dogadała się znakomita większość państw świata, to wcale nie ma gwarantowanych metod rozwiązania problemu. ▌▌5. Nawet gdyby zastosowano jakieś gwarantowane metody, to nie powstrzymają one już istniejącego trendu. Itd., a wniosek jaki się nasuwa jest dokładnie taki sam, jak z teorii gier dla oligopolu — wygrywa ten, kto najskuteczniej będzie łamał porozumienie, reszta przegrywa.

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    Nawiązując do już zauważonego przez @[ja!] aspektu wcześniejszego rabunku środowiskowego i akumulacji, można zauważyć, że niemieckie opinie są co najmniej mało miarodajne: „Polska u sąsiadów, w Niemczech zyskała nieprzychylny epitet „klimatycznych talibów”. Dlaczego? A co niby Polska ma zrobić ze swoją gospodarką? Przejść na drewno opałowe? W warunkach zdominowanej przez niemiecki przemysł gospodarki quasi-kolonialnej? Ze zniszczonym własnym przemysłem maszynowym, elektronicznym, samochodowym, tkalniczym? Co niby mają zrobić Polacy? Porzucić węgiel? To może NIEMCY PORZUCĄ WĘGIEL? Zużycie węgla w Niemczech wynosi 240 mln ton! W Polsce 80 mln ton. Trzy razy mniej, ale to nas właśnie Niemcy piętnują jako „klimatycznych talibów”. A czym sami są? Skrajnymi hipokrytami w cyniczny sposób manipulującymi propagandą.

  • Norbert pisze:

    Tak naprawdę nie ma znaczenia skąd płynie zagrożenie dla
    naszego istnienia. Nie ma znaczenia czy jest to nasza
    wina czy może klimat zmienia się z jakiś innych
    nieznanych nam powodów. Gdyby większość pasażerów
    Titanica została razem z orkiestrą na balu do samego
    końca zamiast próbować się ratować, bilans ofiar
    wyglądałby znacznie gorzej.
    Niestety większość z nas nie chce opuścić balu.
    Konsumpcja pochłonęła nas do reszty, nawet nie próbujemy
    się przed tym bronić. Wszyscy chcemy dobrze żyć. Tylko
    czy koszty naszego życia da się zrównoważyć?
    Jeżeli uda się zrównoważyć wytwarzanie energii, przejść
    na całkowicie odnawialne źródła.Czy to rozwiąże nasz
    problem? Załóżmy, że w przyszłości każdy z nasz będzie
    sobie wytwarzał energię z przydomowej wydajnej instalacji
    fotowoltanicznej i będzie ją magazynować w wystarczającej
    ilości ,nie musząc się ograniczać. Na co wydamy
    zaoszczędzone pieniądze? Na jeszcze większą konsumpcję.
    Zielona i tańsza energia spowoduje owszem, że będziemy
    zdrowsi ale również to, że na „balu” będzie nas więcej.
    To uwydatni problemy w innych obszarach naszego życia i
    gospodarki.Opracujemy pompę, która będzie szybciej
    napełniać dziurawe wiadro zamiast zacząć od dziury w
    wiadrze. Przełowione oceany, degradacja gleby,
    wyeksploatowane surowce nieodnawialne i te odnawialne ,
    więcej odpadów i zanieczyszczeń. To tylko przyśpieszy lot
    w dół. Taniej wytworzony produkt to mniej opłacalny
    odzysk surowca. Niestety tak jesteśmy zaprogramowani, że
    jeżeli coś jest tanie i dostępne to więcej tego
    marnujemy. To jest tak jak z darmowymi jednorazowymi
    reklamówkami. Bierzemy jak najwięcej, jakby miało dla nas
    braknąć lub nie mogli bez tego żyć, chociaż wiemy gdzie
    zaraz skończą.
    Swiadomość w społeczeństwie buduje się dekadami a nawet
    wiekami i to nie zawsze z pełnym sukcesem. Do tej pory
    kobiety i mniejszości walczą o równouprawnienia i z
    dyskriminacją. Do tego dochodzą grupy interesów często
    sprzeczne z dobrem ogółu, politycy którzy niczego nie
    potrafią naprawić bo są zalezni od sądaży wyborczych i
    dużego kapitału.
    Staliśmy się bezbarwną jednolitą masą, która przestała
    widzieć otaczający ją świat (lub może nie chce widzieć).
    Czujemy, że statek się przechyla, ale
    dopóki bal trwa niczego nie zrobimy. Skoro wszyscy się
    bawią to chyba nie trzeba się niczym martwić. Czy
    rodzicom zależy na jakości życia swoich dzieci, pozornie
    a co dopiero wnuków czy prawnuków, których i tak nie
    poznają. Żyjemy chwilą i to się nie zmieni póki nie
    dojdzie do prawdziwej katastrofy, do punktu w którym nie
    będzie alternatywy a jedyne wyjście będzie bardzo
    bolesne i konieczne. Jeżeli przeżyjemy to się dostosujemy. Kolejne
    pokolenia będą się rodzić w nowej rzeczywistości
    oswajając się z nią. Czy będą mądrzejsze i unikną
    błędy swoich ojców, dziadków lub pradziadków. Mam
    wątpliwości. To nie będzie zakończenie w stylu Hollywood,
    wszyscy zrozumieją swój błąd i zaczyną budować nowy
    piekny świat, zupełnie inny.
    Jest to książka, która zwraca uwagę na bardzo ważne kwestie. Po nią niestety sięgną ludzie, którzy taką świadomośc mają,
    inni jej nie przeczytają. Do mainstreamu się nie przebije
    dopóki nie będzie się dało na tym zarobić.Czy przerzucanie winy ma sens. Czy korporacje
    są winne tego stanu? czy może my wszyscy, bo w końcu kto
    tworzy te wielkie korporacje.

  • Bogdan Góralczyk pisze:

    Panie Norbercie,

    Dziękuję za ten wpis!!
    Bogdan Góralczyk

  • Mateusz Machaj pisze:

    @Norbert – w czym problem? To opuścimy Ziemię. Zresztą MUSIMY to zrobić – życie 100% populacji na jednej planecie, to zbyt duże ryzyko. Nie powinniśmy wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka. Musimy zacząć kolonizować inne planety.

  • PKl pisze:

    O ile zgadzam się, że problem istnieje, to z tym podejściem kompletnie zgodzić się nie mogę. Od takiego, przepraszam bardzo, uduchowionego straszenia już tylko krok do prania w łupinach orzecha i recyklingu papieru toaletowego. Ale, to że pani Klein odpływa od rzeczywistego życia mniej mnie przeraża niż to, że tacy ludzie jak prof. Góralczyk idą za nią. Panie profesorze ja zawsze miałem pana za racjonalnego politologa, a pan zdaje się tu głosić pochwałę mody na powrót to paleolitu. Jestem za racjonalnym wykorzystywanie zasobów, ale za ich wykorzystywaniem, za mądrą polityką energetyczną, ale uwzględniającą i regulacje rzecz i budowę atomowych elektrowni jeśli są człowiekowi potrzebne. Możemy rozmawiać o elektrycznych samochodach i ograniczaniu emisji, ale nie o przestawieniu się na rowery i hulajnogi. A niestety idee pani Klein zdają się to implikować. Wydaje mi się, że ona jest smutna. Tak po ludzku. Może w depresji. Że to jej prywatne przeżycia spowodowały, że postanowiła „ratować świat”. Nawet do „ratowania świata” człowiek ze swoimi działaniami jest potrzebny. Chyba, że faktycznie chcemy opuścić ręce i poczekać aż nasze miasta znów zarośnie dźungla i wrócą na łono natury.

  • Ryszard.a.l.s pisze:

    To część ludzkiej natury, że zajmuje się tym, co wali się dziś, a nie co może się zawalić kiedyś. W Polsce głośno było ostatnio o raporcie o najbardziej zasyfionych miastach w Europie, gdzie chyba z 15 czy 20 to były nasze „uzdrowiskowe” Żywce itp. Dam sobie uciąć palec, że chociaż ludzie tam powolnie umierają nikt z tym nic nie zrobi. Dlaczego? Bo tego syfu nie widać. I może dobrze, że paniki nie ma bo trudno byłoby nagle połowę południowej Polski przesiedlić nad morze. Osobiście wolę ratować banki niż myśleć o tym, że człowiek to świnia bo niszczy klimat. Co nie oznacza, że klimatu ratować nie należy. Należy. Należy zacząć o niego dbać. Pani Klein pisze, że tacy jak ona są uważani za lewaków. A zastanowiła się dlaczego? Bo przecież nie z powodu ideologii. Tylko z powodu metod jej głoszenia. To wszystko jest jakieś takie…nawiedzone. Zacznijmy może od spraw podstawowych. 1) każda gmina musi obowiązkowo pobierać opłate za wywóz segregowanych śmieci. Wtedy skończy się palenie śmieci na własnym podwórku i w piecu. 2) dlaczego w miastach wciąż można nie segregować? Zmieńmy na początek to, a potem zajmiemy się topnieniem lodowców, co państwo na to?

Dodaj komentarz


+ 8 = dziesięć

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane