Burzliwe dzieje GPS

21.08.2016
Niewiele brakowało, by system GPS, z którego korzysta prawie każdy użytkownik komputera i smartfonu, nigdy nie powstał.


Greg Milner w książce „Pinpoint. How GPS Is Changing Technology, Culture and Our Minds” („Zlokalizuj: Jak GPS zmienia technologie, kulturę i nasze umysły”) pisze, że budżet na rozwój tego projektu był w gestii Amerykańskich Sił Powietrznych (United States Air Force). Dowództwo lotnictwa regularnie jednak cięło budżet na system pozycjonowania nazywany początkowo kryptonimem „Program 621B” (dopiero na początku lat 70. XX wieku projekt stał się programem GPS).

Dywersja US Air Force

Jak to możliwe, że w czasie zimnej wojny Amerykanie nie uważali systemu pozycjonowania za priorytet? Działo się tak dlatego, że choć w budżecie Amerykańskich Sił Powietrznych były projekty dotyczące przestrzeni powietrznej, ale – paradoksalnie – lotnictwo nie było ich głównym beneficjentem. Najwięcej korzystała z nich zwykła piechota.

Dodatkowy problem polegał na tym, że mnóstwo osób nie potrafiło zrozumieć, do czego GPS służy. Gaylord Green, jeden z projektantów GPS, opowiadał, że regularnie musiał odpowiadać na pytanie: „A co tak właściwie ten GPS robi?”. Najprostsza odpowiedź brzmiała: „Mówi ci, gdzie jesteś”. Zwykle reakcja na to była następująca: „Ja wiem, gdzie jestem. Nie potrzebuję cholernego satelity, by mi to powiedział”.

Zadaniem Ronalda Yatesa, obecnie generała Amerykańskich Sił Powietrznych na emeryturze, była obrona budżetu przeznaczonego na rozwój systemu GPS przed zakusami dowództwa lotnictwa USA. Co roku wyznaczało ono budżet tego projektu na „zero”, argumentując, że „nie potrzebujemy kolejnego systemu nawigacyjnego”. Jak twierdzi Yates, nie do końca mieli oni rację, ponieważ jego zdaniem GPS to nie jest system nawigacyjny tylko system naprowadzający.

GPS (nie) dla bomb

Różnica – na pozór niewielka – jest kluczowa. Główni wspierający powstanie systemu GPS uważali bowiem, że jego głównym zadaniem jest sprawienie, by bomby i pociski trafiały dokładnie w cel. Niestety, był z tym poważny problem, który dał o sobie znać jeszcze w czasie II wojny światowej. Otóż by precyzyjnie trafić bombą w cel na ziemi, pilot musiał mieć bardzo dobrą widoczność, do której potrzebował idealnej pogody. Problem polegał na tym, że wówczas także on był doskonale widoczny dla tych, którzy na ziemi chcieli go zestrzelić.

Odpowiedzią na to zagrożenie była wprowadzona do użytku w 1935 roku latająca forteca B-17A. Miała karabiny maszynowe i grubsze ściany. Niestety, na niewiele się to zdało i wiele B17A zostało zestrzelonych w czasie misji na Niemcami (tylko w czasie jednej z nich w 1943 roku, której celem było zbombardowanie fabryk w Schweinfurt i Regensburg, zostało zniszczonych 60 samolotów).

Kolejnym problemem, z którym borykały się siły powietrzne (i któremu miałby zaradzić system GPS), była niecelność bomb. W czasie nalotów na Japonię 90 proc. bomb minęło cel o więcej niż 600 metrów. Gdy w 1978 roku przystąpiono do testów pierwszej wersji systemu GPS, zrzucono sześć bomb. Zakładano, że margines błędu będzie wynosić 15 metrów, tymczasem większość bomb minęła się z celem o zaledwie 3-4,5 metra.

Co ciekawe, kiedy szukano lejów po bombach, znaleziono ich tylko pięć zamiast sześciu, bo dwa pociski trafiły dokładnie w to samo miejsce. Bardzo dobre wyniki testów nie zatrzymały prób zakończenia programu GPS. Dowództwo Amerykańskich Sił Powietrznych było wówczas zdania, że precyzja w bombardowaniu nie jest priorytetem. Celem powinna być całkowita kontrola w powietrzu. Miało ją zapewnić posiadanie takiej liczby zaawansowanych technicznie samolotów, by wróg nie mógł nic zrobić.Po raz kolejny system GPS uratował Pentagon i senat USA uchwalając dodatkowe finansowanie.

Dowództwo Amerykańskich Sił Powietrznych doceniło potrzebę systemu GPS w drugiej połowie lat 80. XX wieki. W 1986 roku lotnictwo USA wykonało tzw. operację El Dorado Canyon. Był to nalot na wojskowe budynki i obóz treningowy w Libii w odwecie za zdetonowanie bomby w klubie w Berlinie Zachodnim, w którym zginęły trzy osoby, a trzysta zostało rannych. Formalnie uznana za sukces operacja doprowadziła jednak do poważnych strat w ludziach. Zginęło przynajmniej jedno dziecko i dwóch dorosłych Amerykanów. Jedna z bomb o mały włos nie trafiła w ambasadę Francji w Trypolisie.

Dopiero w 1991 roku GPS miał szanse pokazać, jak precyzyjne bombardowanie potrafi zmienić obraz konfliktu. Operacja Pustynna Burza była oszałamiającym sukcesem. Niewidzialne dla radarów samoloty U2 z radarami wspomagającymi się systemem GPS znajdywały cel i przekazywały jego namiary do bombowców B52. Obsługa bombowców wpisywała koordynaty celu do komputera wykorzystującego GPS, by wybrać moment zrzutu ładunków. W Iraku wojska koalicji wykorzystywały GPS także do tego, by poruszać się w nieznanym terenie, którego dużą część stanowiły pustynie i pola minowe.

Zaskakujące zastosowania

Wojskowa historia systemu GPS jest fascynująca, ale jeszcze ciekawsze są jego mało znane zastosowania, które zmieniają, to jak żyją ludzie na całym świecie. Na przykład z globalnego systemu pozycjonowania korzystają farmerzy buraka cukrowego, którym to GPS wskazuje miejsce, gdzie mają umieścić nasiono. Precyzja jest w tej uprawie tak ważna, że Troy Seaworth z Seaworth Farms korzysta nie tylko z amerykańskiego systemu GPS, ale także rosyjskiego z GLONASS.

Z satelitarnych systemów pozycjonowania korzysta 2,5 mln farm w USA i Kanadzie (to połowa wszystkich użytkowników tej technologii w rolnictwie na świecie). Farmerzy w Europie są bardziej sceptyczni, w Wielkiej Brytanii z GPS korzysta tylko 22 proc. z nich.

W 1996 roku rynek cywilnych zastosowań systemu GPS wart był 2 mld dolarów. Wtedy też prezydent USA Bill Clinton oświadczył, że od 2000 roku nie będzie już celowego pogarszania jakości sygnału GPS dla celów cywilnych. Od tego czasu namiary otrzymywane z systemów GPS przez zwykłych obywateli stały się dziesięć razy dokładniejsze.

W 2011 roku firma MarketandSales oszacowała rynek usług związanych z GPS na 9,1 mld dolarów i oceniała że do 2016 roku zwiększy się on o 200 proc. Gdy jednak uwzględnimy wartość wszystkich chipów GPS w telefonach, komputerach itp., wyjdzie nam kwota liczona w bilionach dolarów. Korzyści z systemu GPS dla amerykańskich farmerów w latach 2006-2012 szacowane na 20 mld dolarów dzisiaj wynoszą 33 mld dolarów. Wynikaja one z oszczędności przy korzystaniu z nawozów i ziemi oraz większej wydajności.

Książkę Grega Milnera polecają renomowane periodyki zarówno biznesowe („The Wall Street Journal”, „Financial Times”), jak i naukowe („Nature”). Można się z niej dowiedzieć nie tylko o historii systemu GPS, ale także poznać sposoby ludzi na zorientowanie się, gdzie się znajdują, podróżując po świecie. Publikacja nie nudzi nadmiarem technicznych szczegółów i może być czytana także przez laika.

„Pinpoint” to pozycja zdecydowanie godna polecenia. Po jej przeczytaniu inaczej spojrzymy na nasz smartfon, kiedy znowu poinformuje nas, gdzie się znajdujemy.


Tagi


Dodaj komentarz


pięć − 2 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane