• Jakub Piotr Klimaszewski

Nie tylko pieniądze, czyli problemy polskiej demografii

07.09.2016
Gdyby to zależało ode mnie, to zmieniłbym spojrzenie na problemy demograficzne z krótkoterminowego na długoterminowe mające na celu poprawę sytuacji w długim okresie, niezależnym od cyklów wyborczych.


Na fali popularności programu 500+, najnowszej inicjatywy socjalnej rządu, powstało wiele opracowań dotyczących problemów demograficznych Polski. Niestety, odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy decydują się na coraz dłuższe odkładanie rodzicielstwa w czasie, mniejszą liczbę dzieci czy nawet ich brak, jest dużo bardziej skomplikowana niż życzyliby sobie tego politycy.

W grę wchodzą nie tylko kwestie finansowe, ale i inne czynniki takie jak zmieniające się warunki na rynku pracy, dostęp do opieki przedszkolnej i medycznej, czy wreszcie zmiana systemu wartości wśród młodych Polaków. Często ignorowany w tym względzie niekorzystny bilans migracyjny, zwłaszcza w grupie osób w wieku reprodukcyjnym, sprawia, że nasz kraj boryka się z niższym przyrostem rzeczywistym niż wynikałoby to z samego współczynnika dzietności.

Polska nie jest jedynym krajem zmagającym się z problemami demograficznymi. Przed takim samym wyzwaniem, przez wielu uznawanych za jedno z największych w XXI wieku, stoi praktycznie każde z wysoko rozwiniętych państw. Nie istnieje jednak jedna uniwersalna recepta, a poszczególne kraje starają się rozwiązać ten problem na wiele różnych sposobów. W tych bardziej homogenicznych etnicznie, jak Czechy czy Węgry, nacisk stawiany jest na działania pro-natalne. Z kolei rządy m.in. w Niemczech czy krajach skandynawskich, oprócz działań pro-rodzinnych, walczą z pogarszającą się demografią poprzez zdecydowaną politykę pro-imigracyjną.

To ostatnie rozwiązanie, pomimo licznych zalet i bliskości rynków podobnych kulturowo (Ukraina, Białoruś) nie cieszy się w Polsce zbytnią popularnością. W obliczu obecnego kryzysu imigracyjnego przeważająca w Polsce retoryka anty-imigracyjna zniechęca samych zainteresowanych oraz utrwala niechęć do “obcych”, zwłaszcza wśród Polaków podatnych na medialną propagandę.

Rozwiązanie przynajmniej części z dotykających Polskę problemów wymagać będzie konsekwentnej polityki pro-rodzinnej, odpornej na kolejne etapy kampanii wyborczych. Warto pamiętać, że analogicznie do inwestycji biznesowych, inwestycja w dziecko wymaga stabilnych warunków, niezależnych od zmiennych koncepcji rządzących.

Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki, gdyby to zależało ode mnie, to zmieniłbym spojrzenie na problemy demograficzne z krótkoterminowego, ukierunkowanego na szybki wzrost sondaży, na długoterminowe mające na celu poprawę sytuacji w długim okresie, niezależnym od cyklów wyborczych.

Dlaczego rodzi się mniej dzieci i co możemy z tym zrobić?

Niski dochód w rodzinie a transfery bezpośrednie

Niski dochód rozporządzalny jest najczęściej wymienianym przez Polaków powodem, dla którego nie decydują się na dziecko.

>>czytaj też: Polska – kraj dzietności niższej niż w Chinach

Bezpośrednią odpowiedzią na tę kwestię ma być wprowadzony od kwietnia tego roku program 500+, który przewiduje bezpośredni transfer pieniężny w wysokości 500 złotych miesięcznie na każde dziecko w rodzinach o dochodach poniżej 800 złotych na osobę, a na drugie i kolejne w pozostałych. Program ten budzi liczne kontrowersje. Oprócz wątpliwości związanych z jego finansowaniem (koszt w pierwszych 8 miesiącach funkcjonowania zakładany jest na 16 mld złotych) pod znakiem zapytania stoi jego skuteczność pod względem wzrostu dzietności. Zgodnie z założeniami ministerstwa w ciągu najbliższej dekady program kosztujący astronomiczne 220-240 mld złotych ma zwiększyć liczbę urodzin o 288 tysięcy, co daje kwotę ponad 800 tysięcy złotych na dziecko. Jednocześnie efekt ten może być wyłącznie krótkoterminowy i spowodowany przesunięciem w czasie decyzji o dziecku, na co wskazują efekty badań podobnego programu wprowadzonego w latach 90 w Kanadzie, przeprowadzonych przez Milligana (2005) oraz Kima (2014).

Również sama konstrukcja sztywnego progu dochodowego wzbudza uzasadnione obawy. Ustanowienie limitu w wysokości 800 złotych na członka rodziny sprawiać będzie, że osoby zarabiające niewiele więcej decydować się będą na wycofywanie z rynku pracy lub ukrywanie części dochodów. Kontrowersyjny wydaje się również brak jakiejkolwiek kontroli nad rozdysponowaniem otrzymanych środków, które nie musza być wykorzystane na dobro dziecka.

Pierwszym koniecznym posunięciem, mającym na celu zwiększenie efektywności programu, byłoby wprowadzenie progu zarobkowego w przypadku rodzin z dwójką i więcej dzieci. Towarzyszyć temu powinno podwyższenie progu w przypadku jednego dziecka, i uzależnienie go od ilości osób pracujących w rodzinie. Zapobiegałoby to sytuacjom, w których to zamożne rodziny pobierające świadczenia, przeznaczają je na zwiększenie bieżącej konsumpcji, niezwiązanej z dzieckiem. Wbrew powszechnemu oburzeniu dotyczącemu rzekomego “podziału na lepsze i gorsze” dzieci, 500 złotych w rodzinach zamożnych nie przyczynia się do zwiększenia dzietności, na co ukierunkowany jest program 500+. W wypadku tych rodzin wpływ na decyzje o rodzicielstwie mają przede wszystkim czynniki pozafinansowe.

W dłuższej perspektywie alternatywą dla bezpośrednich transferów mogłyby być zwiększone ulgi podatkowe. Jako że są one z zasady skierowane do osób pracujących legalnie, pozwoliłyby ograniczyć zjawisko wycofywania się z rynku pracy czy zatrudnienia w „szarej” strefie. W przypadku rodzin nieosiągających dostatecznie wysokich dochodów, lub w których jedno z rodziców poświęca się opiece nad dziećmi rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie bonów rzeczowych, dzięki którym państwo mogłoby równocześnie kontrolować dobra, na które przeznaczane są środki z programu.

Nie-elastyczny rynek pracy i niska aktywność zawodowa kobiet

Z kolei Polska czy Włochy, gdzie prawie połowa żeńskiej populacji w wieku produkcyjnym jest bierna zawodowo, borykają się z problemem niskiej dzietności.
Obawy o brak możliwości powrotu do pracy lub łączenia jej z wychowaniem dziecka towarzyszą bardzo wielu Polkom zastanawiającym się nad założeniem rodziny. Programy transferów pieniężnych, mające zapewnić stabilność finansową młodym rodzinom, będą jednak jedynie zmniejszały i tak niską na tle Europy aktywność zawodową kobiet w Polsce. Kobiety zarabiające niewiele powyżej płacy minimalnej będą stopniowo wycofywały się z rynku pracy, uzależniając się często bezpowrotnie od pomocy państwa.

Analizując to zjawisko, warto podkreślić, że wiele badań (m.in. Fayrer 2008) wskazuje obecnie na pozytywną zależność miedzy aktywnością zawodową kobiet, a współczynnikiem dzietności. W przypadku np. Wielkiej Brytanii czy Szwecji, oba parametry przyjmują wysokie wartości (wykres na górze tekstu).

Oczywiście trzeba przy tym zwrócić uwagę na wiele innych czynników towarzyszących temu zjawisku. Jak możemy zaobserwować na kolejnym wykresie, państwa, które cechują się wysoka dzietnością, odznaczają się również znacznym udziałem umów na część etatu, co możemy uznać za pewną miarę elastyczności rynku pracy.

Godziny pracy dostosowane do potrzeb czy możliwość pracy z domu pozwala młodym matkom na opiekę nad dzieckiem bez potrzeby rezygnacji z rozwoju zawodowego.

Mówiąc o polskim rynku pracy nie można zapominać o bezpieczeństwie zatrudnienia. Niestety, na tym tle wypadamy wyjątkowo słabo. Polska cechuje się ponadprzeciętnym udziałem umów „śmieciowych”, co w połączeniu z długim okresem poszukiwania pracy (zgodnie z badaniem Głównego Urzędu Statystycznego z 2015 roku przekraczał on 11 miesięcy) sprawia, że wiele młodych Polek w obawie o utratę przychodów i stanowiska odkłada w czasie decyzję o pierwszym dziecku.

Rozwiązanie tych problemów wymagać będzie kompleksowej reformy rynku pracy w Polsce. Towarzyszyć temu musi również wysokie poparcie społeczne dla pracy zawodowej kobiet oraz partnerski podział obowiązków w rodzinie między kobietą i mężczyzną.

Obniżenie pozapłacowych kosztów pracy dla pracodawców w przypadku umów o pracę dla młodych matek, przy jednoczesnym zwiększaniu ich dla nadużywanych umów cywilnoprawnych, pozwoliłoby na sukcesywne zwiększenie udziału tych pierwszych.

Oczywiście warunkiem koniecznym sprawnego funkcjonowania całego systemu jest zwiększenie skuteczności egzekwowania kar dla pracodawców zatrudniających pracowników bez umowy lub ze złamaniem ich praw. Działania ukierunkowane na ograniczenie nadużywania zwolnień lekarskich, zwłaszcza we wczesnym okresie ciąży, pozwoliłyby z kolei odbudować wizerunek młodej matki jako wiarygodnego pracownika.

Ciekawym pomysłem jest również ułatwienie stopniowego powrotu kobiet do pracy, poprzez progowe zmniejszanie wypłat w ramach urlopu rodzicielskiego. W systemie tym przez pierwszy okres urlopu matka ma prawo do pełnego świadczenia. W kolejnym etapach, wraz ze stopniowym powrotem na stanowisko, następuje jego zmniejszenie. Obniżki te są jednak mniejsze niż wynikałoby ze wzrostu dochodów z pracy, co pozwala na zwiększenie całkowitych przychodów. Prowadzi to również do skrócenia czasu powrotu kobiet do pracy i jednoczesnego umocnienia ich pozycji na rynku zawodowym.

Kulejący system opieki przedszkolnej

Łączenie rodzicielstwa z pracą jest często trudne również z powodu nieefektywnego systemu opieki przedszkolnej. W Polsce w 2014 roku publiczną opieką objętych było jedynie 65 proc. dzieci, w tym tylko 4,8 proc. poniżej 3 roku życia, podczas gdy w Belgii, będącej europejskim liderem, było to odpowiednio 98 proc. i 46 proc.. Jakość świadczonej usługi oraz często niedostosowane do trybu pracy rodziców godziny otwarcia placówek utrudniają decyzję o powrocie na rynek pracy zwłaszcza, gdy jedyną alternatywą dla publicznej opieki jest płatne przedszkole czy żłobek, a dla wielu uboższych rodzin zaangażowanie dziadków.

Problem ten został w pewnym stopniu zaadresowany przez poprzedni rząd, który w 2013 roku wprowadził tzw. ustawę przedszkolną. Zakładała ona, że w ciągu 4 lat każde dziecko od 3 roku życia ma mieć zagwarantowana opiekę przedszkolną w ramach publicznych placówek.

Oczywiście jest to dopiero pierwszy krok w kierunku poprawy warunków publicznej opieki. Kolejnym działaniem powinno być rozszerzenie programu na młodsze dzieci. Dobrym pomysłem, odciążającym w znacznym stopniu jednostki samorządowe i jednocześnie zwiększającym atrakcyjność pracodawcy dla młodych rodziców, są również przedszkola umiejscowione przy zakładach pracy. Do realizacji tej koncepcji konieczne byłoby stworzenie systemu wspierającego takie placówki. Zachęty dla przedsiębiorców mogłyby przyjąć formę dopłat celowych na przystosowanie pomieszczeń czy ulg podatkowych. W okresie przejściowym, przed wprowadzaniem powszechnie dostępnej opieki, pomysłem wartym rozważenie byłyby również dopłaty dla rodziców, zmuszonych do umieszczenia dzieci w prywatnych placówkach.

Niska dostępność mieszkań i ich wysokie ceny

Jedną z podstawowych potrzeb związanych z posiadaniem potomstwa są odpowiednie warunki mieszkaniowe. Wiele opracowań wskazuje wręcz na ich pierwszoplanową rolę w procesie planowania rodziny. Wnioski te znajdują swoje odzwierciedlenie w praktyce. Poniższy wykres prezentuje zależność między odsetkiem młodych mieszkających z rodzicami, a współczynnikiem dzietności. Niestety, podobnie jak w przypadku wcześniej omawianych wskaźników, przyjmują one dla Polski jedne z najgorszych wartości.

Analizując ten problem, możemy wskazać kilka jego przyczyn. W 2015 roku liczba mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców wynosiła jedynie 357, przy europejskiej średniej oscylującej w okolicach 450. W połączeniu ze słabo rozwiniętym rynkiem wynajmu – brak budownictwa dedykowanego pod wynajem, niechęć banków do udzielania pożyczek typu „Buy to Let” (Kup, by wynająć) oraz stosunek ceny wynajmu do ceny zakupu dwukrotnie przewyższająca średnią europejską – doprowadziło to do sytuacji, w której prawie 44 proc. młodych Polaków w wieku 25-34 lata wciąż mieszka z rodzicami.

Jednym z działań ukierunkowanych na poprawę tego stanu rzeczy są prowadzone od 10 lat programy dopłat dla młodych ludzi starających się o swoje pierwsze mieszkanie. Bardzo dobrym krokiem okazało się zeszłoroczne włączenie lokali z rynku wtórnego, które są najczęściej bardziej dostępne cenowo.

Urealnienie limitu cenowego poprzez zastosowanie średniej ceny zawieranych transakcji w miejsce średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia może zapobiec z kolei masowemu exodusowi młodych ludzi na obrzeża miast w poszukiwaniu nowych lokali. Z uwagi na błyskawiczne wykorzystanie środków w ramach tegorocznego budżetu (w poprzednich latach powszechny był postulat o przenoszeniu niewykorzystanych środków na lata kolejne) niezbędna wydaje się również rewizja jego wielkości na lata kolejne.

Dużo trudniejsze wydaje się być ożywienie rynku wynajmu w Polsce. Możliwość odliczeń podatkowych dla młodych osób wynajmujących mieszkanie pozwoliłoby na częściowe obniżenie i tak wysokich kosztów najmu. Działanie to miałoby jednak ograniczony zasięg z uwagi na bardzo wysoki odsetek niezgłaszanych najmów. W dłuższej perspektywie czasowej, również z uwagi na małą akceptację społeczną dla zakładania rodzin w wynajętych lokalach, konieczne wydaje się być jednak skoncentrowanie działań na rynku mieszkań własnościowych.

Zmiana modelu rodziny i systemu wartości

Postępująca reorientacja systemu wartości i laicyzacja społeczeństwa jest jednym z częściej pomijanych argumentów w dyskusji o zmianach demograficznych w Polsce. Przemiany społeczne, coraz większa obecność technologii czy skupienie się na swoich potrzebach sprawia, że młode Polki coraz częściej decydują się na odkładanie decyzji o dziecku. Zgodnie z panelem Ariadna z 2014 roku już 35 proc. Polek, jako powód nieposiadania potomstwa wskazało kwestie wygodnego życia czy poświęcenia się karierze zawodowej. Zmianie uległ model rodziny, która coraz częściej funkcjonuje, jako 2+1 lub 2+0, zamiast powszechnego jeszcze 30 lat temu 2+3. Pomimo prób „rewartościowania” społeczeństwa przez wielu polityków oraz działaczy społecznych, trend ten prawdopodobnie będzie się pogłębiał w przyszłości. Oznacza to, że powinien być on traktowany jako stała, nie jako czynnik, który można zmienić za pomocą rozporządzeń czy ustaw.

Środki przeznaczone na realizację programu 500+ to ogromna kwota. Pieniądze te mogłyby z łatwością posłużyć do wprowadzenia w życie większości projektów postulowanych w powyższych paragrafach. Dlatego wyjątkowo istotne jest stworzenie kompleksowego planu, mającego na celu uregulowanie działań rządowych w dłuższym terminie. Pozwoliłby on na wdrażanie projektów rzeczywiście polepszających sytuację rodzin w perspektywie długoterminowej, w miejsce programów nakierowanych na natychmiastowy wzrost konsumpcji i popularności. Miałyby one również szanse odwrócić niekorzystny bilans migracyjny, będący zmorą polskiej demografii.

Warto jednak pamiętać, że nawet Francja, której współczynnik dzietności jest najwyższy w Europie, wciąż znajduje się poniżej tzw. stopy zastąpienia. Oznacza to, że w perspektywie 10 czy 15 lat Polacy prawdopodobnie będą zmuszeni spojrzeć łaskawszym okiem na imigrantów, którzy mogą mieć znaczący wpływ na tempo i kierunek rozwoju naszego kraju.

Jakub Piotr Klimaszewski jest studentem SGH w Warszawie. Publikowana  praca została wyróżniona w V edycji Konkursu Obserwatora Finansowego „Gdyby to zależało ode mnie, to…”.

>> Wyniki konkursu

 


Tagi


  • pt pisze:

    Ciekawa analiza. Są w niej także nieścisłości. Autor pisze w jednym akapicie, że wprowadzenie progu 800 zł dla pierwszego dziecka może mieć złe konsekwencje dla rynku pracy. W następnym akapicie proponuje utrzymanie tego progu dla kolejnych dzieci.

  • Jakub pisze:

    Niestety limit znaków nie pozwolił mi się na dokładniejsze rozpisanie się w tej kwestii. Jako, że politycznie jesteśmy skazani na „500+” jedyną możliwą opcją jest racjonalizacja wydatków związanych z programem. Jestem zwolennikiem bardziej skomplikowanego systemu przyznawania świadczeń. W przypadku rodzin z jednym dzieckiem próg 800 zł jest zbyt łatwy do osiągnięcia i powinien być podwyższony. Jednocześnie brak progu dla rodzin z dwojgiem lub większą ilością dzieci, gdzie nawet przy dochodzie przekraczającym kilka tysięcy złotych na osobę rodziny te pobierają świadczenia, jest dla mnie aberracją.Ustalenie progu na poziomie 1000-1500 złotych ograniczyłoby zasięg świadczenia do rodzin potrzebujących. W takich wypadkach dodatkowe 500 złotych nie byłoby dostatecznym czynnikiem, powodującym odchodzenie z rynku pracy.

    Pozdrawiam Autor

  • Andrzej pisze:

    > przeważająca w Polsce retoryka anty-imigracyjna zniechęca samych zainteresowanych oraz utrwala niechęć do “obcych”, zwłaszcza wśród Polaków podatnych na medialną propagandę

    Akurat w mediach głównego nurtu (nie tylko w Polsce, także na reszcie zachodu) obecna jest mocna propaganda pro-imigracyjna. Więc wśród Polaków podatnych na medialną propagandę niechęć do obcych jest stosunkowo najmniejsza.

  • Łukasz pisze:

    Dobrze, że oprócz kwestii finansowej zaczyna się zwracać uwagę na kwestię kulturową. Nazwę to prosto – ludzie coraz częściej nie chcą mieć dzieci. Na etapie 25-40 lat nie widzą w tym wartości dodanej dla swojego życia. Osobiście widzę w tym brak dojrzałości i świadomości. W późniejszym wieku część z tych osób uzna, że popełniła błąd, ale będzie już za późno, aby go naprawić. A mając na myśli świadomość – chodzi mi o uświadomienie sobie jak taka decyzja, zwielokrotniona w miliony przypadków, w długim okresie wpłynie negatywnie na cały naród i państwo, a w ich indywidualnym przypadku – na komfort ich życia na starość. Uważam, że powinno się mówić wprost: w TV, gazetach, internecie (notabene w kościele to mówią) – jeżeli chcesz mieć lepszą starość, powinieneś mieć przynajmniej dwójkę dzieci. To twoja inwestycja, polisa ubezpieczeniowa, a nawet twój sens życia. Oczywiście pod warunkiem, że je dobrze wychowasz – ale to już temat na odrębną dyskusję…

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    @Łukasz Problem faktycznej akulturacji obecnego pokolenia 20..40 jest związany przede wszystkim z dopuszczeniem do opanowania rynku medialnego przez najgorszy niemiecki chłam prasowy i kompletnym odpuszczeniem stacjom komercyjnym wymogu minimalnego udziału programów misyjnych. Kanały radiowe i TV są dobrem ograniczonym i nie powinny być oddawane bez żadnej kontroli nad treścią przekazu. Tu wejdę w paradę fanatykom „wolnego rynku”, ale albo będzie wpływ na przekazywane treści z blokowaniem szkodliwych, albo za dwadzieścia lat Polska będzie tylko obszarem wymierających emerytów. I nie chodzi o kontrolę polityczną, ale właśnie kulturową: nachalna seksualizacja wszystkiego i wszędzie, zalewanie telewizji mordami i okrucieństwami. To oddziałuje, szczególnie na młodzież, tak jak analogiczne gry komputerowe: obniża próg agresji i znieczula na okrucieństwo zadawane innym osobom. Nieprzypadkowo US Army lansuje jedną z gier komputerowych jako przygotowanie piechoty: traci się naturalne opory przed okrucieństwem i zabijaniem, znika empatia.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌„Gdyby to zależało ode mnie” — to wymieniłbym wyborców na znacznie mądrzejszych. W demokracji absolutnie kluczowa, węzłowa i konstytutywna jest ordynacja wyborcza oraz kwalifikacje intelektualne samych wyborców.

    Co ciekawe: wbrew pierwszemu wrażeniu wymiana wyborców na znacznie mądrzejszych jest całkiem łatwa do osiągnięcia — po prostu wprowadzając stopień pośredni w postaci elektorów — wybieranych z grona najbliższych, znanych osobiście sąsiadów, czyli całkowicie z pominięciem coraz lepiej rozwiniętych naukowych metod medialnego kreowania wizerunku.

    .

    .

    .

    ▌▌Przyznaję — bardzo ładnie napisane, analiza głęboka, ale chyba właśnie przez to stracenie z oczu meta-logiki procesów, w efekcie samo wnioskowanie (czyli to, co najważniejsze) czasem trochę szwankuje…

    .

    „Z kolei rządy m.in. w Niemczech walczą z pogarszającą się demografią poprzez zdecydowaną politykę pro-imigracyjną.”

    Ciekawe tylko, że jednocześnie czas karencji na dostęp do swojego rynku pracy nowym członkom UE ustawiając na absolutnie najwyższym dostępnym poziomie. Ot, paradoksik taki…

    .

    „Rozwiązanie przynajmniej części z dotykających Polskę problemów wymagać będzie konsekwentnej polityki pro-rodzinnej”

    To akurat prawda, ale nakładam na to kolejny warunek z dziedziny teorii gier: choćby najbardziej konsekwentna polityka prorodzinna, która będzie kamieniem młyńskim u szyi gospodarki (jak np. 500+), ZWIELOKROTNI jedynie tempo emigracji zarobkowej z kraju nędzy i beznadziei (jak to już świat przerabiał wielokrotnie w krajach np. darmowego mleka dla wszystkich dzieci itp. przychylania nieba cudzym kosztem).

    No chyba że po niedawnym przypisaniu chłopów do ziemi przypisane zostaną także ich dzieci i wnuki — zanim uciekną tam, gdzie lepiej (zgodnie z zasadą, iż socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam stworzył). Przecież już ZSRR dał piękny przykład wprowadzając chłopom paszporty zezwalające na wyjazd do miasta (i odmawiając ich wydawania). Proste i skuteczne (zwłaszcza po rozstrzelaniu pierwszego miliona niewolników) — inaczej nie ma nawet co sobie głowy zawracać:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Paszportyzacja_%28ZSRR%29

    .

    „Dlaczego rodzi się mniej dzieci i co możemy z tym zrobić?”

    I jeszcze pytanie: — I dlaczego w ogóle powinniśmy coś z tym publicznym kosztem na gwałt robić? Czy są to jacyś nasi niewolnicy, którzy przysparzają nam strat, bo np. część perfidnie zmarła z chorób, połowa uciekła, a reszta bezczelnie odmówiła rozmnażania (a coraz więcej ogranicza się nawet w jedzeniu — może czas też pomyśleć o karmieniu przymusowym?) i teraz chodzi już tylko o to, by jakimkolwiek sposobem odtworzyć poprzedni stan posiadania?

    Pytanie szczególnie aktualne w dobie postępującej automatyzacji, algorytmizacji i rosnącej liczby miliarderów — jednostek wybitnych ukształtowanych „na barkach gigantów” — równie rozwiniętego społeczeństwa oraz systematycznie zmierzającego do zera znaczenia państw ludnych, ale biednych, bo cały swój kapitał zainwestowały we wzrost liczby ludności: Konga (80 mln), Etiopii (88 mln), Pakistanu (186 mln), Bangladeszu (158 mln), Indonezji (252 mln), Ugandy (40 mln), Nigerii (180 mln)…

    Znów odeślę do „mądrości zbiorowej” komentujących na blogu (ponad 200 komentarzy):
    http://dwagrosze.com/inwestowanie-w-zygoty/

    .

    „Kontrowersyjny wydaje się również brak jakiejkolwiek kontroli nad rozdysponowaniem otrzymanych środków, które nie musza być wykorzystane na dobro dziecka.”

    „brak progu dla rodzin z dwojgiem lub większą ilością dzieci, gdzie nawet przy dochodzie przekraczającym kilka tysięcy złotych na osobę rodziny te pobierają świadczenia, jest dla mnie aberracją.Ustalenie progu na poziomie 1000-1500 złotych ograniczyłoby zasięg świadczenia do rodzin potrzebujących.”

    Z czego połowę kwoty brałby nowozatrudniony urzędnik, który kontrolowałby prawdziwość i aktualność oświadczeń dochodowych, a drugą połowę — kontrolujący celowość wydatków (+ oczywista motywacja do korupcji, a więc także koszty aparatu ścigania, sprawiedliwości i więziennictwa oraz powstające w ten sposób koszty alternatywne).

    No i w ogóle gratuluję pomysłu finansowego wspierania produkcji dzieci przez rodziców (wciąż wolnych, a więc niewiarygodnych), których mają jeszcze dodatkowo kontrolować wynajęci pracownicy, czy o własne dzieci dbają tak, jak zupełnie im obcy urzędnicy uznają, że powinni… A kto skontroluje najemnego pracownika? Kto zostanie wynajęty do tego?

    Proponuję głęboko się wsłuchać w dalekosiężną logikę tej propozycji (i dostaniemy odpowiedź, dlaczego konsekwentnie wprowadzany socjalizm ZAWSZE doprowadza do upadku kraju–żywiciela).

    .

    „W takich wypadkach dodatkowe 500 złotych nie byłoby dostatecznym czynnikiem, powodującym odchodzenie z rynku pracy.”

    ???

    To dla zarabiających 5000+ 500/1000 zł nie jest argumentem do odchodzenia z pracy (podczas gdy dla zarabiających najmniej każde nowe dziecko oznacza przypływ dużej gotówki za nic). Czyli całkiem na odwrót…

    .

    „Warto jednak pamiętać, że nawet Francja, której współczynnik dzietności jest najwyższy w Europie, wciąż znajduje się poniżej tzw. stopy zastąpienia.”

    Który to „najwyższy w Europie współczynnik dzietności” zapewnia Francji głównie ludność nieeuropejska — dokonując tym samym demograficznego podboju kraju–żywiciela.

    Prawdziwy „sukces” socjalistycznej polityki prorodzinnej: rządowe zamówienie na produkcję dzieci nałożone na krzywą wrażliwości popytu wymusza przeniesienie produkcji dzieci do tych, którzy robią to najtaniej: bezrobotnych, imigranckiej biedoty oraz różnego rodzaju patologii (co w efekcie zrodzi kiedyś śmiertelną frustrację w wyprodukowanym w ten sposób pokoleniu), a kosztami zamówienia obarczając całą resztę: im bardziej wartościowe jednostki, tym wyżej — tym sposobem (statystycznie) skutecznie utrudniając im samym posiadanie potomstwa i wywracając do góry nogami dotychczasowy porządek rzeczy.

  • ▌▌Socjalizm+ niszczy Polskę ▌▌ pisze:

    ▌▌Już dziś (przy tej rzekomo zapaści demograficznej!) jesteśmy czołówką Europy w produkcji biedoty na eksport — na całym kontynencie w produkcji biedaków wyprzedza nas już tylko Rosja i Ukraina! Kogo zamierzamy doścignąć dzięki rządowym zamówieniom na produkcję dzieci? (Których najlepszą część przejmie kiedyś za darmo reszta świata — lepiej rozwinięta dzięki gospodarczej wolności = braku finansowania ideologii). Afrykę? Zamiast na edukację i rozwój, to zadłużamy się na produkcję skrajnej biedoty.

    .

    ▌▌Gwarancją katastrofy jest podejmowanie działań, na które nas nie stać w imię osiągania celów, które niczego nie rozwiązują.

    .

    ▌▌Ot, chociażby zrozumienie — jak ujrzenie Wszechświata w kropli wody — iż niemal wszystkie ostatnie sukcesy polskiej młodzieży, rewelacyjne wyniki w testach PISA, itp. w tak biednym kraju jak nasz, to niemal wyłącznie „efekt jedynaka”, o którego rozwój można w końcu dbać znacznie lepiej, niż do tej pory (a i to tylko tych nielicznych, których na niego stać), z oczywistych powodów nie do utrzymania w sytuacji, gdy te same zasoby rozdzielimy na wychowanie np. czwórki dzieci (efekt swoistego „zadłużenia demograficznego”, w rezultacie którego powstała jednak możliwość poświęcenia maksimum czasu i ograniczonych środków na wychowanie następnego pokolenia — być może właśnie optymalnego w sytuacji podatkowego ucisku socjalistycznego państwa oraz przemian cywilizacyjnych świata coraz mocniej premiujących wysokorozwinięte społeczeństwa wykształconych, świadomych i wolnych jednostek).

    Nie do utrzymania w sytuacji, gdy rząd podatkami wyciśniętymi z najlepszych płaci za reprodukcję patologii (bo właśnie tam jest najlepsza odpowiedź krzywej popytu na socjal). A jednocześnie dostrzeżenie drugiej strony tego samego procesu: radykalne spadki w rankingach edukacyjnych niektórych państw rozwiniętych będące bezpośrednią konsekwencją lewicowej inżynierii społecznej, która w imię tego samego własnego sukcesu wyborczego podobnie „ubogaca” społeczeństwa importem milionów „najgorszego sortu” na koszt pozwalających na to naiwnych obywateli — w obydwu przypadkach tak samo niezaszczepionych przed szaleństwami lewicowej ideologii.

Dodaj komentarz


jeden × 7 =

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane