Fed utrzymuje w ruchu karuzelę domysłów

17.09.2016
Miniony tydzień przyniósł wysyp publikacji analizujących dwa dominujące tematy: ewentualną podwyżkę stóp procentowych przez Fed oraz coraz mniejsze szanse na świetlaną przyszłość UE.


Wobec kolejnych, wzajemnie niekoherentnych wypowiedzi kolejnych członków Rezerwy Federalnej i jej oddziałów, wszyscy mają dość Fed i zastanawiania się nad podwyżkami stóp procentowych w USA, jak to dobitnie wyraził Financial Times.

W mnogości domysłów i komentarzy czy, kiedy i dlaczego Fed podniesie lub utrzyma oprocentowanie, a także jak informuje i dezinformuje o swojej polityce, specjalnie zauważona została opinia kandydata na prezydencki urząd Donalda Trumpa.

Uważa on, że bank prowadzony przez Janet Yellen nie jest niezależny i decyzja o niepodwyższaniu stóp ma na celu powstrzymanie kompletnej ruiny, w jaką gospodarka amerykańska popadłaby po podwyżce. W ten sposób Yellen gra na rzecz prezydenta Obamy, a gospodarka jest fałszywa i napędza sztucznie giełdę — uważa Trump.

James Pethokoukis z American Enterprise Institute przypomina, że Trump wyrażał nie raz dokładnie odwrotną opinię na temat niskich stóp procentowych, jak również, iż istnieją dowody, że gospodarka USA jest jednak w nie najgorszym stanie.

Pethokoukis wskazał także „nie-konspiracyjne” wyjaśnienie polityki Fed, jakie dał Jamie Dimon, szef JP Morgan Chase. Dla Dimona jest jasne, że kiedy Fed patrzy na gospodarkę przez pryzmat wybranych przez siebie kryteriów, gospodarka nie kwalifikuje się do podwyżki. Fed powinien jednak podnieść stopy ponieważ byłby to powrót do normalności. Z jego opinią nie zgodził się Ray Dalio, szef jednego z największych funduszy hedingowych, co wyraźnie pokazuje rozbieżność poglądów na Wall Street. Dalio wskazuje, że podniesienie stóp obecnie byłoby krótko-terminową decyzją, Rezerwa Federalna powinna natomiast patrzeć dużo dalej w przyszłość.

Rosnący populizm skłania jednak polityków do krótkoterminowych decyzji. Dlatego, jak pisze Greg Ip z Wall Street Journal, polityka fiskalna dokonała cichego skrętu w stronę stymulowania gospodarek. Kwestia deficytów budżetowych spadła na liście politycznych priorytetów, nawet w zawsze dbających o niskie zadłużenie Niemczech.

>>warto przeczytać: Cicha śmierć nadzoru nad strefą euro

Pytanie jednak, jak długo taka polityka może podtrzymywać gospodarki i kiedy pęknie bańka obligacji rządowych. James Mackintosh z Wall Street Journal wskazuje, że pierwsze pęknięcia już są — w obligacjach o najdłuższych terminach, jak brytyjskie 50-letnie i japońskie 30-letnie.

To koresponduje z opinią Desmonda Lachmana z American Enterprise Institute, który przypomina, iż dodrukowywanie pieniędzy w długoterminowej perspektywie może kosztować daną gospodarkę więcej, niż pobudzony doraźnie, ale na krótko wzrost. Przykładem są Japonia i Włochy.

Rządy obu krajów mogą pożyczać obecnie tanio pieniądze i tanio wyceniają swoje obligacje. Dług publiczny Japonii wynosi już 240 proc. PKB i ma przed 2030 rokiem sięgnąć 300 procent. We Włoszech system bankowy ma natomiast problem z 18 proc. udzielonych i niespłacanych pożyczek. Trzeba szukać dalej dowodów, że program stymulacyjny nie odbywa się bez kosztów? Nic dziwnego, że Lachman uważa, iż Unia Europejska stacza się w polityczny i gospodarczy superkryzys.

Podobnie wskazują analitycy z Oxford Economics. Think-tank oferuje rzetelne przeglądy danych gospodarczych krajów, regionów, świata, sektorów. Czasami prezentowane dane są komentarzem, jak w raporcie wskazującym, że Unia Europejska przegrywa własną przyszłość pozwalając sobie na zastopowanie negocjacji o Transatlantyckim Porozumieniu Handlowym i Inwestycyjnym (TTIP). Rzecz sprowadza się do tego, że Europejczycy nie chcą przyjąć bardziej liberalnych poglądów na regulacje, jakie mają Amerykanie.

Wnioski narzucają się same – przewidywane tempo wzrostu unijnej gospodarki w obecnym gorsecie regulacji przez najbliższe 15 lat będzie wynosić średnio ok. 1 proc. rocznie. Zliberalizowanie ekonomii wzorem USA pozwoliłoby Unii wprowadzić potrzebny nowy model wzrostu.

Dwaj włoscy ekonomiści przeanalizowali przykład południowego regionu Włoch – Abruzzi – by ocenić długookresowy wpływ regionalnych programach pomocowych Unii Europejskiej. Z ich badań wynika, że kiedy się kończą region, który dzięki programowi miał stanąć na własnych nogach, nie zawsze stoi mocno. Wzrost gospodarczy bez zastrzyków unijnych pieniędzy jest znacznie spowolniony. Badacze nie twierdzą, że jest to reguła, natomiast przypadek demonstrujący, że programy UE muszą być wykorzystywane jako kuracja, a nie środek przeciwbólowy.

Drugi raport Oxford Economics pokazuje wyliczenia, że prezydentura Donalda Trumpa może kosztować Amerykę bilion dolarów – 5 procent rocznego PKB.

Jeśli Trump zdołałby wprowadzić w życie swoje idee większego protekcjonizmu w handlu zagranicznym, cięć podatkowych i masowej deportacja nielegalnych imigrantów, tempo wzrostu gospodarczego w 2019 roku spadłoby prawie do zera. Konserwatywna Tax Foundation z kolei twierdzi, że plan Trumpa będzie kosztował Amerykę 3 biliony dolarów w ciągu najbliższej dekady.

Donald Trump ogłosił, że jego plan gospodarczy stworzy 25 milionów miejsc pracy w najbliższych 10 latach a wzrost gospodarczy podskoczy na 3,5 procenta rocznie. Jak? Przez cięcia podatkowe. Przy równoczesnym utrzymaniu wydatków państwa na programy społeczne. Stąd koszt 3 bilionów dolarów wyliczony przez Tax Foundation.

Słynny „słoniowy wykres”, który stał się podstawą do kwestionowania dobroczynnego wpływu globalizacji, został odesłany do lamusa przez publicystę Bloomberga Noaha Smitha.

Wykres, sporządzony przez Branco Milanovica, został nazwany najważniejszym wykresem dekady. Pokazuje bowiem, że globalizacja, która zaczęła się w latach 80. przyniosła największe dochody krajom bogatym, zostawiając kraje biedne w tyle. Smith, cytując raport brytyjskiego think-tanku Resolution Foundation, pisze, że wykres jest błędny i nie wskazuje tego, co ma wskazywać.

Najważniejsze wg Smitha jest to, że Milanovic nie wziął pod uwagę zróżnicowania i dynamiki demografii bogatych i biednych krajów. Według innej metody obliczania różnic dochodów wykres jest mniej dramatyczny.

Na poziomie dochodów indywidualnych w debacie o nierównościach (>>wykres: Oko na gospodarkę), również kolejne wskazania błędnej koncepcji – konspiracyjnej teorii, że nierównościom w dochodach w amerykańskim społeczeństwie winni są najbogatsi i ich spisek kontrolowania kierunku dochodów.

Analityk American Enterprise Institute Edward Connard obala cztery podstawowe mity o spisku. Wyjaśnia, że powolny wzrost gospodarczy, a więc i zamożności, jest skutkiem zbyt małej liczby dobrze wykwalifikowanych i chętnych do podejmowania ryzyka w biznesie ludzi, bo ekonomię i dobrobyt napędza innowacja. Dane wskazują, że firmy oferujące nowatorskie produkty i rozwiązania (w przeważającej większości amerykańskie) zwiększyły swój udział w rynku z 17 proc. w 1999 do 31 proc. obecnie.

Mity o nierównościach obala również w obszernym studium Michael Tanner z CATo Institute.


Tagi


Dodaj komentarz


2 × = osiem

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane