Innowacyjny biznes to oręż w walce ze zmianami klimatu

07.10.2016
Klimat się ociepla i ma to skutki dla gospodarki. - Firmy i konsumenci, choć nie zawsze sobie zdają z tego sprawę, już to odczuwają – uważa Daniel Zimmer, ekspert organizacji Climate-KIC. Przekonuje, że lekarstwem na negatywne skutki zmian klimatu są innowacyjne start-upy.

(CC0)


ObserwatorFinansowy.pl: Zmiany klimatu to poważna sprawa?

Daniel Zimmer: Oczywiście, że tak.

Ale ostatnimi czasy politycy, zdaje się, o nich zapomnieli. Skupiają się np. na imigrantach.

Możliwe. Zapominają jednak, że masowe migracje także mają swoje źródło w zmianach klimatu. Od lat zajmuję się tymi zagadnieniami, ze szczególnym naciskiem na problematykę gospodarki wodnej oraz dostępu do wody, i dla mnie są one oczywiste. Przed wybuchem kryzysu i wojny w Syrii obszar ten przeżywał najintensywniejsze od 500 lat susze. To jest doskonale udokumentowane. Brak wody to straszna rzecz i ma fatalne skutki.

Ocieplenie klimatu przekłada się na gorączkę społeczną? Znana teza.

Znana i potwierdzona. Ale nie wszyscy traktują ją serio. W momencie gdy zmiany klimatu są tak intensywne, że powodują społecznie napięcia, pojawia się realna groźba wielkiego kataklizmu. Tym razem ziściła się na naszych oczach.

Kiedyś Al Gore straszył istnym piekłem na ziemi jako rezultatem globalnego ocieplenia. Pan także jest zwolennikiem katastroficznych scenariuszy?

Wydaje mi się, że zmiany klimatu już teraz wpływają bezpośrednio na nasze życie, chociaż często nie do końca sobie to nie uświadamiamy. Susza w Rosji czy na Ukrainie nie może pozostać bez wpływu na ceny produktów spożywczych w regionie, prawda? We Francji na przykład mamy od trzech dekad do czynienia ze stagnacją w uprawie zbóż i, jak się szacuje, w ok. 30 proc. jest ona wynikiem zmian klimatu. Mniejsze plony to zmiana struktury zatrudnienia, importu, cen… Niestety, politycy patrzą tylko na powierzchnię zdarzeń, nie wnikają w prawdziwe przyczyny kryzysów. Widzą na przykład emigrantów i to oni są dla nich problemem. Tymczasem migracje były od zawsze naturalnym sposobem, w jaki ludzkość radziła sobie z problemami. To, że ludzie uciekają z miejsc, w których im źle, to normalne zjawisko.

Działa pan w organizacji, która próbuje rozwiązywać problemy będące wynikiem zmian klimatu, wspierając innowacyjne projekty. W jakiej skali działacie?

W Climate-KIC łączymy sektor prywatny i publiczny, zrzeszamy ok. 150 organizacji z 13 krajów Europy, a nasze główne zadanie to faktycznie wspieranie innowacyjności w kwestiach klimatycznych. Kształcimy ludzi do tego, by o zmianach klimatu myśleli w przedsiębiorczy sposób. Żeby tworzyli biznesy, które są na nie odpowiedzą.

Biznes, a nie politycy, rozwiąże nasze problemy z klimatem?

Biznes może się do tego przyczynić. Sfinansowaliśmy ok. 500 start-upów „klimatycznych”, z czego 20 proc. okazało się sukcesem. Pomagamy nie tylko we wczesnej fazie pracy nad pomysłem i w jego finansowaniu, ale także ułatwiamy jego komercjalizację – tak, by osiągnąć efekt skali. Wyzwań jest wiele. W ciągu ostatnich 30 lat trzykrotnie wzrosła intensywność katastrof naturalnych. Musimy nauczyć się z tym żyć – radzić sobie nie tylko z ich skutkami, ale i z przewidywaniem ich i zabezpieczaniem się przed nimi. Będą one coraz bardziej dotkliwe. Nasze gospodarki są coraz bardziej zaawansowane, a przez to zmiany klimatu oddziałują na nie w bardziej różnorodny sposób na wielu poziomach.

Które branże poza rolniczą już teraz ponoszą koszty związane ze zmianami klimatu?

Bardzo cierpi sektor ubezpieczeniowy. Jeszcze kilka lat temu nie zdawano sobie sprawy, jakie ocieplenie klimatu niesie dla niego ryzyko. Uważano, że da się zmiany wkalkulować w stare modele wyceny ryzyka i wszystko będzie grało. Teraz sytuacja się zmienia. Pracujemy z dużymi ubezpieczycielami – liczą straty po huraganach w USA czy tajfunach w Azji i widzą, że są one coraz większe. Coraz większa jest też świadomość, że trzeba jakoś zmniejszać ryzyko klimatyczne.

Ktoś powie, że katastrofy naturalne zdarzały się i będą się zdarzać. Problem jednak nie tyle w ich w ich zwiększonej częstotliwości, ile w intensywności. Pamiętajmy, że większość energii skumulowanej w wyniku globalnego ocieplenia absorbują oceany – ponad 90 proc. Znajduje ona ujście m.in. właśnie w trakcie formowania się tajfunów. To właśnie dlatego są silniejsze i bardziej destrukcyjne.

Oprócz sektora ubezpieczeniowego cierpi handel. Duże sieci mają problemy z łańcuchem dostaw, który staje się coraz bardziej niestabilny. Muszą stawiać albo na odporne na zmiany klimatu nowoczesne rolnictwo, którego rozwój jest nota bene przedmiotem naszego zainteresowania, albo relokować źródła zaopatrzenia.

Bezpośrednie koszty zmian klimatu ponoszą miasta, w których wybuchają fale upałów, tworzą się wyspy ciepła. Nadweręża to miejską infrastrukturę, nie wspominając już o tym, że ludzie po prostu od tego umierają.

Czyli te klimatyczne inicjatywy miejskie typu „do 2020 r. będziemy miastem zeroemisyjnym”, o których się teraz słyszy, to nie jest wyraz jakiejś ideologii, ale czysty pragmatyzm?

To realizm i ogólnoświatowy trend. Liczba wdrażanych polityk w tym względzie jest bardzo duża. Co ciekawe, ekologiczne podejście zaczyna przebijać się także w miastach azjatyckich. Dlaczego? Łatwiej tam przekonać ludzi, którzy mają już dość zanieczyszczenia i smogu, do zmian.

Na zmianach klimatu można zarabiać, co udowadniają wasze start-upy. Uogólnijmy tę obserwację. Zmiany klimatu mają swoje plusy i minusy. Czy można jednoznacznie stwierdzić, że minusów jest więcej?

Myślę, że to już nie podlega dyskusji. Kwestia, co z nimi zrobimy. Oczywiście, niektóre z tych minusów rzeczywiście można przekuć, choćby w części, na zysk. Weźmy dane klimatyczne, m.in. dokładne prognozy pogody, które coraz bardziej potrzebne są rolnikom – w USA rynek firm, które specjalizują się w ich dostarczaniu wycenia się na miliard dolarów. Inwestuje w to m.in. Google.

Widzimy też, że rynek się dostosowuje do klimatu. Francja była kiedyś najdalej na północ wysuniętym krajem w Europie, w którym można było uprawiać winorośl. Obecnie w Wielkiej Brytanii klimat zmienił się już na tyle, że można tam produkować (i robi się to) dobre białe wino czy szampana. Niedługo kraje północy Europy także uruchomią produkcję wina.

Wino z Danii albo z Norwegii?

Niewykluczone. Północny klimat łagodnienie i staje się bardziej przyjazny różnego rodzaju aktywnościom dotąd tam niepopularnym. Tydzień temu w hiszpańskiej Sewilli zanotowano 44 stopnie Celsjusza. Tak wysoka temperatura odstrasza turystów. W związku z tym turystyka przesuwa się na północ albo do krajów umiarkowanego klimatu, np. do…

…Polski. Ruch turystyczny wzmógł się u nas ostatnio.

Właśnie. Widzimy, że w ten sposób zmiany klimaty przyczyniają się do ekonomicznej polaryzacji północy i południa. To kolejny negatywny skutek.

Widać nawet pogoda sprzyja bogatszym.

Fakt. W Afryce w wielu krajach już teraz głównym zajęciem ludzi jest usuwanie skutków zmian klimatu albo ucieczka przed nimi. Północ globu na zmianach korzysta. Tendencja ta nie napawa szczególnym optymizmem. Myślę więc, że koniecznie trzeba uruchamiać przedsiębiorczy potencjał ludzi i niwelować te zmiany.

Jak na kwestię zmian klimatu zapatrują się tradycyjne branże emitujące CO2, np. przemysł paliwowy i wydobywczy? Czy świadomość, że one także muszą coś realnie zrobić, do nich dotarła, czy może wciąż zajmują się poprawianiem swoich raportów dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu, czyli działaniami czysto piarowymi?

Wydaje mi się, że ostatnio widoczna jest duża i pozytywna zmiana postaw biznesowych. Widać to np. w sektorze finansowym i sposobie długoterminowego inwestowania. Zwraca się uwagę na to – robią to np. fundusze emerytalne – czy w długim terminie dane papiery zachowają swoją rentowność. Firmy emitujące dużo CO2 albo bazujące na paliwach kopalnych są na straconej pozycji, bo w przyszłości ich rentowność ograniczy albo regulator, albo sama natura, gdy okaże się, że np. ropa się skończyła.

Co do samych tych firm, które wytwarzają CO2, to coraz silniejsze jest wywierane na nie przez rozmaite środowiska ciśnienie, by publikowały szczegółowe raporty z faktycznych działań mających na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych lub zwiększenie efektywności energetycznej. Co więcej, okazuje się, że te firmy często same z własnej woli nakładają wewnętrzną cenę na emisję CO2, żeby przygotować się do sytuacji, w której taką cenę nałoży się globalnie.

Ale czy globalne rozwiązana pana zdaniem są naprawdę możliwe?

Myślę, że są konieczne. Bez wprowadzonych globalnie regulacji trudno o skuteczną odpowiedź na zmiany klimatu. Państwo jednak swoją polityką powinno nie tyle nakazywać, co i jak robić, albo czegoś zakazywać, ale wspierać właściwe działania. Jeśli np. nowoczesne termoizolacje pozwoliłby na spore oszczędności w zużywanej przez gospodarstwa domowe energii, to rząd zachętami podatkowymi może skłonić prywatne firmy, by na swój koszt wyposażyły owe gospodarstwa w nową izolację. Można by się umówić, że klienci wciąż płaciliby po staremu za energię aż do momentu, gdy firmy nie odbiją sobie kosztów inwestycji z różnicy pomiędzy rachunkiem a wynikłą z nich oszczędnością.

Regulacje to jednak tylko jeden z trzech filarów, na których musi się opierać odpowiedź na zmiany klimatu. Pierwszy to indywidualna świadomość ludzi, drugi to gospodarka, czyli firmy, dopiero trzeci to rząd. Potrzeba znaleźć między nimi równowagę.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Daniel Zimmer jest hydrologiem, inżynierem rolnictwa, drektorem innowacji w Climate-KIC, organizacji zajmującej się m.in promowaniem projektów biznesowych związanych ze zmianami klimatu.


Tagi


Dodaj komentarz


8 − = trzy

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane