Brazylia może iść tylko w górę

10.06.2016
Brazylijski rząd tymczasowy musi zmniejszyć wydatki publiczne. Zapowiedział już pewne reformy, ale z ich głosowaniem w parlamencie powinien się pospieszyć – przed jesiennymi wyborami samorządowymi może stracić poparcie części polityków.


Typowy przyczółek raczkującej brazylijskiej sceny hipsterskiej – Curto Café w Rio de Janeiro z brodatymi baristami i meblami skleconymi z drewnianych skrzynek. Nie ma tam stałego cennika, za serwowanej tam organiczną kawę jej miłośnicy płacą tyle, ile uznają za stosowne albo na ile mogą sobie pozwolić. Gabriel Magalhães, współzałożyciel kawiarni, mówi, że zostawiają coraz mniej. Podobnie jak pozostali Brazylijczycy, cariocas (tak nazywa się mieszkańców Rio) każdy grosz oglądają dwa razy.

Brazylia doświadcza najpoważniejszej recesji od lat 30. XX w., być może najgorszej w całej swej historii. Rząd poinformował 1 czerwca, że w I kwartale 2016 roku PKB w ujęciu realnym spadł o 0,3 proc. i był o 5,4 proc. niższy niż rok wcześniej (zob. wykres). Alberto Ramos z banku inwestycyjnego Goldman Sachs zwraca uwagę, że przez ten czas PKB per capita zmalał bardziej niż w latach 1981–1992, czyli w tzw. straconej dekadzie hiperinflacji. Przez dwa lata liczba bezrobotnych Brazylijczyków wzrosła z 7 mln do 11 mln. Ramos komentuje, że to „regularny kryzys”.

Zadanie wyciągnięcia Brazylii z tego bagna przypadło w udziale Michelowi Temerowi, piastującemu tymczasowo urząd prezydenta po rozpoczęciu procedury impeachmentu z powodu zarzutów stawianych prezydent Dilmie Rousseff. Pod względem politycznym rząd Temera nie zaczął dobrze. Dwóch ministrów z jego – złożonego wyłącznie z białych mężczyzn – gabinetu, w tym minister mający zwalczać korupcję, musiało ustąpić po wycieku nagrań, na których krytykowali prokuratorskie postępowanie w sprawie ogromnego skandalu korupcyjnego z powodu Petrobrasu, państwowego koncernu naftowego. Politycy ci twierdzą, że źle odczytano ich wypowiedzi.

Program gospodarczy Temera przedstawia się lepiej. Jego złożona z zawodników wagi ciężkiej drużyna, której kapitanem jest minister finansów Henrique Meirelles, były szef banku centralnego, zaproponowała najambitniejszy od dziesięcioleci plan reform zasad kierowania brazylijską gospodarką. Mocno zredukowane mają zostać wydatki publiczne, m.in. na system emerytalny, na który Brazylii nie stać. Rząd jednak jeszcze nie powiedział, jak zamierza to zrobić. Znoszone będą przepisy niszczące przedsiębiorstwa, poczynając od sektora naftowego i gazowego. Meirelles mówi, że rząd rozważy zreformowanie bizantyńskiej ordynacji podatkowej i kodeksu pracy z ery Mussoliniego. Wśród możliwych rozwiązań po raz pierwszy od lat 90. XX w. znalazła się prywatyzacja, brazylijski temat tabu. Takie pomysły oznaczają zdecydowane odejście od lewicowego interwencjonizmu praktykowanego przez rząd Rousseff, który w wielkiej mierze ponosi odpowiedzialność za obecny bałagan w gospodarce. Te koncepcje pozwalają żywić nadzieję, że Brazylia wydobędzie się z tarapatów.

Zasadniczym elementem planu Temera jest doprowadzenie do przyjęcia poprawki do konstytucji, która spowoduje zamrożenie wydatków publicznych w ujęciu realnym. Jest możliwe, że władze nie oszczędzą nawet służby zdrowia i szkolnictwa, które pochłaniają ponad 25 proc. wpływów budżetowych, ale nie zapewniają usług na poziomie proporcjonalnym do kosztów. Oczekuje się, że rząd przedstawi Kongresowi projekt ustawy w ciągu dwóch tygodni.

W założeniach chodzi o to, aby wyeliminować jedną z najpoważniejszych przywar władz. W ostatnim 20-leciu wydatki publiczne wzrastały średnio o 6 proc. rocznie, o wiele szybciej niż PKB. Saldo pierwotne budżetu państwowego (przed spłatą odsetek) z nadwyżki w wysokości 2,2 proc. PKB w 2010 r. przeszło w 2,3-proc. deficyt w roku rozliczeniowym zakończonym w kwietniu 2016 r. (to rekordowa wielkość). Przez to – i przez wizję deficytu jeszcze długo w przyszłości – utrzymuje się wysokie oprocentowanie, co dodatkowo powiększa deficyt. Rząd musi płacić olbrzymie odsetki, wynoszące aż 7 proc. PKB. Tak więc obowiązujące w Brazylii wysokie stawki podatkowe nie zapewniają wpływów umożliwiających sprawne i skuteczne rządzenie, lecz pieniądze na pokrycie kosztów wcześniejszych hojnych wydatków.

Jeżeli 2/5 deputowanych w obu izbach parlamentu przyjmie pułap wydatków, doprowadzi to do zmniejszenia kolejnych rocznych deficytów, gdy tylko powróci wzrost gospodarczy i zwiększą się wpływy podatkowe. Arthur Carvalho z banku inwestycyjnego Morgan Stanley uważa, że poprawa może dzięki tym zmianom nastąpić jeszcze wcześniej, gdyż wiara w zmniejszenie zadłużenia może wywołać obniżkę oprocentowania długoterminowego, a wtedy rząd będzie płacił mniejsze odsetki. Równie ważne, że ograniczenie wydatków zmusi rząd do podjęcia innych reform, chociaż może się okazać, że nie uda się to na dłuższą metę, ponieważ liczba ludności wzrasta. Obecnie konstytucja i inne ustawy chronią przed cięciami 90 proc. wydatków bez względu na ich nieproduktywność. Jeżeli władze nie mają naruszyć pułapu, który same wprowadziły, te przepisy będą musiały się zmienić.

Takie perspektywy już rozbudzają nadzieje niezadowolonych przedsiębiorców i inwestorów. Oprocentowanie obligacji spadło do 13 proc. (z około 17 proc. w styczniu). Od grudnia 2015 r. o 1/3 spadł koszt ubezpieczenia od niewypłacalności. Ponieważ w przemyśle nie wykorzystuje się ponad 1/3 mocy, produkcja może szybko wzrosnąć, gdy tylko poprawią się nastroje.

– Być może za pół roku okaże się, że obecny moment to punkt przegięcia – mówi Marcelo Carvalho z banku BNP Paribas. Stanie się tak jednak tylko wtedy, gdy Temer spełni swoje obietnice.

– Będzie to trudne – przyznaje Henrique Meirelles. Liczy, że pewne reformy, m.in. zmiana pułapu wydatków, zostaną wprowadzone w życie, zanim Kongresowi przedłoży się przyszłoroczny budżet, co musi nastąpić do 31 sierpnia. W październiku odbędą się ważne wybory samorządowe, toteż niewielu polityków będzie skłonnych głosować za zmniejszeniem wydatków na szkoły i szpitale.

Odmiennego zdania są jednak inni członkowie zespołu Temera, wśród których jest kilku specjalistów, którzy porzucili lukratywne posady w sektorze prywatnym, aby pomóc ratować gospodarkę. W ich przekonaniu bowiem kryzys polityczny i gospodarczy spowodował, że zarówno wyborcy, jak i kongresmani przyjmują propozycje radykalnych zmian przychylniej. Na bilbordzie ustawionym przez Krajową Konfederację Przemysłu na lotnisku w Brasilii, stolicy kraju, widnieje wezwanie: „Reforma systemu emerytalnego konieczna teraz!”.

W teorii Temer może liczyć na 356 głosów w 513-osobowej izbie niższej Kongresu i na 56 głosów w 81-osobowym Senacie. To zdecydowanie więcej niż potrzeba do wniesienia poprawek do konstytucji. W przeciwieństwie do Rousseff, która także miała spore poparcie nominalnych większości w Kongresie, Temer wie, jak uwodzić sojuszników i jak im schlebiać. Ponieważ nie utrudniają mu ruchów dawniejsze zobowiązania, może zaproponować więcej korzyści politykom, którzy wcześniej popierali Rousseff.

Chociaż przez skandal Petrobrasu przepadło dwóch ministrów, dzięki Temerowi rząd nie przestał funkcjonować. Po części może to wynikać z tego, że Brazylijczycy nie mają wielkich oczekiwań. Prowadzone są dochodzenia, w których przesłuchuje się kilku innych członków jego gabinetu, np. Renana Calheirosa, przewodniczącego Senatu i członka ugrupowania Temera, czyli Partii Ruchu Demokratycznego Brazylii (PMDB). Brał on udział w nagranych rozmowach, które opinia publiczna poznała w wyniku wycieku. Ani jednak Kongres, ani wyborcy nie domagają się dymisji rządu Temera. Krzyki gniewnej Rousseff i wściekła wrzawa dobiegająca z obozu jej zwolenników na razie nie przyniosły skutków.

W opublikowanych niedawno wynikach sondażu przeprowadzonego przez szkołę biznesu IMD Brazylia znalazła się na ostatnim miejscu w grupie 61 krajów pod względem sprawności rządu. Za Ukrainą, gdzie toczą się działania zbrojne, i – co zdumiewające – za zbankrutowaną i autokratyczną Wenezuelą. Brazylijczycy nie oczekują od tymczasowego rządu, który prawdopodobnie będzie sprawował władzę aż do wyborów w 2018 r. i później, moralnej nienaganności. Żywią jednak nadzieję, że zelżeją ich problemy ekonomiczne. Na podstawie pierwszych oznak można sądzić, że Temer wie, jak to osiągnąć.


Tagi


Dodaj komentarz


9 × dziewięć =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane